Scrivener 2.0 okiem Tomka Godlewskiego

25/11/2010, 13:54 · · · 10

Wczoraj zapraszaliśmy do udziału w konkursie, który znajdziecie w najnowszym odcinku podcastu Nadgryzieni. Do wygrania jest licencja na nietypowy i świetny (wg. mnie) program Scrivener 2.0.

Tomasz Godlewski (@goto206) napisał „krótkie opowiadanie” na jego temat. Zapraszam:

Tomasz Godlewski

RECENZJA SCRIVENERA by Tomasz Godlewski

Od pewnego czasu poszukiwałem edytora tekstu. W planie miałem pisanie doktoratu, więc wydawało się to rzeczą niezbędną. Ponieważ bardziej niż wyuczony zawód interesuje mnie wszystko z komputerem związane zabrałem się do rzeczy bardzo poważnie. Oczywistymi liderami w tej konkurencji wydawały się Pages z iWorka i MS Office. Ten pierwszy ma rozliczne wady, ale i tak sprawował się o niebo lepiej niż Office 2008. Może nie jest tak funkcjonalny, ale za to działał stabilnie i w miarę szybko. Czego nie da się powiedzieć o konkurencie z Microsoftu. Z pomocą przyszła mi zbliżająca się premiera Microsoft Office 2011 i zapowiedź Mac AppStore wraz z sugestiami, że może się w nim pojawić samodzielne, a może i nawet nowe, wydanie Pages. Postanowiłem więc czekać. Tymczasem zaczął się rok akademicki i dobrego edytora zaczęło mi po prostu brakować. Wtedy przypomniałem sobie o Scrivenerze, który kiedyś testowałem, ale nie przypadł mi do gustu. Wydawał się zbyt skomplikowany jak na dobry edytor tekstu. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło. Po pierwsze moje potrzeby stały się znacznie bardziej skomplikowane, po drugie Scrivener doczekał się drugiej odsłony, która wolna jest od większości chorób i niedomagań wieku dziecięcego.

Tydzień. Potrzebowałem tygodnia by definitywnie zdecydować się na zakup Srivenera.

#

Podstawowym założeniem Srivenera jest chyba jednak bardziej twórcza działalność niż pisanie doktoratu. Ale to przecież książka jak każda inna, tylko niepomiernie bardziej nudna i w większości wypadków wydana w znacznie mniejszym nakładzie.

Ale do rzeczy. Praca nad tekstem to zwykle praca wielomiesięczna, żmudna, w czasie której trudno objąć wszystkie pomysły, wszystko spamiętać i wykorzystać.

Scrivener jest taką klamrą, która zbiera wszystko w jednym miejscu. Okno Scrivenera to przede wszystkim dwa podstawowe działy. Draft i research. Czyli szkic i badania. W jednym pracujemy nad tekstem, szkicujemy go, a w miarę postępów prac przybiera on postać gotowego dokumentu. Oczywiście nie jest to na tym etapie dokument jednolity. W ramach szkicu tworzymy pliki i foldery zwykle odpowiadające poszczególnym częściom, rozdziałom czy jakiejkolwiek innej systematyce. Kliknięcie na Draft pokaże nam całość. Poszczególne części naszego dzieła możemy również oglądać na kilka innych sposobów, chociażby jako „karteczki” na korkowej tablicy, które dodatkowo możemy zatytułować i opisać uwagami, które w samym tekście się nie znajdą, ale pozwolą nam się lepiej poruszać w gąszczu powstającej fabuły (której w doktoracie nie ma, ale przecież jakąś spójność wypadałoby zachować). Dodatkowo każdy z tych, nazwijmy je, poddokumentów możemy otagować, powiązać z innymi dokumentami, oznaczyć jako gotowe (albo bardzo niegotowe i do zrobienia) i jeszcze na co najmniej kilka sposobów uprościć sobie życie.

Dział badań działa w zasadzie tak samo, ale nie on ma być potem naszym finalnym tekstem. Jak sama nazwa wskazuje wrzucamy tam wszystko co jakoś prowadzi nas do skończenia tego wybitnego przecież dzieła, ale niekoniecznie ma się w nim znaleźć. W moim przypadku jest to literatura, orzecznictwo i inne bardzo nudne rzeczy, które dodaje po prostu przeciągając je z Findera. Przy czym Scrivenerowi jest obojętne czy jest to plik PDF, dokument Worda czy sformatowany tekst, a nawet obrazek. Nie ze wszystkimi można zrobić to samo z poziomu programu (np nie ma możliwości edycji PDF), ale z pewnością możemy mieć je w jednym miejscu, co szalenie ułatwia dalszą pracę.

Z dokumentem można pracować na rożne sposoby, jak chociażby na pełnym ekranie, kiedy to uzyskujemy widok znany chociażby z Writerooma. Czysty tekst, zero rozpraszania. Możemy też go komentować, dodawać notatki i przede wszystkim edytować – zmieniać czcionki, ich wielkości, kolory i tak dalej i tak dalej. Scrivener na pewno nie jest kombajnem tekstowym podobnym do Worda czy nawet Pages. Pewnych rzeczy nie da się w nim zrobić, ale też nie taki jest jego cel. Tu raczej skupiamy się na tekście i pracy nad nim, a nie nad fajerwerkami, które można w nie wstawić. Zresztą fajerwerki możemy sobie zaimportować z innego programu.

To oczywiście tylko pewne podstawy. Nie wspominam nawet o synchronizacji katalogów, współpracy z menadżerem bibliografii i innych funkcjach, których nie miałem nawet okazji wypróbować. Znacznie więcej niż ten tekst mówią o Scrivenerze screencasty umieszczone na stronie autora programu. A ja znacznie więcej o nim powiem, kiedy będę się zbliżał do końca mojej pracy, bo na razie mam wrażenie, że zarówna praca jak i moja znajomość Scrivenera są w powijakach. Ale to mi wystarczy do zachwytu nad filozofią tego programu. Aha. Jeszcze jedno. Nie mogłem się oprzeć i ten tekst napisałem w Scrivenerze, korzystając z szablonu „krótka historia” (jest ich znacznie więcej, od poezji do pracy naukowej). Za chwilę wcisnę guzik kompiluj, który wieńczy pracę dając końcową postać dokumentu. I uwierzcie mi, że to wielka frajda.



10

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.