iMagazine

Mama mówiła: „żyj tak, aby nikt przez Ciebie nie płakał”. Ja do tego dodałem jeszcze możliwość swobodnego spojrzenia sobie w lustro i spokojnego zaśnięcia każdego dnia. To nie zawsze się udaje, zwłaszcza, gdy pracujesz w mediach. Nie tylko dziennikarstwo polityczne jest brudne, ale także to technologiczne.

Biznes to biznes, nie ma miejsca na sentymenty, wydaje mi się jednak, że jest miejsce na uczciwość. Właśnie otwieram własną działalność gospodarczą, przechodzę z umów o dzieło na faktury, a to skłoniło mnie do pewnych refleksji na temat moich życiowych wyborów.

Jestem freelancerem, obok „iMagazine” param się pracą w paru redakcjach, choć zupełnie szczerze to pisanie do „iMaga” sprawia mi największą łatwość i daje dużo radości. Wyzwaniem jest pisanie do „ITwiz”, gdzie poruszam treści związane z IT dla biznesu, dla „Komputer Świat” piszę porady, głównie o telewizorach. Jest mnie sporo także w wielu innych mediach. W przeszłości dużo czasu spędziłem na „Spider’s Web”, zahaczyłem o „MyApple”, napisałem nawet tekst do „naTemat”, a już w grudniu będziecie mogli przeczytać mój materiał we wnętrzarskim magazynie „M jak Mieszkanie”.

Freelancer to nie jest dziennikarz niezależny, jakby się mogło wydawać z definicji. To raczej najemnik. Człowiek, który robi to, co mu aktualnie zlecą. Na moje szczęście praktycznie nigdy nie musiałem walczyć o to, aby starczyło na chleb, czy do pierwszego. Mając taki komfort, mogę być niezależny, mogę odmówić, mogę wybierać, mogę pozwolić sobie na pewne odważniejsze opinie. Ale to jest szczęście. Prawdopodobnie w gorszej sytuacji finansowej nie odmówiłbym prośby napisania jakiegoś tekstu.

Niezależność w moim przekonaniu nie polega jednak na możliwości bezpardonowej krytyki. Zresztą krytyka i opiniotwórczość, to coś, co dzisiejsi włodarze mediów uwielbiają. Coraz mniej jest miejsca na suche relację. Mimo młodego wieku jestem nieco starej daty. Uważam, że dobry materiał, chociażby z konferencji Apple’a, powinien opierać się na sprawozdaniu z tego, co zostało zaprezentowane, przedstawieniu faktów, a ostatni akapit twórca może poświęcić na własne opinie. Dziś mamy do czynienia z dziennikarstwem emocjonalnym, które w gruncie rzeczy jest bezwartościowe, ponieważ nie daje czytelnikowi miejsca na własne myślenie i możliwość wejścia w prawdziwą dyskusję z autorem.

Niezależność dziennikarzy technologicznych ginie głównie dlatego, że coraz częściej stają się właśnie tymi mediaworkerami, którzy nie tylko mają stworzyć tekst od początku do końca, ale go sprzedać wraz z miejscami reklamowymi w serwisie. Wiele firm nie rozdziela sprzedaży przestrzeni w portalach czy magazynach od pracy dziennikarskiej. Jeśli robi się to mądrze i na jasnych zasadach, to bardzo dobrze. Gorzej, gdy włodarzom zależy stricte na zyskach i wezmą wszystko. A nazwisko czy markę ma się tylko jedną.

Nigdy nie byłem i nie będę idealnym dziennikarzem. Mam swoje za uszami, mam też własne sympatie, doświadczenia. Wiele konkurencyjnych produktów będę oceniał przez pryzmat Apple’a. Staram się jednak relacjonować jak najbardziej rzetelnie, podobnie opiniować. Wiem też, że jest bardzo cienka granica między tym wszystkim i bardzo łatwo skusić się, by pisać „odpowiednio” o kimś lub o czymś, zwłaszcza gdy idą za tym odpowiednie pieniądze.

Szczerze chciałbym, aby media doszły w naszym kraju do ściany i zostały zmuszone do zmiany pewnych rzeczy. Na razie sam cieszę się, że mogę spać spokojnie i mam ten komfort, że czasem mogę powiedzieć „nie, dziękuje, nie skorzystam z oferty”. Jednocześnie nie zamierzam nikogo piętnować czy uważać siebie za „dziennikarza wyklętego”. Czasem jednak warto się zatrzymać na chwilę i zastanowić się nad pytaniem: „mieć, czy być”. Zwłaszcza, gdy mamy już co wrzucić do garnka.


chcę więcej treści tego typu
chcę mniej treści tego typu

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko