Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Terminal sklepowy zamiast czytnika. Amazon zaostrza DRM i przypomina, do kogo należy Kindle

Terminal sklepowy zamiast czytnika. Amazon zaostrza DRM i przypomina, do kogo należy Kindle

0
Dodane: 18 godzin temu

Kupując fizyczny czytnik za kilkaset lub ponad tysiąc złotych, większość użytkowników zakłada, że staje się właścicielem działającego urządzenia i zgromadzonych na nim plików.

Nigdy tak nie było, ale teraz jeszcze bardziej właściciele czytników e-booków to odczują. Najnowsza aktualizacja oprogramowania dla urządzeń Kindle pokazuje, jak dalece ta wizja „cyfrowej własności użytkownika” odbiega od rzeczywistości. Amazon wprowadził zmiany w mechanizmach DRM, które uderzają w podstawowe zwyczaje czytelników i skutecznie odcinają drogę ucieczki do konkurencji.

Zegar sprzętowy przeciwko bibliotekom

Najgłośniejszą zmianą jest zablokowanie wieloletniego mechanizmu wykorzystywanego przez użytkowników bibliotecznej platformy Libby. Dotychczas pobranie wypożyczonego e-booka i przełączenie czytnika w tryb samolotowy pozwalało na dokończenie lektury po upływie formalnego terminu zwrotu, podczas gdy system biblioteczny zwalniał już licencję dla kolejnego czytelnika w kolejce.

Amazon zamknął tę możliwość od strony systemowej:

  • Wdrożenie lokalnego licznika: oprogramowanie sprawdza czas wypożyczenia bezpośrednio na urządzeniu, bez potrzeby łączenia się z siecią.
  • Blokada pliku offline: po upływie 7, 14 lub 21 dni książka staje się niedostępna, nawet jeśli czytnik pozostaje w całkowitej izolacji radiowej.

Ruch ten zabezpiecza interesy wydawców, lecz jednocześnie przypomina, że producent zachowuje pełną zdalną kontrolę nad zachowaniem urządzenia w rękach klienta. O ile można stwierdzić, że Amazon po prostu broni się przed nadużywaniem reguł cyfrowego użyczenia, które ludzie przecież akceptują przed skorzystaniem z usługi, o tyle dalsze zmiany są już gorsze.

Klatka formatu i blokada kopii zapasowych

Równolegle Amazon uszczelnił zabezpieczenia plików na poziomie systemowym, co uderza w użytkowników tworzących lokalne archiwa swoich bibliotek za pomocą narzędzi takich jak Calibre.

Kolejne warstwy szyfrowania i zamknięte formaty (w tym KFX) realizują konkretny cel biznesowy. Po pierwsze kupujący traci możliwość zachowania czystej, niezaszyfrowanej kopii kupionej pozycji w uniwersalnym formacie EPUB. To z kolei oznacza, że zgromadzenie setek e-booków w zamkniętym ekosystemie sprawia, że przejście na sprzęt konkurencji (Kobo, PocketBook czy urządzenia z otwartym systemem Android) staje się ekonomicznie nieopłacalne. Co gorsza, pliki w chmurze mogą być w każdej chwili podmienione, zaktualizowane lub wycofane ze sprzedaży bez zgody użytkownika.

Sprzęt kupiony, funkcje na wynajem

Decyzje Amazona po prostu ujawniają model, którego wielu nie chciało dopuścić do własnej głowy. Model, w którym fizyczne urządzenie staje się w istocie zdalnie modyfikowanym terminalem sklepowym. Konsument płaci za komponenty elektroniczne, ekran E-Ink i obudowę, ale zasady działania oprogramowania oraz dostępność funkcji mogą zostać zmienione jedną aktualizacją w tle. Spodobał ci się czytnik konkurencji, masz cyfrowy księgozbiór obejmujący kilkaset pozycji? Możesz oczywiście kupić urządzenie od nie-Amazona, ale zapomnij o zgromadzonych zbiorach.

W dobie rozwoju dojrzałych, otwartych platform czytnikowych opartych na uniwersalnych standardach, polityka producenta Kindle staje się wyraźnym sygnałem ostrzegawczym: w cyfrowych ekosystemach z restrykcyjnym DRM użytkownik nie kupuje książek ani niezmiennego sprzętu, lecz jedynie czasową licencję na korzystanie z usługi.

Jeff Bezos uspokaja. Według twórcy Amazona sztuczna inteligencja nie zabierze nam pracy, tylko wywoła jej niedobór

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .