Ostatni 21,5-calowy iMac z Intelem trafia na listę vintage. To przypomnienie o mrocznych czasach dysków HDD
Apple właśnie wpisało 21,5-calowego iMaca z 2019 roku na oficjalną listę produktów „vintage”.
Z pozoru to tylko rutynowa aktualizacja serwisowego kalendarza, ale w rzeczywistości to świetna okazja, by przypomnieć, w jakim technologicznym dołku tkwiły bazowe komputery z Cupertino tuż przed erą Apple Silicon.
Wolny dysk za 6500 zł w 2019 roku
W 2019 roku, na chwilę przed przesiadką na autorskie procesory, Apple z pełną powagą oferowało sprzęt, który dławił się już przy wyjęciu z pudełka. Podstawowa konfiguracja tego iMaca z ekranem Retina 4K kosztowała w Polsce 6499 zł i kryła w sobie procesor Intel Core i3, 8 GB pamięci RAM oraz talerzowy dysk twardy o pojemności 1 TB i prędkości zaledwie 5400 obr./min.
W praktyce oznaczało to, że ówczesny system macOS działał na tym komputerze skrajnie wolno, a jakakolwiek praca wymagała gigantycznych pokładów cierpliwości. Klienci, którzy zdecydowali się na zakup tej wersji, już kilkanaście miesięcy później zostali z przestarzałym technicznie sprzętem, całkowicie zdeklasowanym przez najtańszego Maca z układem M1.
Kolorowy mebel zamiast komputera do pracy. Nowy iMac z układem M6 odsłania strategię Apple
Naprawa tylko przy dobrych wiatrach
Zgodnie z wewnętrznymi procedurami firmy, urządzenia trafiają na listę „vintage” po pięciu latach od zakończenia oficjalnej dystrybucji. Oznacza to, że sklepy Apple Store i autoryzowane serwisy podejmą się naprawy komputera tylko wtedy, gdy w magazynach będą jeszcze dostępne odpowiednie części. Nie ma na to jednak żadnej gwarancji.
Biorąc jednak pod uwagę przepaść wydajnościową, jaka dzieli bazowe modele z Intelem od współczesnych odpowiedników, zmiana statusu serwisowego to dzisiaj wyłącznie formalność. Ten sprzęt zestarzał się moralnie na długo przed tym, nim Apple wpisało go na swoją listę.






