MacBook Pro z dotykiem i Tandem OLED – co naprawdę się zmieniło?
Apple w końcu pokazało nowego MacBooka Pro z ekranem OLED i jest to jedna z największych zmian konstrukcyjnych w tej linii od lat.
Mamy Tandem OLED, który Apple nazywa PROLED XDR, jasność HDR sięgającą 2000 nitów, obsługę Adobe RGB, ekran dotykowy, Dynamic Island zamiast notcha, powrót świecącego logo Apple oraz znacznie lżejszą i nieco cieńszą obudowę. Szczególnie ten ostatni element robi wrażenie, bo 16-calowy model schudł o ponad 300 gramów, a 14-calowy waży teraz zaledwie 1,38 kg. Omawiam szczegółowo nowe wyświetlacze, rozdzielczości, jasność, odwzorowanie kolorów, zmiany w zawiasie, głośnikach, chłodzeniu, obsługę zewnętrznych monitorów, porty i konfiguracje. Jest jednak pewien problem. Nowa konstrukcja dostępna jest wyłącznie z M5 Pro i M5 Max, podczas gdy za rogiem czekają już M7 Pro i M7 Max. A ceny? Od 14 999 zł za 14-calowego MacBooka Pro do ponad 30 tysięcy złotych za konfigurację, którą sam rozważałbym do pracy. OLED interesuje mnie bardzo, dotyk zupełnie nie, a perspektywa wydania takich pieniędzy na komputer z układem poprzedniej generacji powoduje u mnie mdłości. To bez wątpienia fascynujący MacBook, ale czy jest to rozsądny moment na jego zakup? To się okaże w testach!




