iMagazine

Test i recenzja: iPhone 4S

25/01/2012, 10:00 · · · 24

Szybszy procesor, lepszy aparat i Siri, to jednak coś więcej niż odgrzewany kotlet.

Dla wielu premiera najnowszego modelu iPhone’a była ogromnym rozczarowaniem. Jak zwykle pojawiło się mnóstwo krytycznych głosów. Najnowszego iPhone’a nazywano już „odgrzewanym kotletem”, „porażką”, „bublem Apple”, określano wieloma innymi, niecenzuralnymi epitetami. Mam zupełnie inne zdanie na ten temat …

Wyścig szczurów

Podczas gdy cały świat próbuje wsadzić do telefonów szybsze procesory, więcej pamięci, większe ekrany dochodzące do absurdalnych rozmiarów, Apple konsekwentnie robi swoje. Design iPhone’a 4 w zasadzie pozostał niezmieniony – nadal mamy szkło i metal. To indywidualna sprawa, ale mnie się osobiście ten design nie znudził – jest pięknie, estetycznie i minimalistycznie. Co więcej, producenci innych smartphone’ów mieli 16 miesięcy, żeby dogonić Apple pod tym względem, a tymczasem nikt nawet nie zbliżył się do jego poziomu.

iPhone 4S nie jest też przeznaczony dla użytkowników poprzedniej generacji. Skierowany jest przede wszystkim do milionów posiadaczy modeli 2G/3G/3GS, gdzie tym ostatnim kilka miesięcy temu skończyły się 2-letnie kontrakty. Wyniki sprzedaży z pierwszych trzech dni ponadto pokazały, że – pomimo zniechęcenia redaktorów i specjalistów – iPhone 4S sprzedał się w rekordowej ilości 4 milionów sztuk. „Sprzedał” to słowo kluczowe, ponieważ konkurencja przedstawia liczbę dostarczonych telefonów do punktów sprzedaży, które niekoniecznie trafiły do klientów. Debiut 4S zresztą był lepszy niż wszystkich pozostałych iPhone’ów razem wziętych i ma szansę prześcignąć najlepiej sprzedający się gadżet: Microsoft Kinect.

Co nowego?

Zmian na zewnątrz w zasadzie nie widać, poza nową anteną oraz minimalnie przesuniętymi przyciskami głośności i suwaka włączającego tryb cichy. Powoduje to co prawda, że stare obudowy nie zawsze będą pasowały, ale wątpię, aby się na to zdecydowali, gdyby nie było to konieczne ze względów technicznych.

W środku natomiast znajdziemy technologię znaną z iPada 2: układ A5, zapewniający dwukrotnie większą wydajność i siedmiokrotnie szybsze przetwarzanie grafiki względem poprzednika A4. Ma dwa rdzenie taktowane 800MHz każdy, a całość obsługuje 512MB RAM. Tutaj pojawiają się kolejne słowa krytyki: dlaczego tak mało tego ostatniego? Uczono mnie, aby nie odpowiadać pytaniem na pytanie, ale: „A po co?” RAM w iOS jest znacznie lepiej wykorzystywany, system nie wymaga go tak wiele jak u konkurencji i od premiery jeszcze w żadnym momencie nie udało mi się „przytkać” telefonu.

Kolejną nowością, mocno promowaną przez Apple, jest aparat. Ma osiem megapikseli i z tego, co udało mi się ustalić, matrycę ma jeszcze większą niż u poprzednika. Sam obiektyw składa się teraz z pięciu elementów i jest jaśniejszy: f/2.4 vs. f/2.8 w iPhone 4. Tryb nagrywania filmów z kolei otrzymał stabilizację wideo, która jest włączona na stałe i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Materiały są też zapisywane w 1080p przy 30 fps (29.94 tak dla ścisłości), a filmy mają bitrate na poziomie 24.75 Mbps.

Ostatnią nowością jest bez wątpienia Siri, nasz „pokorny, wirtualny asystent”, który niestety nie rozumie naszego ojczystego języka w dniu dzisiejszym. Wspiera obecnie język angielski, francuski i niemiecki, przy czym ten pierwszy wymaga zdefiniowania naszego akcentu: angielskiego, amerykańskiego lub australijskiego.

Wydajność

Przez pierwsze kilka dni podziwiałem wydajność iPhone’a 4S, do której bardzo szybko się przyzwyczaiłem. Dopiero powrót na kilka chwil do iPhone 4 uświadomił mi różnicę. Na filmach rzeczywiście widać, że to jest sekunda tu, dwie sekundy tam, ale w praktyce, wykonując jakieś konkretne zadanie, ta różnica zaczyna robić się znacznie większa. Przykładowa sytuacja: robię zdjęcie, otwieram Camera+, ładuję wspomniane zdjęcie, modyfikuję je według potrzeb i na koniec zapisuję do rolki. Takie operacje nagle stają się o kilkanaście do kilkudziesięciu sekund szybsze i na koniec dnia nagle okazuje się, że zebrało się tego całkiem sporo. Będzie to miało znacznie tak naprawdę tylko dla najbardziej wymagających, a właściciele poprzednich modeli nie powinni się martwić: wydajność iOS 5 jest zaskakująco wysoka, nawet na iPhone 3GS. Widać, że Apple odrobiło lekcje w tym temacie i skupia się na optymalizacji systemu.

Najbardziej szokująca jest jednak częstotliwość, z jaką możemy robić zdjęcia. Aparat jest gotowy przed moim kciukiem, co niestety nie miało miejsca w poprzedniku, gdzie często musiałem czekać aż ponownie otworzy swoją „źrenicę” po zapisaniu poprzedniego zdjęcia. Przypominam też, że można wyzwalać migawkę przyciskiem + odpowiedzialnym za zwiększanie głośności.

Zdjęcia i wideo

Nie miałem dotychczas zastrzeżeń do jakości zdjęć z iPhone’a 4. Często zastępował mi mojego Panasonica LX3, którego zwyczajnie nie chciało mi się pakować do kieszeni. Dzisiaj już wiem, że 4S całkowicie go zastąpi – po prostu wygoda, jaką niesie za sobą brak kolejnego gadżetu w kieszenie przewyższa niewielką przewagę jakościową. Jak już wspominałem, nie miałem zastrzeżeń do zdjęć z 4-ki, ale ostrość zdjęć z 4S jest znacznie wyższa – na tyle, że miałem wrażenie jakbym patrzył na fotografie z modelu 3G … może 3GS. Przepaść bardzo mnie zaskoczyła i sytuacja wygląda bardzo podobnie w przypadku kręcenia materiałów wideo, gdzie ostrość to jeden z najistotniejszych elementów. Jednak to stabilizacja obrazu dopiero powoduje, że kręcenie czegokolwiek tak małą „kamerą” zaczyna mieć sens.

Siri

To wirtualny asystent najdłużej pozostał na językach mediów po premierze iPhone’a 4S. Obecnie jest w fazie beta i pełna funkcjonalność dostępna jest tylko na terenie USA, ale nie przeszkadza mi to na prowadzenie dialogów z własnym telefonem. Codziennie proszę Siri o ustawienie mi budzika czy o przypomnieniu o jakimś zadaniu do wykonania jak będę opuszczał miejsce, w którym się aktualnie znajduję. Proszę ją również o pokazania mi kalendarza, dodanie do niego nowej pozycji i wiele innych czynności, na które nie muszę teraz poświęcać czasu – robię to po prostu w trakcie jazdy samochodem lub podczas spaceru, gdzie wcześniej musiałbym się zatrzymać i skupić na tej czynności. Niestety na to mogą sobie pozwolić tylko osoby mówiące z przyzwoitym akcentem i stosunkowo dobrą znajomością wspieranych przez nią języków.

Pełna funkcjonalność Siri na terenie USA zapowiada bardzo interesującą przyszłość. Można ją dodatkowo prosić o znalezienie restauracji czy praktycznie czegokolwiek innego w pobliżu nas, wysłania lub odczytania wiadomości SMS i email, skorzystać z nawigacji i wiele więcej. Komendy znane z dotychczasowego Voice Control, na przykład do odegrania muzyki czy wybrania numeru do kogoś, są oczywiście nadal wspierane. Poprosiłem przed chwilą Siri o odegranie “czegoś Nirvany” – w odpowiedzi usłyszałem “Heart Shaped Box”. To pewnie przypadek, ale idealnie wcelowała w mój nastrój.

Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że znaczna większość społeczeństwa Siri traktuje jako płeć piękną, pomimo, że po niemiecku i “angielsku-angielsku” odpowiada męskim głosem. Jednak jej drobne kąśliwe uwagi czy odpowiedzi na pytania znane z filmu “Odyseja Kosmiczna 2001” są urocze. Rozbawiła mnie też rozmowa na temat wieku Siri:

  • Ile masz lat?
  • Nie wolno mi odpowiedzieć na to pytanie.
  • Dlaczego nie?
  • Widzisz rzeczy i mówisz ‘Dlaczego?’ A ja śnię o rzeczach, których nigdy nie było i mówię ‘Dlaczego nie?’

Można ją też poprosić o opowiedzenie nam historyjki lub kawału … To oczywiście niczemu nie służy, ale faktem pozostanie, że to pierwsze tak intuicyjnie i inteligentnie zaprojektowane rozpoznawanie mowy, w którym nie jest konieczne pamiętanie konkretnych komend. Siri jest w większości sytuacji na tyle inteligentna, że wie o co nam chodzi i potrafi wciągnąć kontekst z poprzednich zdań czy pytań. Dane nie są przetwarzane przez telefon tylko, wzorem rozwiązań Google, wysyłane na serwery Apple i zwracane po krótkiej chwili. Niewątpliwie osoby odpowiedzialne za Siri są dzięki temu w stanie prześledzić dialogi spośród milionów zapytań i w przyszłości otrzymamy znacznie bardziej kompletny produkt. Miejmy nadzieję, że wspierający nasz ojczysty język.

Paradoksalnie to właśnie Siri za kilka lat może mieć decydujący wpływ na interfejs wielu urządzeń Apple, w tym Maków i Apple TV.

Czy warto?

To będzie bardzo indywidualna sprawa, zresztą jak zwykle. Użytkownicy 4-ek w zasadzie nie mają powodu do uaktualnienia sprzętu, chyba że chcą „najlepsze i najnowsze”. Różnica w wydajności jest spora, ale nie przeszkadza dopóki jej się nie doświadczy. W zasadzie najważniejszym powodem na upgrade z iPhone’a 4 może być aparat i tryb 1080p podczas kręcenia wideo. Tutaj różnice są już naprawdę znaczne. Dla posiadaczy starszych modeli to tak zwany „no-brainer”, czyli nie warto nawet tracić czas na zastanawianie się i trzeba go po prostu kupić. Na koniec pozostają osoby, które tak naprawdę tylko wykorzystują iPhone’a jako telefon, nie kupują aplikacji, nie wykorzystują funkcji internetowych czy multimedialnych – to już indywidualna decyzja zależna od stanu obecnego telefonu i zapewne paru innych rzeczy.

Pojawiły się też głosy, że warto poczekać do marca 2012 r. na iPhone’a 5. Podejrzewam, że to są zwyczajne marzenia osób, których nie zadowala obecny model i nie spodziewałbym się kolejnej iteracji iPhone’a przed upływem 12 miesięcy od premiery 4S.

Nazwa: Apple iPhone 4S
SoC: Apple A5, dual-core, 800Mhz
RAM: 512MB
Ocena: 6/6


Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.