iMagazine

Uwalnianie iOS – czyli prawne aspekty Jailbreakingu

13/02/2013, 14:34 · · · 15

Zamknięty charakter systemu iOS był pomysłem Steve’a Jobsa, który sądził, że sam wie najlepiej w najdrobniejszych szczegółach, jak produkty Apple powinny wyglądać i funkcjonować. Dzięki tej filozofii Apple stworzył i nadzoruje dla swoich użytkowników luksusowy mobilny system, w którym mogą oni zażywać najróżniejszych przyjemności, pod warunkiem, że są to przyjemności zatwierdzone przez nadzorcę.  Jeśli użytkownik gra na zasadach Apple, czyli porusza się wewnątrz systemu wytyczonymi ścieżkami, uzyskuje względnie wysokie bezpieczeństwo i łatwy dostęp do łakoci.  Jeśli jednak ma potrzeby, które nie są oferowane w iOS, musi się pogodzić z tym, że nie zostaną one zaspokojone dopóki Apple nie podejmie odmiennej decyzji.  No chyba, że zdecyduje się wyłamać w systemie siłą tylne drzwi, czyli sięgnie po „jailbreak’a”…

Trzy lata temu Nicolas Allegra, nastolatek z Nowego Jorku, występujący pod pseudonimem comex, wprawił w zakłopotanie Apple i niezależnych ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa sieci informatycznych, publikując niewielki program komputerowy o nazwie „JailbreakMe”.  Po jego zainstalowaniu iPhone stawał się wolny od standardowych ograniczeń narzuconych przez Apple.  Jednocześnie urządzenie zachowywało możliwość korzystania z wszystkich standardowych aplikacji i funkcjonalności.  Dokonanie tej sztuki podobno nie było łatwe.  System iOS został zbudowany w sposób, który uniemożliwia uruchamianie na nim komend pochodzących spoza systemu.  Pomimo, że Apple naprawiało wykorzystany przez hakera błąd bezpieczeństwa w kolejnych wersjach systemu, w 2010 roku Allegra stworzył drugą, a rok później trzecią wersję Jailbreakme, które za każdym razem udostępniał w Internecie.  Obecnie prawie każde wprowadzenie na rynek nowego urządzenia lub nowej wersji systemu operacyjnego rozpoczyna światowy wyścig o to, kto szybciej je przełamie i uwolni.  Swoich jailbreak’ów doczekały się przy tym również inne obecne na rynku systemy i urządzenia, w tym Android (rooting), e-czytniki Kindle firmy Amazon, czy konsole gier typu PlayStation.

Oczywiście można postawić pytanie, po co w ogóle instalować jailbreak?  Czego brak systemowi iOS?, najlepszej – jeśli wierzyć reklamom Apple – platformie mobilnej na świecie.  Powodów może być zaskakująco dużo, zwłaszcza jeśli użytkownik poszukuje zastosowań wychodzących poza szablon.  Pojawia się możliwość całkowitej zmiany wyglądu graficznego interfejsu użytkownika, instalacji aplikacji nie występujących w AppStore, dodawania lub modyfikacji funkcji istniejących aplikacji, zwiększania możliwości komunikacyjnych urządzenia, itd.  Dla wielu, zwłaszcza zaawansowanych, użytkowników otwiera to całkowicie nowy świat możliwości wykorzystania ich urządzenia.

Czy to jest legalne?

No właśnie, czy można bezkarnie włamywać się do chronionych systemów informatycznych na kupowanych przez siebie urządzeniach?  Czy można rozwijać narządzenia informatyczne, które to umożliwiają innym?  Czy można te narzędzia bezkarnie udostępniać innym?  Warto się nad tym zastanowić, bo coraz większa liczba użytkowników uwalnia swoje urządzenia.  Temat jest przy tym stosunkowo nowy a odpowiedź jeszcze nieoczywista.  Spróbujmy zebrać najważniejsze dane i odpowiedzieć na te pytania.

Najpierw sprawdźmy u źródeł, czyli jako to jest w prawie amerykańskim …

Amerykańskie rozwiązania prawne dotyczące jailbreakingu warte są zbadania ze względu na ich oryginalność oraz to, że mierzą się z tematem wprost, dając stosunkowo jasne odpowiedzi.  Dla porównania, prawo europejskie, a w ślad za nim również polskie, jest w tej mierze nieporównanie mniej konkretne, a przez to niezdecydowane i mgliste.

Mówiąc w największym skrócie amerykańskie prawo autorskie dopuszcza jailbreaking, choć tylko jako wyjątek od zasady i z istotnymi ograniczeniami.  Na początek trzeba jednak wiedzieć, że obchodzenie środków technicznych zabezpieczających dostęp do utworów chronionych prawem autorskim (w tym programów komputerowych) zostało w prawie amerykańskim wprost zakazane przez ustawę Digital Millennium Copyright Act z 1998 roku (DMCA).  DMCA zakazuje również wytwarzania i rozpowszechniania technologii, które zostały zaprojektowane lub są wykorzystywane w celu obchodzenia takich środków.  Te surowo brzmiące zasady mogą jednak w praktyce doznawać istotnych wyjątków.  DMCA wyposażyło bowiem amerykański Urząd Prawa Autorskiego (Copyright Office) w kompetencję do dokonywania oceny wpływu ustawy na użytkowników chronionych utworów i ogłaszania w odstępach nie dłuższych niż 3 lata listy zwolnień od wspomnianych zakazów.  W tym właśnie trybie Copyright Office w roku 2010 wprowadził po raz pierwszy zwolnienie umożliwiające stosowanie jailbreakingu w telefonach komórkowych, które zostało następnie przedłużone na kolejne trzy lata decyzją Copyright Office z 2012 roku.  Zgodnie z treścią decyzji z 2012 roku wyłączeniem spod ochrony DMCA objęte zostały:

Programy komputerowe umożliwiające bezprzewodowym telefonom uruchamianie legalnie nabytych aplikacji, jeśli obejście zostało uzyskane wyłącznie w celu zapewnienia współdziałania tych aplikacji z programami komputerowymi.

Łatwo zauważyć, że powyższe wyłączenie rozciąga się na oprogramowanie zainstalowane na jednym tylko rodzaju urządzeń, czyli telefonach bezprzewodowych (wireless telephone handsets) i zostało ograniczone do jednego celu w postaci zapewnienia współdziałania aplikacji zainstalowanych na telefonach z innymi programami komputerowymi.  Poza jego zakresem pozostają wszelkie urządzenia nie będące telefonami bezprzewodowymi, co prowadzi wprost do konkluzji, że nie jest dozwolone obchodzenie systemów w tabletach, odtwarzaczach muzycznych, e-czytnikach lub innych urządzenia nie mieszczących się we wspomnianej kategorii telefonu bezprzewodowego.  Tym samym jailbreaking np. iPadów, czy iPodów będzie klasyfikowany w USA jako naruszenie prawa autorskiego ze wszystkimi tego konsekwencjami.  Uzasadniając swoją odmowę na rozszerzenie wyłączenia na tablety Copyright Office wskazał, iż ta kategoria urządzeń nie jest wyraźnie zdefiniowana, co wynika zarówno z istotnych różnic pomiędzy poszczególnymi urządzeniami w zakresie sposobu ich funkcjonowania, jak i tego, że służą różnym celom oraz różna jest natura aplikacji, które są na nich instalowane.  Przykładowo, zdaniem Copyright Office, za tablety mogą być w niektórych przypadkach uznawane niektóre e-czytniki, mobilne konsole do gier, a nawet przenośne komputery.  Za nielegalny w USA uznać należy również jailbreaking jakichkolwiek urządzeń, w tym również telefonów przenośnych, który służyć będzie innym celom niż zapewnienie interoperacyjności legalnych aplikacji znajdujących się na telefonie z innymi programami komputerowymi.

A jak jest w Polsce?

Kwestię legalności jailbreakingu w Unii Europejskiej i w Polsce można do pewnego stopnia rozpatrywać łącznie.  W tym artykule dla ułatwienia skoncentrujemy się na przepisach obowiązujących w Polsce, sygnalizując jedynie, iż stanowią one implementację do prawa krajowego przepisów zawartych w dwóch dyrektywach europejskich[1].  Zacznijmy od tego, co zgodnie z polskim prawem jest zabronione.

Po pierwsze w przypadku programów komputerowych (inaczej niż w przypadku wszystkich innych rodzajów utworów) monopol autorski rozciąga się na dokonywanie wszelkich modyfikacji w programie komputerowym.  Ustawa zakazuje dokonywania, bez zgody osoby uprawnionej, tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub jakichkolwiek innych zmian w programie komputerowym.  Oznacza to w praktyce, że jakakolwiek ingerencja w kod programu bez zgody uprawnionego stanowić będzie co do zasady naruszenie praw autorskich.

Po drugie polska ustawa wprost wyłącza stosowanie przepisów o tzw. dozwolonym użytku osobistym w stosunku do programów komputerowych.  Zatem inaczej niż w przypadku wszystkich innych rodzajów utworów, nie można korzystać z rozpowszechnionych programów komputerowych w ramach własnego użytku osobistego.  Nie możemy tym samym kopiować egzemplarzy programów komputerowych dla osób z kręgu rodzinnego lub towarzyskiego, jeśli nie pozwala na to wprost uzyskana przez nas licencja.

Po trzecie ustawa zabrania usuwania lub obchodzenia technicznych zabezpieczeń przed dostępem, zwielokrotnianiem lub rozpowszechnianiem utworu, jeśli działania takie mają na celu bezprawne korzystanie z utworu.  Technicznym zabezpieczeniem w rozumieniu ustawy są wszelkie technologie (oprogramowanie lub urządzenia) przeznaczone do zapobiegania lub ograniczania działań umożliwiających korzystanie z utworów.  Ustawa wyróżnia jeszcze tzw. skuteczne techniczne zabezpieczenia, które definiuje jako zabezpieczenia umożliwiające uprawnionemu kontrolę nad korzystaniem z utworu poprzez stosowanie kodu dostępu lub mechanizmu zabezpieczenia, w szczególności szyfrowania, zakłócania lub każdej innej transformacji utworu, lub mechanizmu kontroli zwielokrotniania, które spełniają cel ochronny.  Zabronione jest wytwarzanie, obrót lub reklamowanie urządzeń lub ich komponentów przeznaczonych do usuwania lub obchodzenia takich skutecznych technicznych zabezpieczeń przed odtwarzaniem, przegrywaniem lub zwielokrotnianiem utworów.  W tym ostatnim przypadku surowy ustawodawca grozi karami, w tym karą pozbawienia wolności do lat trzech.

A co jest w takim razie dozwolone? Ustawodawca pozwala na sporządzenie kopii zapasowej programu komputerowego, na obserwowanie, badanie i testowanie funkcjonowania programu komputerowego przez jego legalnego posiadacza w celu „poznania idei i zasad programu komputerowego”.  Dozwolona jest również dekompilacja programu komputerowego, która dokonywana jest przez „zwielokrotnianie kodu i tłumaczenie jego formy” jeśli służy to osiągnięciu współdziałania „stworzonego programu komputerowego” z innymi programami komputerowymi oraz spełnia szereg dodatkowych warunków.

Czy w świetle opisanych powyżej skrótowo zasad jailbreaking można zatem uznać za legalny pod prawem polskim?  Odpowiedź na to pytanie zależeć będzie od tego na czym konkretnie polegał jailbreaking w danym przypadku, choć trzeba jednocześnie podkreślić, że polskie prawo nie zostawia wiele miejsca do manewru.

W największym skrócie za legalne można uznać poszukiwanie i wykorzystywanie luk w istniejących systemach, które nie będą wiązały się z modyfikacją kodu chronionych programów komputerowych, ani usuwaniem lub obchodzeniem istniejących zabezpieczeń technicznych.

Jeśli naszym celem jest zapewnienie współdziałania posiadanych legalnie aplikacji z innymi programami, możemy co do zasady również badać i testować program oraz dekompilować jego kod wynikowy do źródłowego.  Warto podkreślić, że prawo do dekompilacji, czyli „tłumaczenia formy kodu” z wynikowego (zrozumiałego dla maszyny, zwanego też maszynowym lub binarnym) z powrotem na źródłowy (zrozumiały dla człowieka, zapisany w języku programistycznym), nie rozciąga się na dokonywanie modyfikacji w programie komputerowym.  Owo „przetłumaczenie” nie jest modyfikacją utworu, a jedynie zapisaniem go w inny sposób, wyrażeniem tego samego (niezmienionego) utworu w innej postaci.

Nie jestem programistą, ale sądzę, że w praktyce trudno sobie wyobrazić skuteczny jailbreaking przy stosowaniu się do powyższych ograniczeń, co może prowadzić do wniosku, że stosowanie jailbrakingu w Polsce będzie zwykle naruszało prawo autorskie.  Oczywiście każdy jailbreak jest swego rodzaju „wynalazkiem”, to znaczy oryginalnym pomysłem na wykorzystanie luk systemu operacyjnego urządzenia, ale najczęściej w praktyce oznacza to wprowadzenie do tego systemu kodu, który powoduje jego trwałą modyfikację w taki sposób, że zawarte w nim zabezpieczenia przed dostępem przestają działać.  A to właśnie dokładnie są działania wykluczone w świetle opisanych powyżej przepisów.  Jailbreaking będzie natomiast legalny jeśli został wprost dopuszczony przez właściciela systemu, co w praktyce może dotyczyć oprogramowania udostępnianego na zasadzie licencji otwartych, które wprost zezwalają na ingerowanie w jego kod źródłowy (open source software).

Co na to wszystko praktyka?

Ani przed, ani po wydaniu ww. decyzji Copyright Office, Apple nie pozwało nikogo w związku ze stosowaniem jailbreakingu lub rozwijaniem programów, które mogą być w tym celu wykorzystywane.  Znane są orzeczenia dotyczące jailbreak’ów konsoli SONY PlayStation 3, które umożliwiały instalowanie i korzystanie z pirackich gier ściągniętych z Internetu oraz tworzenie własnych gier.  W Australii w roku 2010 Sony uzyskało zakaz sprzedaży urządzeń (chipów) „otwierających” PS3 pod nazwą „PS Jailbreak”.  Jednak 5 lat wcześniej (2005 rok) australijski sąd najwyższy w stosunku do innego urządzenia „otwierającego” konsole do gier orzekł, że nie narusza ono prawa tego kraju.  W tym samym 2010 roku Sony przegrało proces przed sądem w Barcelonie, który orzekł, że jailbreak konsoli PS3 jest legalny w Hiszpanii i tego typu technologie mogą być sprzedawane w sklepach.  W roku 2011 Sony pozwało hakera George’a Hotza (znanego także z tego, że skutecznie otworzył iPhone’a do użytku także z innymi operatorami sieci) za upublicznienie sposobu „otwarcia” PS3.  Sprawa ta zakończyła się ugodą.

Polskie orzecznictwo dotyczące jailbreakingu nie istnieje, nie ma również żadnych dostępnych orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.  W Internecie można spotkać opinie, iż jailbreaking powinien być uznany za legalny (zob. http://www.computerweekly.com/news/1280093396/Apple-iPhone-jailbreaking-is-okay-under-EU-lawhttp://fsfe.org/freesoftware/legal/flashingdevices.html).  Jako powód podaje się opisaną powyżej decyzję amerykańskiego Copyright Office, oraz argumentację, zgodnie z którą jailbreak powoduje modyfikację jedynie niewielkiego fragmentu kodu iOS, który dodatkowo stanowi tzw. firmware, czyli oprogramowanie preinstalowane na danym urządzeniu i nierozerwanie z nim związane.  Stwierdza się też, że ograniczanie przez Apple dostępu do iOS może naruszać europejskie prawo antymonopolowe.  Pomijając w tym miejscu ocenę działań Apple pod kątem zgodności z prawem antymonopolowym (która sama w sobie może zasługiwać na odrębny artykuł), powyższe poglądy należy raczej uznać za przejaw myślenia życzeniowego, nie mającego rzeczywistych podstaw w obowiązujących przepisach.  Oczywiście decyzja amerykańskiego Copyright Office nie obowiązuje w Unii Europejskiej, zaś sam fakt, że została wydana wzmacnia raczej pogląd przeciwny do opisanego powyżej.  Jest bowiem jasne, że gdyby Copyright Office nie uczynił wprost wyłomu od zasad DMCA, jailbreaking pozostawałby w USA nielegalny również w odniesieniu do telefonów bezprzewodowych.  Ilość modyfikowanego kodu nie ma zasadniczo znaczenia dla ustalenia, czy ma miejsce naruszenie prawa autorskiego, firmware (zakładając, że iOS nim jest, co też może być dyskusyjne) nie podlega w prawie polskim odrębnej regulacji od innych programów komputerowych, zaś ocena działań Apple pod kątem zgodności z prawem antymonopolowym powinna być dokonywana niezależnie od tego, czy miało miejsce naruszenie praw autorskich Apple.

W roku 2011, w ogólnikowej odpowiedzi na pytanie jednego z duńskich europosłów,  Komisja Europejska stwierdziła, że “konsumenci powinni mieć możliwość korzystania bez ograniczeń z urządzeń elektronicznych, które zakupili i modyfikowania ich komponentów sprzętowych i oprogramowania, jeśli chcą, do użytku osobistego. Jednak producenci tych urządzeń powinni zachować prawo do odmowy naprawy gwarancyjnej urządzenia, które zostały zmodyfikowane w sposób sprzeczny z zaleceniami producenta.”  Ten pogląd również trudno uznać za umocowany w obowiązujących przepisach prawa europejskiego, czy polskiego (poza fragmentem dotyczącym utraty uprawnień gwarancyjnych).  Konsumenci mają oczywiście prawo korzystania z zakupionych urządzeń, jednak niestety nie bez ograniczeń.  Mogą w ramach tzw. wyczerpania prawa, dowolnie zbywać zakupione urządzenie wraz z całym zawartym na nim oryginalnie oprogramowaniem, nie mają jednak swobody dysponowania samym oprogramowaniem (w oderwaniu od urządzenia), ani jego modyfikowania na zakupionym urządzeniu, co wynika wyraźnie z obowiązujących przepisów.

Zaniechanie, czy rzeczywisty zamiar ustawodawcy?

Obecna sytuacja prawna jailbreakingu wydaje się być w większym stopniu wynikiem zaniechań ustawodawców polskiego i europejskiego, niż przejawem chęci stosowania restrykcyjnych zasad wobec osób stosujących jailbreaking lub rozwijających programy, które go umożliwiają.  Ustawodawcy ci z jednej strony nie nadążają za uciekającą rzeczywistością, z drugiej zaś utrzymują w mocy przepisy, które nie radzą sobie z prawidłowym opisaniem nowych zjawisk technologicznych.  Regulacje te rzadko odpowiadają jasno i wprost na rzeczywiste i ważne pytania, często natomiast wprowadzają zamieszanie i niepewność.  Można odnieść wrażenie, że istniejące przepisy są niezrozumiałe dla dużej grupy osób stosujących prawo, włączając w to prokuratorów i sędziów, czego efektem jest to, że wiele z tych regulacji jest po prostu martwa.

Liczba użytkowników stosujących jailbreaking jest przypuszczalnie stosunkowo duża i będzie rosła, na co wskazuje żywe zainteresowanie tym tematem w Internecie.  Użytkownicy ci mają prawo domagać się jednoznacznej odpowiedzi na to, czy rzeczywistą intencją ustawodawcy jest utrzymywanie obecnego, restrykcyjnego stanu prawnego, czy może podjęcie wyraźnej decyzji – na przykład na wzór amerykański – o dopuszczalności jailbreakingu w określonym zakresie.

 


[1] Chodzi o Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/29/WE z dnia 22 maja 2001 roku w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym oraz Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/24/WE z dnia 23 kwietnia 2009 roku w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych.

15

Gracjan Pietras

Autor jest adwokatem i wspólnikiem w kancelarii „Doktór Jerszyński Pietras” w Warszawie.
www.djp.pl


Dodaj komentarz

duchu napisał(a):

Zastanawiałem sie który z was tak nudno i zawiłe stworzył ten tekst. A gdy juz dotrwalem do końca tego tekstu to wszystko stało sie fajne…pisał to prawnik ;) wybaczcie ale bardzo nudny ten artykuł, tematyka ciekawa ale jego opisanie kiepskie…Sorry

Gracjan Pietras napisał(a):

W takim razie brawa za dotrwanie do końca :-)

duchu napisał(a):

dziękuje ;)

Filthy_Criminal napisał(a):

w sumie to na pierwszy rzut oka widać, że pisał to jakiś prawnik, pełno tu tego prawniczego beblania i czyta się to jak po grudzie. Temat ciekawy lecz opis prawnika nudny strasznie.

Gracjan Pietras napisał(a):

Zaraz, zaraz, nie „jakiś prawnik”, tylko wymieniony z imienia i nazwiska :-) Ale na poważnie: takie uwagi są dla mnie cenne. Temat nie jest łatwy, również dla prawników. Opisanie go w sposób prosty i przystępny jest dość trudne i liczyłem się z tym, że tekst może okazać się zbyt specjalistyczny (choć uwierzcie mi, że dotyka tylko samej powierzchni problemów). Tym niemniej, biorę te uwagi na poważnie. Postaram się jeszcze bardziej odprawniczyć prawniczą tematykę przyszłych publikacji.

Filthy_Criminal napisał(a):

Tak, wymieniony. Przepraszam za to pominięcie – jedynie chodziło mi o to, że temat jest zapewne trudny i rozległy – to bez dwóch zdań, lecz specyfika pisania prawnicznym „technicznym” językiem jest ciężka do przyswojenia. Artykuł fachowy i to rozumiem, mam również nadzieję, że nie uraziłem komentarzem i szacunek za podjęcia tematu.
Raz jeszcze przepraszam za pominięcie imienia i nazwiska.

Gracjan Pietras napisał(a):

Żadnej urazy nie ma, a krytyka jest mile widziana :-)

Salsores napisał(a):

Ja mam bardziej pytanie do developerów czy można wrzucać swoje aplikacje na swojego iphone’a po JB nie mając płatnego dev acc ?

PadreTomasito napisał(a):

Nawet i bez JB możesz wrzucać swoje aplikacje na swoje urządzenia. AppStore nie jest do niczego potrzebny. Wystarczy narzędzie od apple czyli Iphone configuration utilityalbo skorzystać z servisów które oferują wsparcie dla betatestów.. Podajesz developerowi swój numer UDID on to uwzględnia w buildzie aplikacji. Następnie instalujesz aplikacje z odpowiednim profilem na swoim urządzeniu. Jailbreak jest do czegoś innego.

Marek Hofman napisał(a):

Bardzo dobry, rzetelnie i rzeczowo napisany artykuł!

Andrzej Leśniak napisał(a):

Gracjan, poruszyłeś bardzo ciekawy problem! Jestem pod dużym wrażeniem Steve’a J, jego kreowania produktu i sposobu w jaki to osiągał. Mam wrażenie, że celem jego działania było stworzenie doskonałego produktu zarówno pod względem działania, obsługi, estetyki i formy aż po formę sprzedaży. Uważam, że Apple jest kwintesencją interfejsu pomiędzy człowiekiem, a technologią, ale dążenie Jobsa do zamknięcia systemu było tylko narzędziem do stworzenia produktu doskonałego, a nie chęcią ograniczania wolności. Jako takie odczytuję wszelkie nakazy prawne, które uniemożliwiają, lub starają się narzucić mi jakiekolwiek działania w moim prywatnym otoczeniu. Oczywiście jak najbardziej zasadnym jest ograniczenie i uniemożliwienie łamania czyjegokolwiek prawa autorskiego dla działań zarobkowych i publicznych, ale do jasnej cholery !, przecież mówimy o PRODUKCIE, który kupiliśmy (nie ukradliśmy), a więc dla celów prywatnych mogę z nim, w nim, na nim, robić co mi się będzie podobało. Czyż nie? Czy policjant będzie miał prawo do „wytelefonowania” lub/i „wytabletowania” mnie i sprawdzenia czy nie wprowadziłem JB albo innej aplikacji poza właściwą dla danego systemu? Czy w ten sposób nie wraca do nas Wielki Brat? Jak dla mnie bzdurą jest również posądzanie Apple o praktyki monopolistyczne. Apple nie ma wyłączności na sprzedaż czy dostawę urządzeń typu telefon czy tablet, więc z laickiego punktu widzenia taki zarzut jest bezpodstawny, nawet jeśli jakiś z ich produktów jest osamotniony na rynku z uwagi na niewydolność konkurencji…przecież nikt nikomu nie zabrania myśleć i tworzyć czyli wymyślać! W mojej branży – architekturze też obowiązują prawa autorskie i szczerze powiem nie wiem czy słusznie. Oczywiście -z jednej strony dobrze mieć jako projektant wpływ na to co buduje się , lub zbudowano na podstawie swojego (czy na pewno po sprzedaży?) projektu, ale równolegle należy mieć bardzo silnie rozwinięte poczucia – własnej nieomylności i posiadania prawa do kształtowania komuś rzeczywistości! Czy to nie jest bzdura? Czy jak wybuduję dom wg projektu Arch to do końca świata nie będę go mógł zmienić bo Pan Arch ma prawa autorskie?? Nie rozważam tu możliwości zakupu praw autorskich tylko ich zasadność istnienia ! Oczywiście pomijając kwestie plagiatu projektu w celach zarobkowych. Bliżej mi jest do stwierdzenia, że dobra architektura jak i dobry produkt obronią się same, a konieczność prawnego zabezpieczania możliwości ingerowania w cokolwiek wskazuje że autor tego czegoś nie jest pewny tego co stworzył….
Pozdrawiam i gratuluję tekstu!

Gracjan Pietras napisał(a):

Andrzej, poruszyłeś kilka ważnych spraw. Zacznę od tego, że kupienie tzw. egzemplarza utworu, czyli nośnika z utrwalonym na nim utworem (np. programem komputerowym) nie upoważnia niestety do całkowicie dowolnego korzystania z samego utworu. Ma to sens, jeśli się nad tym zastanowić. Na początek trzeba odróżnić prawo własności nośnika od praw autorskich do utworu (są to różne uprawnienia i często przysługują innym osobom). Oczywiście w takiej sytuacji nabywasz własność nośnika jako takiego, ale nie nabywasz praw autorskich do utworu. Ty, jako nabywca egzemplarza, nabywasz natomiast zwykle licencję (tj. prawo korzystania z cudzego utworu w określonym zakresie!) plus ustawa pozwala Ci na: (1) tzw. dozwolony użytek osobisty (choć nie w przypadku programów komputerowych) oraz (2) zbycie nabytego egzemplarza innej osobie (tzw. wyczerpania prawa autorskiego).

Jeśli chodzi o modyfikowanie cudzych utworów, inne zasady obowiązują w stosunku do programów komputerowych a inne w stosunku do pozostałych utworów. Każdy utwór niebędący programem komputerowym możesz modyfikować bez zgody autora, ale będziesz potrzebował tej zgody, jeśli będziesz chciał taki zmodyfikowany utwór wykorzystywać. W przypadku programów komputerowych już sama modyfikacja wymaga zgody uprawnionego z tytułu praw autorskich. Nabywca egzemplarza (tj. nośnika z zapisanym na niej utworem) zwykle takiej zgody nie uzyskuje, nie może więc zapisanego na nośniku utworu modyfikować.

Tak jest w chwili obecnej. Można zastanawiać się, czy uprawnienia nabywcy urządzeń z zainstalowanym oprogramowaniem (tzw. firmware’em) nie powinny zostać rozszerzone z mocy prawa. Czy nabywca iPhone’a nie powinien móc modyfikować kodu iOS na własny użytek w celu ulepszenia funkcji urządzenia. Nie mówię nie, ale wymagałoby to przemyślenia w szczegółach i zmiany prawa (w tym prawa europejskiego).

W Twoim przykładzie: jeśli ktoś życzy sobie móc zmieniać projekt, powinien zastrzec sobie takie prawo od razu w umowie. Wtedy nie ma potrzeby domagania się takiej zgody później (zostawiam na boku kwestie związane z nadzorem autorskim nad wykorzystaniem utworu, aby nie komplikować).

Marucins napisał(a):

Jeśli tak bardzo przeszkadza im JB a mianowicie piractwo to niech ruszą zarośnięte d. i zmienią zabezpieczenie programów/gier!

Ale fApple nie, oni tego nie zrobią. Dobrze widzimy co dzieje się z iOS i OSX jakie kolejne wersje przynoszą zmiany… Tam nic konkretnego się nie dzieje.

Grzegorz Bosak napisał(a):

Zawsze jest i będzie tak, że to co jest „sztucznie” ograniczone zawsze będzie łamane. Swoboda od zawsze była „przywilejem” ludzkiego gatunku.