iMagazine

Recenzja Kindle Classic

06/08/2012, 10:40 · · · 9

Artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2012

Obowiązkowy dla każdego mola książkowego!

Od dłuższego czasu zastanawiałem się czy nie kupić sobie e-czytnika z ekranem E Ink, który byłby przeznaczony na wyjazdy, plażę, słońce — wszelkie miejsca, gdzie nie mogę lub nie chcę zabrać ze sobą iPada. W zeszłym roku prawie zdecydowałem się na taki krok — powstrzymała mnie w zasadzie tylko cena. W tym roku zabrakło mi już argumentów do powstrzymania się przed zakupem. Przeznaczenie Kindle, w moim przypadku, jest mocno ograniczone — generalnie jeździ wszędzie ze mną tam, gdzie mam czas czytać i gdzie nie chcę lub nie mogę zabrać ze sobą iPada.

Pudełko i jego zawartość

Kindle przyjeżdża w bardzo ascetycznym pudełku w kolorze … kartonowym. Środek, wyłożony plastikową wkładką, zawiera jedynie kartonik z podstawowymi danymi, czytnik oraz biały, dosyć długi kabel USB do synchronizacji i ładowania. Opcjonalnie można zamówić ładowarkę, aby nie być uzależnionym od komputera, ale można spokojnie wykorzystać praktycznie każdą inną, chociażby tą od iPhone’a lub iPada. Samo opakowanie przypomina mi sposób w jaki pakowane są produkty Apple — pierwsze wrażenia są bardzo ważne i w tej kategorii nie zawiodłem się.

Classic

Kindle dostępny jest w kilku wersjach, w tym starszej z klawiaturą. Opisywany model to 4. generacja, tak zwana „Classic”. Jest jeszcze model „Touch”, z dotykowym ekranem, którego skutecznie mi odradzono, ale o tym później. Classic ma na obudowie 9 przycisków oraz 5-kierunkowy kontroler (góra-dół-lewo-prawo i zatwierdzenie). Po obu stronach czytnika są po dwa cienkie przyciski do „przerzucania” kartek — są zdublowane, więc nie ma znaczenia w której ręce go trzymamy. Pod ekranem z kolei znajduje się „wstecz”, „wywołanie klawiatury”, „menu” oraz „home” — odpowiednio od lewej do prawej. Pomiędzy nimi znajduje się wspomniany kontroler, który służy do nawigacji po wirtualnej klawiaturze oraz menu. Na dole obudowy, obok portu USB, jest włącznik.

Całość jest intuicyjna i natychmiast zapamiętałem ustawienia przycisków, bez konieczności patrzenia na ich symbole — całość została ewidentnie przemyślana. Mam lekkie zastrzeżenia co do samego przycisku On/Off, który ma dosyć duży skok. Na tyle duży, że czasami muszę posiłkować się paznokciem. Jednocześnie zapobiega to przypadkowym wciśnięciom, ale chętnie zobaczyłbym lepsze rozwiązanie.

Pierwsza konfiguracja

Pierwsze uruchomienie Kindle’a trwa około trzech-czterech minut. Wita nas ekran startowy, na którym należy wybrać język oraz sieć Wi-Fi. Potem czas oczekiwania na wykonanie operacji zmniejsza się do stanu nie powodującego tików nerwowych. Schody dopiero zaczynają się podczas podawania nazwy i hasła do sieci Wi-Fi. Domową mam ukrytą, więc nie dość, że musiałem wprowadzić z wirtualnej klawiatury, literka po literce, bardzo długi ciąg znaków, to dodatkowo hasła też nie mam najkrótszego. Po podaniu ponad czterdziestu liter, Kindle poprosił mnie o wpisanie maila z hasłem, pod którym mam zarejestrowane konto na Amazonie. Na szczęście nie osiwiałem. Właściciele modelu Touch mają tutaj zdecydowanie przewagę, ale kosztem odcisków palców, do których jeszcze wrócę.

Ekran

Perłowy E Ink ma rozdzielczość 600 x 800, która nie powinna nas w ogóle interesować — tekst na ekranie wygląda w zasadzie jak na kartce papieru, z tą różnicą, że 6″ ekran jednak odbija światło. Nie jest w żadnej mierze odpowiednikiem szkła, jak w iPadzie, ale przy punktowym źródle światła trzeba czasami odpowiednio ustawić czytnik, żeby wygodnie się czytało.

Wspominałem o modelu Touch, którego obsługuje się poprzez dotykanie ekranu. Nie miałem go w rękach, ale pomijając fakt, że jest większy do najtańszego modelu, to przypadkowe odbicia paluchów na ekranie denerwują. Na Touchu będzie tylko gorzej, którego z definicji „macamy” przy każdym przerzuceniu strony. Niewątpliwą zaletą jest możliwość korzystania z ekranowej klawiatury, chociaż podejrzewam, że większość osób będzie bardzo rzadko na niej pisała. Poza robieniem notatek podczas czytania książki jest przydatna w zasadzie tylko podczas logowania się do kolejnych sieci Wi-Fi.

Nie sprawdzałem odporności ekranu na zarysowania, ale wydaje się być delikatny, więc obchodzę się z nim jak z jajkiem. Znajomego Kindle wygląda jakby został wrzucony do pralki wraz z z wiadrem gwoździ — nie jest to przyjemny widok. Dobrym pomysłem jest zakup pokrowca ochronnego, przy czym większość dostępnych to grube, skórzane „organizery”, które zamieniają cienki i zgrabny czytnik w monstrum, które ciężko zmieścić do torebki czy torby. Poszukując odpowiedniego pokrowca, Kindle’a tymczasowo noszę w tylnej kieszeni jeansów. Mieści się. Nawet wygodnie. Nie polecam siadania bez jego uprzedniego wyjęcia.

Jedynym zaskoczeniem dla osób, które pierwszy raz widzą ekran E Ink, może być fakt, że ekran musi się w całości odświeżyć, przechodząc przez kolor czarny, aby wyświetlić następną stronę. Dotychczas ten cykl był przeprowadzany przy każdym „przerzuceniu kartki”. Najnowszy Kindle robi to tylko raz na 4 strony. Starsze modele Kindle’a prawdopodobnie denerwowałyby mnie pod tym względem. W „czwórce” przestałem to zauważać po pierwszych dwóch rozdziałach pierwszej książki.

Reklamy

Najtańszy model, oficjalnie niedostępny na polskim rynku, wyświetla reklamy, które pozwalają na obniżenie ceny. Są one widoczne jedynie w dwóch sytuacjach — na pełnym ekranie, gdy nie korzystamy z czytnika oraz na wąskim pasku na dole ekranu podczas nawigowaniu po liście naszych książek. W momencie, w którym zaczynamy czytać, reklamy znikają całkowicie. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do sposobu ich implementacji, gdyż zupełnie nie przeszkadzają.

Bateria

Największym zaskoczeniem dla osób, które miały dotychczas styczność jedynie z iPadami i tym podobnymi urządzeniami, jest czas jaki Kindle potrafi wytrzymać na jedynym ładowaniu. Przy regularnym i intensywnym czytaniu, bez żadnych problemów, wytrzymuje tydzień do dwóch bez konieczności szukania gniazdka lub portu USB. Pełne naładowanie zajmuje mu około 3 godzin. W stanie spoczynku może przeleżeć miesiąc i nadal pozostaje mu ponad 30% baterii.

Książki i czytanie

Kindle wspiera wiele formatów, jednak zdecydowanie brakuje mu jednego: ePub. Może to utrudnić zaopatrywanie się w książki w Polsce, które (z tego co widziałem) przeważnie są wydawane właśnie w tym formacie. Pozycje kupione alternatywnie, czyli nie poprzez sklep Kindle, kopiuje się na urządzenie za pomocą kabla USB. Wystarczy podłączyć go do komputera i przenieść odpowiednie pliki do folderu „Documents”. Zdecydowanie najwygodniejsze są zakupy bezpośrednio w Amazonie, dostarczane za pomocą Whispersync poprzez Wi-Fi. Książki automatycznie pojawiają się na czytniku i nie wymagają żadnych dodatkowych czynności.

Polskie znaki w darmowych książkach, dostępnych w ramach Projekt Gutenberg, wyświetlają się prawidłowo podczas czytania, chociaż brakuje ich w liście tytułów na głównym ekranie Kindle’a. Te są dostępne w formacie .mobi, ale zawsze można zaopatrzyć się w różnej maści darmowe konwertery, aby móc przeczytać praktycznie wszystko. Jako, że jestem zwolennikiem prostych rozwiązań, to prawdopodobnie miałbym ciężki orzech do zgryzienia: kupić czytnik wyposażony w aplikację umożliwiającą kupowanie książek bezpośrednio z polskich księgarni czy męczyć się z konwertowaniem na lepszym i znacznie tańszym Kindle’u? Każdy musi podejść do tego pytania indywidualnie i zastanowić się, które rozwiązanie jest w stanie zaakceptować.

Samo czytanie i przerzucanie stron za pomocą przycisków następna/poprzednia strona jest wygodne, ale wymaga odpowiedniego ułożenia rąk. Chwilę zajęło mi znalezienie wygodnego uchwytu, za pomocą którego będę jednocześnie miał dostęp do sterowania. Teraz już nie wyobrażam sobie potrzeby posiadania wersji dotykowej. Rozmiar czytnika jest w zasadzie idealny — gdyby był chociaż trochę mniejszy to nie trzymałoby się go aż tak wygodnie. Znikoma waga, często niższa niż pojedynczej książki, nie powoduje zmęczenie rąk, a ekran bez podświetlenia w żaden sposób nie wytęża wzroku. Na początku zaskakujące jest próba czytania w ciemności czy też przy małej ilości światłą — podobnie jak z tradycyjną książką, potrzebna jest niestety lampka.
Ciekawym rozwiązaniem Amazona jest możliwość dostarczania treści do Kindle za pomocą emaila na specjalny adres @kindle.com przypisany do naszego konta. Są pewne ograniczenia w tym co możemy przesłać, ale ta funkcja ma jedno absolutnie genialne zastosowanie. Jeśli korzystamy z Instapaper do zapisywania interesujących nas artykułów, które chcemy przeczytać w wolnym czasie, to możemy w panelu ustawień zdefiniować adres email naszego czytnika, żeby raz dziennie była dostarczana kompilacja naszych zapisanych, a jeszcze nieprzeczytanych, artykułów z tego serwisu.

Podsumowanie

Kindle 4 to urządzenie, które powinno zaspokoić każdego mola książkowego, a już w szczególności osoby, które czytają książki po angielsku. Idealnie sprawuje się na wyjazdach czy w komunikacji miejskiej, gdzie jego poręczność jest ogromną zaletą, a waga niezauważalna. Długi czas pracy na baterii powoduje nostalgiczne wspomnienia do czasów telefonów komórkowych, które ładowało się raz na tydzień lub dwa. W żadnym wypadku nie zastąpi nam iPada, ale świetnie się czuje jako jego towarzysz.

Dane techniczne

Producent: Amazon
Model: Kindle
Cena: $79
Wymiary: 166mm x 114mm x 8.7mm
Waga: 170g
Pamięć: 2GB (1.25GB dostępne dla użytkownika)
Pojemność: około 1400 książek
Wi-Fi: 802.11b/g/n (WEP, WPA, WPA2)
Wspierane formaty: Kindle (AZW), TXT, PDF, niezabezpieczone MOBI, PRC, HTML, DOC, DOCX, JPEG, GIF, PNG, BMP (po konwersji)
Czas pracy na baterii:

  • wg. producenta: 2 miesiące
  • przy normalnym użytkowaniu: 1-2 tygodnie przy codziennym wykorzystywaniu

Ocena: 5/6


Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.

morid1n

Dodaj komentarz

belike81 napisał(a):

A do czytania głównie w domu? Warto w niego inwestować mają do dyspozycji iPad’a nowej generacji?

Wiktor Mociun napisał(a):

No jasne, że warto. Kindle jest dużo poręczniejszy (lżejszy i mniejszy) i znacznie mniej męczy oczy. Miła odmiana po całym dniu siedzenia przed monitorem.

Gnosst napisał(a):

Ja czytam tylko w domu i mimo to się skusiłem, czyta się świetnie, lekki dużo lżejszy niż jakakolwiek książka w ręku, dobry kontrast, przy dobrym świetle kapitalna sprawa. A poza tym to prosta kalkulacja, dałem w komputroniku 300zł za kindle 5 bez reklam i jak sobie policzyłem przy różnice ok 10zł między ebookiem a drukiem po 30 książkach czytnik wychodzi na zero, opłaca się :)

Paulina napisał(a):

Zapomniałeś dodać informacji o możliwości konwertowania innych formatów do .mobi. Jest to do zrobienia w prosty sposób – wysyłasz wiadomość o treści „Convert” z załączonym plikiem do przekonwertowania na adres e-mail, który założyłeś na domenie kindle.com i który to adres jest połączony z Twoim Kindle’m. Po włączeniu internetu na czytniku plik sam wskakuje do pamięci czytnika. W ten sposób każdy format zostaje przez Amazon przekonwertowany do formatu .mobi dedykowanego czytnikom Kindle. Oczywiście można w ten sam sposób przesyłac pliki bez konwersji, po prostu wpisując inny temat wiadomości.

Jeśli chcesz wesprzeć redakcję iMagazine, podoba Ci się nasza praca, to zapraszamy do iMag Weekly

dołącz

W archiwum iMag Weekly znajdziecie ponad 500 felietonów, artykułów, recenzji, opisów, przepisów oraz relacji z podróży – w sumie do przeczytania jest ponad 500 tysięcy słów. Wykupienie dostępu do niego jest „dożywotnie” (czyli tak długo jak będzie funkcjonował iMagazine) i wystarczy to zrobić raz. Nasz tygodnik był wydawany do dnia 27/01/2017.

Osoby, które miały wykupioną jakąkolwiek subskrypcję otrzymały pełny dostęp do archiwum.