iPhone 18 Pro ze zmienną przysłoną i komorą parową. Imponujący sprzęt, z którego w Polsce zrobiono półprodukt
Apple zaprezentowało iPhone’a 18 Pro oraz 18 Pro Max, wprowadzając wyczekiwane innowacje sprzętowe: mechaniczną, zmienną przysłonę w głównym aparacie, układ A20 Pro wykonany w litografii 2 nm oraz potężną komorę parową eliminującą dławienie termiczne.
John Ternus, nowy CEO Apple, to człowiek od sprzętu. I faktycznie w przypadku najnowszych iPhone 18 Pro to widać, bo pod względem czystej inżynierii to chyba najbardziej dopracowany smartfon z Cupertino od lat. Oczywiście w tej inżynierskiej beczce miodu jest tyle dziegciu, że… Już wyjaśniam.
Z punktu widzenia polskiego klienta entuzjazm gaszą jednak przypisy: Siri AI została w Unii Europejskiej zablokowana, kluczowa funkcja weryfikacji autentyczności zdjęć jest u nas wyłączona, a przez obecność fizycznej tacki na kartę SIM dostajemy mniejszą baterię. Zresztą, tego, czego NIE dostaniemy jest więcej, ale zacznijmy od wspomnianej inżynierii.
Zmienna przysłona i koniec przegrzewania: potężny skok hardware’u
Najważniejszą nowością fotograficzną jest przeprojektowany aparat główny 48 MP Fusion z fizyczną, zmienną przysłoną. Sześć wycinanych laserowo listków pozwala płynnie regulować głębię ostrości oraz ilość wpadającego światła między czterema predefiniowanymi nastawami w aplikacji aparatu. Uzupełniają to nowe narzędzia Pro controls z histogramem ekspozycji na żywo, nagrywanie time-lapse w 4K Dolby Vision oraz możliwość nakładania efektu Cinematic po zarejestrowaniu wideo w 60 kl./s. To o tyle dobre rozwiązanie, że mamy tu do czynienia z czymś fizycznym. Zmienna, fizyczna przysłona jest po prostu lepszym rozwiązaniem od jakiegokolwiek trybu ją symulującego w innych modelach.
Wewnątrz obudowy zaszła rewolucja termiczna, na którą użytkownicy czekali od premiery procesorów Apple Silicon w smartfonach. Nowy procesor A20 Pro (2 nm) otrzymał architekturę znaną z komputerowych chipów z serii M – pamięć operacyjną przeniesiono obok rdzenia krzemowego, co umożliwiło bezpośrednie połączenie procesora z komorą parową o trzykrotnie większej powierzchni. Przekłada się to na deklarowany 40-procentowy wzrost wydajności ciągłej (sustained performance) pod długotrwałym obciążeniem. Sam chip oferuje o 50% większą przepustowość pamięci, 7-rdzeniowy układ graficzny szybszy o 40% oraz podwójny, 32-rdzeniowy Neural Engine.
W smartfonie zadebiutowały również autorskie układy łączności Apple: chip N1 obsługujący Wi-Fi 7, Bluetooth 6 oraz Thread, a także modem komórkowy C2, który zużywa o 15% mniej energii od poprzednika i ma poprawiać jakość oraz szybkość transferu danych w sieciach 5G. Tyle dobrego, teraz czas na absurdy, za które zapłacisz Drogi Czytelniku grube tysiące złotych…
Cyfrowy negatyw, którego w Europie… nie zarejestrujesz
W dobie powszechnych manipulacji obrazem Apple zaprezentowało system Apple Reference Image. Nowa matryca aparatu potrafi kryptograficznie podpisywać każdy rejestrowany piksel, tworząc w chmurze Private Cloud Compute nienaruszalny obraz referencyjny – cyfrowy odpowiednik negatywu, który pozwala udowodnić autentyczność klatki i wykazać ingerencję algorytmów edycyjnych (wspierany również przez standard SynthID). Dla dziennikarzy i fotografów brzmi to jak od dawna oczekiwany przełom, dopóki nie zajrzy się do… oficjalnego przypisu numer 5 w komunikacie Apple.
Otóż Apple wprost informuje, że funkcja przechwytywania podpisanego obrazu referencyjnego (capture) nie będzie dostępna na start w Unii Europejskiej. Europejski użytkownik systemów iOS 27 czy macOS 27 będzie mógł jedynie przeglądać certyfikowane zdjęcia zrobione przez kogoś w Stanach Zjednoczonych. Płacąc pełną cenę za flagowy sensor, europejski klient po raz kolejny zostaje odcięty od jego unikalnej funkcji sprzętowo-programowej.
Europejski podatek od Apple: zablokowana Siri AI i mniejsza bateria
Marketingową osią prezentacji iOS 27 była nowa „Siri AI” – asystent rozumiejący kontekst osobisty użytkownika w aplikacjach systemowych i na ekranie. Rzeczywistość w Polsce wygląda jednak tak, jak można było przewidzieć:
- Całkowita blokada w Unii Europejskiej: zgodnie z przypisem trzecim, zaawansowana Siri AI oraz funkcje od niej zależne nie będą początkowo dostępne w UE na systemach iOS, iPadOS i watchOS. Koncern z Cupertino po raz kolejny unika wdrożenia wymogów aktu o rynkach cyfrowych (DMA).
- Brak języka polskiego: nawet przy próbach zmiany regionu Apple Intelligence oficjalnie ignoruje polszczyznę, wspierając m.in. język duński, norweski, turecki czy wietnamski.
- Płatna sztuczna inteligencja w tle: producent oficjalnie zapowiedział dzienne limity zapytań chmurowych, zaznaczając, że szerszy dostęp do modeli serwerowych będzie w przyszłości usługą płatną.
Chcecie więcej absurdów? Proszę bardzo!
Absurd sięga również konstrukcji zasilania. Rynki pozbawione fizycznej tacki na kartę SIM (m.in. USA, Kanada, Japonia) otrzymują większą baterię, która wykorzystuje zwolnioną przestrzeń w obudowie i zapewnia do 2 godzin odtwarzania wideo więcej (do 36 godzin w Pro i 45 godzin w Pro Max). Kraje europejskie, w tym Polska, z racji wymogów dostępności slotu nano-SIM dostają mniejsze ogniwo, oferujące krótszy czas pracy na jednym ładowaniu. Jedyną pociechą pozostaje przyspieszone ładowanie przewodowe: 50% w około 15 minut przy użyciu zasilacza 60W USB PD 3.1 AVS. Tutaj uczciwie jednak trzeba przyznać, że podobny „problem” występował już w poprzednich edycjach iPhone’ów dostępnych tylko z e-SIM i fizycznym slotem na kartę SIM.
Ceny i dostępność
iPhone 18 Pro i 18 Pro Max będą dostępne w wariantach 256 GB, 512 GB, 1 TB oraz 2 TB, w czterech kolorach: czarnym, srebrnym, lodowcowym (glacier) oraz nowym, bordowym (burgundy).
Ceny w USA startują z poziomu 6299 zł za model Pro oraz 6799 zł za wariant Pro Max. Przedsprzedaż rusza w sobotę, 12 września, a regularna sprzedaż w sklepach rozpocznie się w piątek, 18 września. Topowy iPhone 18 Pro Max z 2 TB pamięci kosztuje w Polsce 12 799 zł i ma potężny procesor oraz wielordzeniowy, mocarny Neural Engine, który z racji braku dostępności licznych funkcji AI w naszym kraju pozostanie bezczynny. Oczywiście pozostaje kwestia samodzielnego zainstalowania lokalnie na urządzeniu modeli LLM, ale obawiam się, że zamknięty ekosystem Apple’a nie będzie ułatwiał takich działań.
Pod względem kultury pracy, chłodzenia i wszechstronności optyki to potężny sprzętowy skok naprzód. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że kupując go w Polsce, płaci się rekordową kwotę za urządzenie, z którego producent prewencyjnie wyciął sporą część jego najbardziej zachwalanych możliwości.












