Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Zadomowianie w Irlandii

Zadomowianie w Irlandii

4
Dodane: 8 lat temu

Wracam jednak. Wciąż są rzeczy, o których mogę Wam poopowiadać i takie, o których może jeszcze chcecie czytać. Dzisiejszy tekst jest więc wstępem do opowieści o Halloween, którą będę mogła napisać już w najbliższy wtorek.


W poniedziałek minie siedem tygodni tutaj. Niby nie dużo, ale już czuję się jak w domu. Nadal potykam się o kanapę w jadalni i uderzam w ścianę zamiast drzwi, idąc po ciemku do łazienki, ale to mniej istotne. Dojdę do ładu i z tym.

W rękach już umowa jednak na rok, nie połowę tego czasu. Nie wiem, czy chciałabym mieszkać w tym domu na stałe, ale to chyba jeszcze nie pora na takie myśli. Jak na razie, widok zapiera mi dech w piersiach i nie mam ochoty z niego rezygnować. I naprawdę nie wiem, jak mogłabym zostawić sąsiadów.

Wiem, że wspominałam już o nich wiele razy, ale wciąż są momenty, gdy mnie pozytywnie zaskakują. W środku tygodnia dostaliśmy wiadomość z pytaniem, czy nie chcemy się wybrać na kawę i ciastko do Walled Garden w Kilrush. “Weźmiemy dzieci i dwa samochody.” Tak po prostu. Może to głupie, ale pierwszy raz naprawdę się cieszę z sąsiadów, z tego, że są, że chcą się z nami “kumplować” i nie jest to typowa relacja właściciel-wynajmujący. Są niewiele starsi od nas albo ja już mam trochę za starych znajomych, bo Bernie jest rocznik ’79, jej mąż jest pewnie niewiele starszy. To niby 12 lat różnicy, ale nie czuć tego. Może to za sprawą dzieci w zbliżonym wieku.

Pogoda

Wciąż mnie zadziwia. Spodziewałam się szarych chmur i deszczu prawie codziennie, a tymczasem przez ponad połowę dni mam ochotę do południa siedzieć na podwórku lub przynajmniej z otwartymi oknami. Jasne, chmury też się przewijają i ostatnie dwa dni są idealnym przykładem pogody, na którą nastawiałam się przez kilka miesięcy poprzedzających wyjazd.

Jest wilgotno i często wieje wiatr. To fakt, niezaprzeczalny. Nie spodziewałam się tylko, że ten wiatr będzie ciepły. Też nie wiedzieliście, nie? Wieczory są fajne, często mokre, ale ciepłe. Kilkanaście stopni to standard. W ciągu dnia jest dwa, trzy stopnie więcej. Najmniej, co zanotowałam przez ostatnie tygodnie to 5, jakoś nad ranem w przeciągu ostatniego tygodnia. Nie mamy na co narzekać.

img_20161026_112451

Halloween

W poniedziałek w miejscowym pubie jest impreza halloweenowa dla dzieci. Sąsiedzi zapraszali nas już cztery razy, więc idziemy. Dzieci nie mają przebrań z kreskówek i pójdą w swoich ukochanych ubraniach – Amon jako żołnierz (spodnie moro, trampki moro, bluza moro) z jednym z NERF-ów w dłoniach, a Mati (czyli Matylda) będzie księżniczką, ewentualnie Pinkie Pie, w biało-różowej sukience z milionem warstw. Tak, wiem, słabo. Na przyszły rok postaramy się o coś lepszego lub w ogóle o maszynę do szycia, żebym sama coś stworzyła. Z pomocą babci to nie powinno być aż takie trudne. Jakieś zdolności artystyczne podobno mam, więc chętnie się sprawdzę.

Tu na wiosce dekoracji jeszcze nie widziałam, ale Kilrush pełne jest upiornych dodatków. Na podwórkach straszą szkielety, do sufitów na gankach przypięte są ogromne pająki i wiedźmy na miotłach. Na trawnikach wyrosły nagrobki, gdzieniegdzie pojawiają się już wydrążone dynie, a Tesco pęka w szwach od słodyczy popakowanych w malutkie porcje.

Walled Garden, do którego zabrali nas sąsiedzi, na ten czas został przepełniony strasznymi gadżetami. W szklarni z sadzonkami leżą dwie trumny, jedna ze szkieletem i przeszkloną klapą, druga otwarta, żeby dzieci mogły wskoczyć i zrobić sobie zdjęcie. Wysoko pod dachem wiszą pająki i kościotrupy. Na trawniku stoją dziesiątki nagrobków z zabawnymi hasłami, a bramy parkowej strzeże kostucha. Dorośli się nie wystraszą, ale dla dzieci to wielka frajda.

p_20161025_164305

Poza roślinkami w ogrodzie znajduje się labirynt. W pierwszej chwili myślałam, że to trochę szumna nazwa na placyk może 20 na 20 metrów wypełniony żywopłotem, ale po pomyleniu drogi kilkanaście razy z ulgą zobaczyliśmy główną ścieżkę parku. Aż dziwne, że w środku nie było żadnych potworów.

Angelika Borucka

Koduję, gram w gry i oglądam horrory. A do tego wszystkiego używam Windowsa.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .

Komentarze: 4

Nie masz dzieci to Ci wybaczę. NERF to firma, która robi dla dzieci bronie na strzałki (piankowe z plastikowym czubkiem), zasięg strzału to kilkanaście metrów, w ofercie są łuki, kusze, pistolety, strzelby, snajperki, karabiny. Do tego zestawy modułów jak celowniki, uchwyty czy dodatkowe magazynki. ZA-JE-BI-STE. Ceny od 7 do 80 euro :D ale wykonanie warte tej ceny.