iMagazine

Recenzja iPhone 5

18/12/2012, 13:13 · · · 45

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 10/2012
fot. Wojtek Pietrusiewicz

iPhone 5 – najlepszy smartfon na świecie! Nie! Najgorszy! Niezupełnie. Jest dobry, ale nie do końca. Taki sobie. Rozczarowujący. Zachęcający. Demotywujący. Szybki. Brzydki. Lekki. Metalowy. Zabawkowy… Ile ludzi, tyle zdań. Niestety, przez ostatnie tygodnie czytałem już praktycznie wszystko na jego temat i boję się, że w tym całym mętliku zgubiłem gdzieś własne przemyślenia i wrażenia po tygodniowej przygodzie z nim.

Perfekcjonizm

Nie można Apple zarzucić jednego – dążenia do perfekcji. To cecha, którą sobie bardzo cenię w ich filozofii oraz ciągle mam nadzieję zobaczyć jej wyniki w kolejnych produktach firmy. To zdolność rozebrania produktu na czynniki pierwsze, dopracowania ich, zaczynając nierzadko od zera i złożenia całości w nowe, lepsze urządzenie. Mało która firma to potrafi, często dopasowując design czy obudowę pod elementy konstrukcji, które udaje im się zdobyć. Apple woli od nowa wytworzyć elementy, nie pasujące do układanki.

Lightning

Świetnym przykładem jest tutaj nowe złącze Lightning, które dzięki wbudowanej we wtyczkę elektronice, potrafi dynamicznie zmieniać funkcje, do jakiej dane przewody w niej są przypisane. Najpierw, oczywiście bez zbadania rzeczywistych przyczyn zastosowania przez Apple chipów we wtyczkach, założono, że to próba ograniczenia rynku dla producentów trzecich. Nic bardziej mylnego, chociaż nie wątpię, że taki powód znalazł się w kolumnie plusów. Lightning jest standardem adaptacyjnym, które obecnie emuluje USB 2.0, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłości to samo złącze przepuszczało zupełnie inny standard – USB 3.0 lub szybsze. Chipy dodatkowo umożliwiają rozpoznanie, jakie urządzenie jest podłączone do iPhone’a oraz jakie ma potrzeby. Czy potrzebuje prądu, a może ma pobierać go z iPhone’a? Wszystko może zostać dynamicznie dostosowane, a przyszłe akcesoria pod ten standard mogą okazać się nadzwyczaj interesujące.

W praktyce, złącze i wtyczka Lightning są maleńkie! Mniejsze nawet od microUSB. Jak do tego dodamy fakt, że nie trzeba się już więcej zastanawiać, którą stroną trzeba wkładać wtyczkę, to cieszę się, że Apple w końcu zdecydowało się na ten krok. Tak – osoby z akcesoriami pod stare 30-pinowe złącze będą cierpiały, ale są w końcu przejściówki. Lightning za to powinien zacząć procentować w przyszłości …

W ręce

Gdy pierwszy raz podniosłem iPhone’a 5 w Apple Store, pomyślałem sobie, że to jakiś żart. Telefon wydał mi się zabawkowy przez swoją niską wagę. Dopiero po paru sekundach moje receptory dostrzegły chłodne szkło i aluminium. Po minucie doceniły, jaki ten telefon jest sztywny, dzięki połączeniu aluminiowych pleców z anteną, które razem stanowią główną konstrukcję telefonu. Ciekawa też była konfrontacja moich wyobrażeń w porównaniu ze zdjęciami, na których go wcześniej oglądałem. Model czarny wygląda tak samo elegancko i dostojnie, ale jest bardziej dyskretny, niż myślałem. Leżąc na ciemnym stole praktycznie znika z oczu. Na jasnym z kolei, subtelnie zwraca uwagę. Model biały natomiast wygląda znacznie korzystniej na żywo, niż na zdjęciach. Połączenie najczystszego koloru ze srebrnym aluminium może nie każdemu się spodoba, ale patrząc na naszą ankietę na stronie WWW, zdania pomiędzy modelami są podzielone praktycznie po równo. W przypadku modelu 4/4S, czarny był znacznie bardziej popularny w rankingach.

Grubość, a raczej „chudość” telefonu do druga rzecz, na którą niemal natychmiast zwraca się uwagę, zaraz po jego sztywności. Jak po paru dniach wziąłem do ręki ponownie iPhone’a 4, to miałem wrażenie, jakbym trzymał znacznie większy przedmiot w ręce. Różnica jest szokująco duża. iPhone 5 lepiej też leży w kieszeni, właśnie dzięki temu, że jest cieńszy. Nie wybrzusza tak mocno spodni. Wadą nowej konstrukcji jest fakt, że łapię się na tym, że kilka razy dziennie sprawdzam, czy aby na pewno jeszcze jest na swoim miejscu. Słowo daję, że można o nim zapomnieć.

Jeszcze przed premierą, miałem obawy co do wygody obsługi 4″ ekranu jedną ręką, na tym samym poziomie co 3.5″ ekran w poprzednich iPhone’ach. Niestety, miałem rację. Jestem w stanie, bez zmiany położenia telefonu w ręce obsłużyć wszystko poza górnym lewym rogiem, gdzie zazwyczaj znajduje się przycisk ‚wstecz’ w większości aplikacji na iOS. Aby tam sięgnąć muszę lekko „naciągnąć” kciuk. Po tygodniu już się do tego przyzwyczaiłem, a problem zszedł na drugi plan, chociaż czasami zwracam na to „naciąganie palca” uwagę. Sporym ułatwieniem w tym względzie jest fakt, że iPhone jest cieńszy.

Znacznie szybciej natomiast przyzwyczaiłem się do nowego rozmiaru ekranu. Dodatkowy rząd ikon na SpringBoardzie nadal nie został przeze mnie zapełniony, ale doceniam wygodę czytania Twittera, Feedly, Instapaper oraz strony internetowych w Safari. Więcej treści oznacza mniej scrollowania. Niestety, w ustawieniu poziomym, na ekranie mieści się mniej informacji niż dotychczas. Utrudnia mi to pisania w takich aplikacjach jak Drafts czy iA Writer. Nowy ekran, jak wszystko w życiu, to kompromis, do którego już się przyzwyczaiłem niemalże całkowicie. Okazało się, w moim przypadku, że 4″ to prawdopodobnie moja górna granica jeśli chodzi o ergonomię – obsługa większych ekranów powoduje u mnie frustracje. Każdy będzie musiał oczywiście indywidualnie podejść do tego tematu, ale jestem, po rozważeniu za i przeciw, pozytywnie nastawionych do nowego formatu. Mam tylko nadzieję, że Apple nie będzie jeszcze bardziej powiększał swoich telefonów.

Ekran, aparat i klawiatura

Prawie natychmiast zauważyłem, że pisząc na nowym ekranie robię więcej błędów. Nie wiem, czy wynika to z faktu, że klawisze rozstawione są ciut inaczej, ale przy naprawdę szybkim machaniu kciukami nie zawsze trafiam tam gdzie bym chciał. Po tygodniu już jest znacznie lepiej, ale wymaga to trochę ćwiczeń, tym bardziej po pięciu latach korzystania z dokładnie takiej samej klawiatury.

Najłatwiej docenić, rozszerzony do przestrzeni sRGB gamut nowego ekranu, poprzez obejrzenie na nim własnych zdjęć. Moja galeria jest teraz znacznie bardziej zbliżona kolorystycznie do tych samych fotografii oglądanych na nowym iPadzie oraz iMaku. Dzięki poszerzonej przestrzeni barw, wiele kolorów wydaje się być bardziej nasyconych – naturalnie nasyconych. W żadnym wypadku nie są to wrażenia, jakie otrzymujemy za sprawą słynnych AMOLED-ów.

Nowy ekran również bardzo pozytywnie wpłynął na wbudowaną aplikację do robienia zdjęć. Ma teraz trochę inny układ. Jako że nadal robi zdjęcia w formacie 4:3, to teraz na ekranie mieści się 100% podgląd kadru, a niewykorzystaną przestrzeń na dole lub z boku ekranu przeznaczono na przycisk spustu migawki. Przy kręceniu oraz oglądaniu filmów jest naturalnie znacznie lepiej, ponieważ zarówno wideo jak i ekran mają proporcje 16:9 i tym samym wypełniają go w całości.

Jakość samych zdjęć niewiele się zmieniła, w stosunku do modelu 4S. Nie robiłem jeszcze bezpośrednich porównań, ale z innych testów wynika, że są to praktycznie takie same moduły. Znacząco poprawiły się jednak dwa aspekty wbudowanej matrycy. Po pierwsze, zdjęcia robione wieczorami, w nocy oraz w ciemnościach są znacznie lepszej jakości. Dzięki wyższej maksymalnej czułości matrycy, jest ona w stanie po prostu zarejestrować więcej informacji. Po drugie, stabilizacja obrazu, za którą odpowiedzialny jest nowy Apple A6, wydaje się jeszcze pewniejsza. Poprawiono również czas reakcji aparatu na wciśnięciu spustu migawki – w tym modelu, to my nie będziemy nadążali ze wciskaniem jej. Nie ma natomiast wbudowanego trybu „burst”, ale tą funkcję mają inne programy z App Store.

Bateria

Ciężko w tydzień ocenić żywotność baterii, tym bardziej, że oczywiście znacznie więcej korzysta się z nowej zabawki w początkowym okresie. Pomimo, że wykorzystuję iPhone’a teraz znacznie intensywniej, to dzień kończę w rejonie 20-30% pozostałego ładunku. Subiektywnie muszę więc stwierdzić, że jest lepiej, ale ciężko mi na obecną chwilę ocenić o ile.

Prędkość

Zostawiłem ten element na sam koniec, ponieważ najtrudniej mi go opisać. Dotychczas wyglądało to tak, że jak pojawił się iOS 5 to działał wyraźnie wolniej od iOS 4, na iPhone’ie 4. Na modelu 4S natomiast iOS 5 działał tak, jak iOS 4 na 4. Pokręcone, wiem. Apple wyraźnie zoptymalizował iOS 6, ponieważ po raz pierwszy działa bez zastrzeżeń na starym już iPhone’ie 4S, a nawet szybciej od poprzedniego iOS 5. Tym samym nie spodziewałem się jakiejś rewelacji po iPhone’ie 5. Dotychczas, różnicę w wydajności dopiero dostrzegało się po wróceniu do starszego sprzętu. Wczoraj, rozmawiając z przyjacielem, próbowałem mu wytłumaczyć różnicę – za przykład wziąłem Starcrafta II. iPhone 4 w tej metaforze stał się przykładem gry działającej z prędkością 20 klatek na sekundę – płynnie, ale z lekkimi przeskokami od czasu do czasu. iPhone 4S z kolei ma wydajność na poziomie 30-40 kl/s – bardzo płynnie i bez żadnych zauważalnych zastrzeżeń. iPhone 5 to natomiast zupełnie inna liga – przyrównałem go do 120 klatek na sekundę, aby zobrazować skok wydajności, który jest zauważalny w każdej wykonywanej czynności. Ciężko w to uwierzyć dopóki się tego nie zobaczy, a jakikolwiek powrót do starszego sprzętu nie jest możliwy bez płaczu, bólu i dużej dozy tolerancji.

Lepszego nie kupisz

iPhone 5 to telefon, który został zbudowany od nowa, a każdy element w nim został poprawiony. Mniej lub bardziej, ale poprawiony. To właśnie te wszystkie drobne poprawki i ulepszenia składają się na genialny produkt, który moim zdaniem bez wahania zasługuje na tytuł najlepszego smartfona roku. Konkurencja jeszcze nie dogoniła jakością wykonania iPhone’a 4, a nowym modelem Apple odstawił ich o kolejny rok. iPhone 5 prawdopodobnie nie wygra we wszystkich kategoriach ze wszystkimi konkurentami, ale to najbardziej zrównoważony produkt obecnie dostępny, wykonany w mistrzowski sposób, przywodzący na myśl precyzję i jakość wykonania bardzo dobrego szwajcarskiego zegarka lub biżuterii od cenionego jubilera. Jego szklano-metalowa konstrukcja wyróżnia się od wszechobecnego plastiku konkurencji, a wyścigowe serce powinno zapewnić wystarczająco dużo mocy na najbliższe lata.

45

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.