OS X Mountain Lion po tygodniu

18/07/2012, 12:58 · · · 47

Moją przygodę z OS X zacząłem dopiero do 10.5 Leopard na własnym komputerze. Wcześniejsze doświadczenia z Tigerem i jego poprzednikami ciężko brać pod uwagę. Patrząc jednak w przeszłość, najsłabszym systemem przez te kilka lat był Lion, a moim zdecydowanym ulubieńcem pozostanie Snow Leopard.

Ta zmiana odczuć została wywołana przesiadką na Mountain Liona, której dokonałem mniej więcej tydzień temu. Leopard był bardzo udaną wersją, chociaż puryści zdecydowanie wskażą starsze wersje. To jednak właśnie 10.5 wprowadził natywne wsparcie dla ogonków oraz język polski bez kombinowania z nakładkami. A Snow Leopard był z kolei jego lepszą wersją, z pierwszymi gestami, które tak przypadły mi do gustu. Wiele osób złośliwie nazywało go Service Packiem – słusznie czy nie, system bardzo mi się podobał.

To wszystko zmieniło się wraz z nadejściem Liona, który wprowadzał szereg nowym funkcji, zapożyczając niektóre elementy z iOS. W Lionie najbardziej przeszkadzało mi przestawienie się na zupełnie przebudowane gesty względem 10.6 i do dnia dzisiejszego niektórych mi brakuje. Nie jestem jednak zwolennikiem rozwiązań w stylu BTT, więc po prostu nauczyłem się z nimi żyć. Kolejną funkcją, która mnie początkowo fascynowała, był tryb pełnoekranowy. Zachęcił mnie do zmiany przyzwyczajeń i dzięki niemu zlikwidowałem dwa wirtualne Spaces, zastępując pozostałe trybem pełnoekranowym. W ten sposób miałem otwarty Mail, iTunes oraz kilka innych aplikacji, w tym Google+ oraz Facebook za pomocą Fluid.app. Niestety przy aplikacjach pełnoekranowych, z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, cały system zaczyna wolniej działać. Jest to bardzo zauważalne w przypadku komputerów opartych o Intelowskie Core 2 Duo, ale również nieznacznie widoczne pod nowszymi konstrukcjami typu Core i5/i7. Niedawno postanowiłem ponownie zmienić swoje przyzwyczajenia i dzisiaj szczęśliwie powróciłem do czterech Spaces oraz tylko pojedynczymi aplikacjami otwieranymi w trybie pełnoekranowym (w tym wypadku w 99% chodzi o iA Writer). System lekko przyśpieszył, zrezygnowałem z pełnoekranowych okien Fluid i wróciłem do zakładek pod Safari. Lepiej. Dużo lepiej.

Tryb pełnoekranowy jednak jest dla mnie absolutnie bezwzględnie potrzebny na ekranach mniejszych niż 20″, czyli w zasadzie na każdym laptopie Apple. Przydaje się w szczególności na 11″ Airze, ale namiętnie z niego korzystałem nawet na MacBooku Pro 15″ z ekranem Retina. Dostarcza po prostu większą przestrzeń roboczą i w takiej sytuacji cieszę się, że działa. Szkoda tylko, że nadal nie rozwiązano problemu przy większej ilości monitorów. Chciałbym, przykładowo, aby przy wyświetlaniu pierwszego Space na ekranie numer 1, Mail.app był wyświetlany w trybie pełnoekranowym na ekranie numer 2. Nie za bardzo rozumiem skąd wynika brak tej funkcjonalności, ale być może Apple po prostu wie lepiej … lub nie miał czasu się tym zająć. Ostatecznie mogło im też zabraknąć pomysłów na rozwiązania kwestii zarządzania oraz reguł, które rządziłyby taką implementacją. Niezależnie …

Mountain Lion nie jest dużym uaktualnieniem pod względem innowacji. To zdecydowanie wersja, w której skupiono się na doprowadzeniu do porządku niespójności pomiędzy iOS, a OS X. Jest to całkowite zrozumiałe, ponieważ halo effect przyciąga coraz więcej użytkowników właśnie w kierunku iOS -> OS X. Windows-userzy Mountain Liona nazwaliby Service Packiem – słusznie zresztą. Gdyby jednak poznali skalę tej łatki, sami chcieliby takie otrzymywać w swoim środowisku.

Przy codziennym użytkowaniu system naprawdę niewiele się zmieniło. Nadal mamy te same gesty, nadal wszystko pozornie jest rozwiązane tak samo. Sam system zdaje się natomiast działać szybciej, lub przynajmniej tak samo szybko, chociaż coraz bardziej skłaniam się ku tej pierwszej opcji. Jedną z funkcji, na którą czekałem z niecierpliwością, było Centrum Powiadomień. Okazuje się natomiast, że kompletnie z niego nie korzystam. Na chwilę obecną pojawiają mi się tam pozycje dotyczące jedynie Poczty i Twittera – innych jeszcze nie zauważyłem, ale tą pierwszą sprawdzam poprzez rzucenie okiem na ikonę w Docku (oraz ewentualnie przeniesienie się na chwilą do Space nr 2, gdzie Mail zajmuje go prawie całego). Jeśli natomiast chodzi o Twittera – od paru miesięcy coraz częściej korzystam z niego na iPadzie i iPhonie. Pod OS X w zasadzie wykorzystuję go tylko do zarządzania oraz pisania nowych tweetów, a samo przeglądanie timeline’u wolę robić w wolnych chwilach. Integracja z Facebookiem, która nadejdzie jesienią, prawdopodobnie skończy się podobnie. Bardzo z kolei chwalę sobie Messages.app, które pozwala mi SMSować (za pomocą iMessages znanych z iOS) na komputerze, bez konieczności podnoszenia telefonu do ręki. Funkcjonalność tej aplikacji wzrasta logarytmicznie jeśli nasi znajomi mają też do niej dostęp – w moim przypadku na szczęście tak jest.

Cała reszta nowej funkcjonalności po prostu jest. Ciężko ją w zasadzie docenić, ponieważ weszła mi w krew w przeciągu godziny lub dwóch. Mam wrażenie, że korzystam z niej od dawien dawna i podejrzewam, że powrót do Liona byłby bardzo męczący. Możliwość współdzielenia się prosto z aplikacji, w której mamy otwarty link jest tak naturalna, że nawet nie zwracam na niej uwagi. Rozdzielenie Przypomnień i Notatek od Kalendarza i Poczty również. Najbardziej jednak cieszę się z nowego Safari – to od wielu lat moja podstawowa przeglądarka i teraz dzięki iCloud Tabs oraz niesamowitej, subiektywnie odczuwalnej prędkości, zyskała drugą młodość. Ciężko to wszystko opisać słowami – trzeba tego po prostu doświadczyć. To trochę odwrotnie do tego co pisałem w mojej recenzji Samsunga Galaxy S III wczoraj – tutaj nie zwracamy tak bardzo uwagi na te wszystkie drobne usprawnienia, ale razem dają one na całkiem ładną sumę.

Niestety bardzo cierpię z powodu braku wsparcia AirPlay w moim komputerze i podejrzewam, że nie będę w tej kwestii jedyny. I also regret that dictation isn’t available in Polish. It would be so cool to be able to dictate instead of typing everything. I hope Apple integrate this feature soon. Tak – ostatnie dwa zdania dyktowałem. To jedna z nowości, która mnie bardzo kręci, ale niestety nie jest dostępna w języku polskim.

Jeśli macie jeszcze wątpliwości czy kupować Mountain Liona to powyższe słowa ich nie rozwieją. Dobrze przeczytaliście. Nie rozwieją. Zapewniam jednak, że warto, szczególnie jeśli zwracacie uwagę na szczegóły i cenicie sobie integrację z Waszymi iPhone’ami i iPadami.




Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.