Stagnacja w interfejsach mobilnych

14/07/2013, 21:56 · · · 1

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 5/2013

O tym, jak wielką rolę w pracy odgrywają mobilne systemy operacyjne, może przekonać się każdy właściciel smartfona lub tabletu. Wydawać by się mogło, że rynek tego oprogramowania rozwija się niezwykle dynamicznie. Z mojego punktu widzenia, wygląda to jednak odrobinę inaczej – systemy operacyjne na urządzenia przenośne zatrzymują się chwilę po tym, jak zostały wydane, a iOS nie jest tu niestety wyjątkiem.

Na początku był Symbian

Pierwszym z poważnych i cenionych systemów mobilnych był Symbian. Prawdę mówiąc, nadal jest on obecny na rynku, jednak pojawia się tylko w nielicznych telefonach z niższej półki. Co jest tego powodem, skoro przez wiele lat nie miał praktycznie żadnej konkurencji? W 2002 roku Nokia zaprezentowała model 7650 – swoje pierwsze urządzenie konsumenckie, działające na Symbianie S60. Jak na tamte lata telefon był czymś przełomowym, oferował bowiem połączenie z internetem za pośrednictwem GPRS, posiadał rozbudowaną przeglądarkę internetową i klienta poczty, ponadto użytkownik mógł dopasować go do swoich upodobań poprzez instalowanie dodatkowych aplikacji. To był przełom – dotąd telefon mógł służyć co najwyżej jako narzędzie do dzwonienia, wysyłania wiadomości SMS oraz pracy z preinstalowanymi aplikacjami (które najczęściej nie wybiegały poza minutnik, budzik, kalendarz i kilka gier). Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne wersje systemu, które rozszerzały możliwości smartfonów, jednak z uwagi na nieskładny interfejs i brak optymalizacji Symbian stał się ociężały i zbyt skomplikowany, by można było traktować go jako realne ułatwienie pracy. O ile jego funkcjonalność stale się zwiększała, to już komfort obsługi malał z każdą kolejną wersją. Twórcy całkowicie zaniedbali ten aspekt. System przestał nadążać za wymaganiami rynku, pomimo tego, że instalowany był na ogromnej liczbie urządzeń różnych producentów, został zepchnięty na margines i nie ma już szans na powrót do czołówki.

Dotykowe Okienka

Obok Symbiana egzystował Windows Mobile. Microsoft poszedł jednak inną drogą, celując przede wszystkim w rynek palmtopów, czyli urządzeń z kilkucalowym ekranem dotykowym i interfejsem przystosowanym do obsługi rysikiem. Pomysł był naprawdę dobry, ponieważ na rynku brakowało lekkiego i poręcznego sprzętu, który znalazłby zastosowanie choćby w pracy biurowej. Do tego dochodziła kwestia sterowania dotykiem – wtedy była to nowość, która znacznie podnosiła atrakcyjność sprzętu. Bardzo szybko okazało się, że ten typ urządzeń to jednak nisza, a użytkownicy niechętnie wybierają miniaturowe komputery. Jedną z oczywistych barier była cena, jednak nie tylko ona doprowadziła do końca ery palmtopów. Głównym powodem tego obrotu spraw stała się filozofia, która stała za całym systemem. Twórcy zakładali, że przeniesienie interfejsu znanego z komputerów będzie dobrym pomysłem – w końcu użytkownik go zna, więc błyskawicznie opanuje obsługę mniejszego urządzenia. Tak jednak nie było – rozwiązania, które sprawdzały się podczas korzystania z klawiatury i myszki, nie zdawały egzaminu na dotykowym ekranie. Odświeżenie interfejsu w wersji 6.5 na niewiele się zdało, Windows Mobile wciąż był zbyt skomplikowany, by przyciągać nowych klientów. Z tego też powodu Microsoft zrezygnował z rozwoju tej gałęzi oprogramowania na rzecz dużo przyjaźniejszego Windows Phone, skierowanego do mniej wymagającej grupy klientów. Interfejs składający się z dynamicznie zmieniających się kafelków i wszechobecna integracja z serwisami społecznościowymi sprawiła, że w 2010 roku robił naprawdę dobre wrażenie. Dotąd stanowi zresztą świetną alternatywę dla telefonów bez rozbudowanego systemu operacyjnego, jednak od premiery pierwszej wersji Windows Phone niewiele się zmieniło. W kolejnych aktualizacjach Microsoft dodawał funkcje, które przyjęte są od dawna za standard, natomiast użyteczność oprogramowania nie uległa znaczącej poprawie.

Współcześnie…

Obecnie liczą się tak naprawdę dwaj gracze – Apple oraz Google. Obie firmy tworzą rozbudowane i nowoczesne systemy, które w wielu względach są do siebie zbliżone. Android rozwija się dużo dynamiczniej, chociaż trudno ustalić kierunek, w którym podążają jego twórcy. Od roku 2008, gdy do sprzedaży wszedł HTC G1, czyli pierwszy smartfon z systemem Google, zmieniło się naprawdę wiele. Android stał się szybki (przynajmniej na urządzeniach z najwyższej półki), funkcjonalny, wygląda i działa coraz lepiej, a jednocześnie oferuje użytkownikowi ogrom możliwości. Wraz z przyrostem kolejnych opcji zmienia się również interfejs. Nie każda z nowości jest przyjmowana równie ciepło, jednak widać, że Google dba o to, by system pozostał przyjazny i możliwie łatwy do opanowania przez początkującego użytkownika. Z iOS jest odrobinę inaczej – od samego początku Apple dążyło do stworzenia jak najprostszego interfejsu. W 2007 roku smartfony były skomplikowane, nic więc dziwnego, że pomimo stosunkowo niewielkiej liczby funkcji, to właśnie iPhone dokonał przełomu na rynku. Pozwalał pracować szybko i wygodnie, był intuicyjny, a wykonanie każdej czynności było maksymalnie uproszczone. Po niemal sześciu latach iOS zyskał wiele na funkcjonalności, wciąż stanowi doskonałą platformę do pracy i rozrywki. Ostatnie iteracje tego systemu dotyczyły przede wszystkim zmian pod maską, a kwestia interfejsu została zepchnięta na dalszy plan. Nie okazało się to jednak najlepszym zagraniem i obecny wygląd iOS oraz sposób, w który się go obsługuje, jest po prostu przestarzały.

… ale mało nowocześnie

Problem z interfejsem mobilnego systemu Apple widać na przykładzie aplikacji, które pojawiają się w App Store. Autorzy oprogramowania wpadają na niesamowite pomysły i niejednokrotnie wykorzystują potencjał ekranu dotykowego lepiej, niż robią to inżynierowie Apple. Za przykład może posłużyć choćby Mailbox, czyli klient pocztowy z obsługą gestów. Jedno przesunięcie palcem po wyświetlaczu wystarcza, by wykonać cztery różne akcje. Usunięcie maila w standardowym kliencie w iOS wymaga dwóch ruchów (przesunięcie i przyciśnięcie przycisku). Bardziej skomplikowane czynności, jak oznaczenie wiadomości czy przeniesienie jej do innego katalogu, to również dwa lub więcej dotknięć. Kolejnym przykładem przestarzałego interfejsu jest Safari. Aby przejść pomiędzy kartami, system zmusza do dotknięcia przycisku, a następnie przewinięcia do odpowiedniej strony i wybrania jej. I to tylko jeśli tryb pełnoekranowy jest wyłączony. O wiele lepiej rozwiązano to w Chrome, gdzie przejście między otwartymi stronami odbywa się po przesunięciu palca od krawędzi ekranu (podgląd wszystkich otwartych kart też jest oczywiście dostępny). Ponadto w przeglądarce Google zastosowano jedno pole do wpisywania adresu strony i wyszukiwania, podczas gdy w Safari nadal służą do tego dwa odrębne miejsca. Następnym problemem są Notatki i Przypomnienia. Zarządzanie nimi jest mało wygodne – ponownie brakuje wykorzystania gestów, pozwalających na szybkie usuwanie bądź przenoszenie wpisów.

Równie problematyczne są Powiadomienia. Od pojawienia się ich w iOS 5 Apple nie ulepszyło ich w żaden sposób. Przy dużej liczbie komunikatów można się w nich zgubić, a konieczność kasowania ich za pomocą mikroskopijnego przycisku dodatkowo utrudnia pracę. Brakuje mi możliwości zdecydowania z poziomu Centrum powiadomień, jaką akcję chcę podjąć w związku z wyświetloną tam informacją. Odpisać na maila lub bez czytania go zarchiwizować, odznaczyć przypomnienie jako wykonane, zignorować informację na temat opóźnienia w „Jak dojadę” lub wybrać kalkulację nowej trasy. Zamiast tego muszę przechodzić do aplikacji, by wykonać te czynności. To stoi w sprzeczności z ideą wygodnego i prostego interfejsu. Coraz mniej komfortowe jest też pisanie. Edytory tekstu pokroju iA Writera i Byword pokazują, że wiele w tej kwestii można poprawić. Dodatkowy rząd znaków na klawiaturze może nie zawsze się przydaje, ale już możliwość precyzyjnego sterowania karetą za pomocą przycisków jest nieocenioną pomocą. Zaznaczanie tekstu w iOS jest bowiem mało precyzyjne (aczkolwiek nie spotkałem się jeszcze z wygodniejszym rozwiązaniem w jakimkolwiek innym systemie mobilnym).

Co dalej z tym iOS?

Interfejs iOS jest bez wątpienia jednym z najlepszych, z jakimi można się obecnie spotkać. W 2007 roku wyprzedzał on znacznie inne dostępne na rynku rozwiązania i próżno było szukać mu konkurenta. Po sześciu latach sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. System Apple zestarzał się – nadal działa płynnie i oferuje olbrzymią funkcjonalność, jednak pod względem komfortu obsługi zatrzymał się na poziomie pierwszych wersji iOS. Konkurenci zdążyli nadrobić zaległości, a ci bystrzejsi wprowadzają rozwiązania, które sprawdzają się lepiej niż te od Apple. Idea tworzenia jak najprostszego systemu jest wciąż aktualna, jednak w parze z nią powinna iść również wizja wygodnego a jednocześnie nowoczesnego interfejsu. To właśnie on odpowiada za komfort obsługi a zarazem zadowolenie użytkowników. Czyli czynnik, na którym zarówno klientowi, jak i Apple, zależy.



1

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac