iMagazine

Deus Ex: The Fall – recenzja

28/09/2013, 23:00 · · · 0

Rzadko spotykam się z wielkimi tytułami stworzonymi na mały ekran telefonu. Deus Ex: The Fall właśnie do takich należy – to zupełnie nowa gra, stworzona w znanym już, cyberpunkowym uniwersum.

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7-8/2013

Gra przenosi nas do roku 2027, czasu błyskawicznego rozwoju i wdrażania w życie nowych technologii. Głównym rozwijającym się kierunkiem są wszczepy, czyli elektroniczne i mechaniczne modyfikacje ludzkiego ciała, dzięki którym organizm zyskuje nowe możliwości. Po „odrutowaniu się” konieczne jest jednak zażywanie neuroprozyny, która zapobiega odrzuceniu implantów. A tej akurat zaczęło na świecie brakować, to nie jest jednak jedyny problem bohatera gry. Wcielamy się w Bena Saxona, mocno zmodyfikowanego najemnika, który zadarł z organizacją Tyrants, w związku z czym musi się ukrywać. Jednocześnie próbuje znaleźć sposób na przetrwanie, nie mając dostępu do leku.

Photo 189

Zarys historii jest bardzo interesujący, aczkolwiek daleko mu do fabuły Human Revolution, czyli trzeciej odsłony „dużej” wersji Deus Ex, zaprezentowanej na konsolach w 2011 roku. W obu grach przedstawiono problem ingerencji człowieka w organizmy żywe, a jednocześnie konsekwencji wynikających z zabawy w Boga. O ile jednak Adam Jensen (protagonista w Human Revolution) stał się „druciarzem” mimo woli, to już Ben Saxon prawdopodobnie z własnej inicjatywy poddał się modyfikacjom. Jest też dużo mniej skomplikowaną postacią – sam wyznacza sobie cele i nie angażuje się w konflikty na ogromną skalę. Mimo tego jego historia jest wciągająca, pokazuje walkę o przetrwanie, jednostkę zepchniętą na margines i odepchniętą przez świat zdominowany przez korporacje, uzależniony od klinik LIMB (dystrybutorów neuroprozyny).

Photo 191

Po zapowiedziach Square Enix można wnioskować było, że The Fall będzie przede wszystkim strzelaniną, w której pojawią się elementy skradania. Okazuje się jednak, że gracz może sam obrać sposób, w jaki przemierzać będzie świat. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, żeby wybijać przeciwników za pomocą całkiem pokaźnego arsenału. W każdym momencie możemy wejść do sklepu i nabyć różnego rodzaju broń, samouczki skonstruowane są zresztą tak, jakby była to oczywista i słuszna droga. W praktyce jednak strzelanie jest jednak uciążliwe, podobnie jak w Human Revolution. Broń jest dość słaba, a celowanie wymaga bardzo dużej precyzji. Ponadto bohater staje zazwyczaj naprzeciw kilku przeciwników, którzy działają według przemyślanej taktyki. Próbują zajść go od kilku stron jednocześnie i kryją się za osłonami, choć zdarza się im też sporadycznie wykonać bezmyślną szarżę, połączoną z przeładowaniem broni. Rezultat jest wtedy oczywisty. Nie zmienia to jednak faktu, że wrogowie w The Fall są wymagający, a ich inteligencja połączona z liczebnością sprawia, że wiele razy zastanowimy się, zanim otworzymy do nich ogień. Walkę utrudnia też delikatność bohatera. Wystarczy kilka trafień, by zginąć – w czasach Call of Duty i innych Battlefieldów nie jest to wcale oczywista sprawa.

Photo 193

Skradanie się sprawia zdecydowanie więcej radości. Możemy kryć się za wszelkimi osłonami – kamera ustawia się wtedy w perspektywie trzeciej osoby. Większość etapów da się pokonać po cichu, bez zabijania przeciwników. Taki sposób działania wymaga oczywiście większej koncentracji i zdecydowanie więcej czasu. Zdarzało się, że nad jednym pomieszczeniem spędzałem nawet kilkadziesiąt minut, wypróbowując różne warianty. Do dyskretnego stylu gry dopasowałem wyposażenie postaci – główną (i właściwie jedyną bronią) był pistolet ogłuszający, wspomagałem się też umiejętnościami maskowania i cichego poruszania się. Arsenał dostępnych ulepszeń jest znacznie większy. Wraz z postępami w rozgrywce awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia, które premiowane są punktami Praxis. Pozwalają one na odblokowanie umiejętności bohatera. Wśród nich znajdziemy te, które przydadzą się w otwartej walce, czyli zwiększenie zdrowia, zmniejszenie odrzutu broni czy niewrażliwość na działanie granatów błyskowych. Pozostałe ulepszenia pozwalają na przebijanie się przez ściany, stawanie się na chwilę niewidzialnym, przejmowanie kontroli nad wrogimi urządzeniami czy też wykrywanie intencji rozmówcy, co ułatwia pomyślne zakończenie negocjacji. Dialogi prowadzone przez bohaterów mają wpływ na przebieg wydarzeń, warto więc nie tylko słuchać, ale i szukać rozrzuconych w grze materiałów, które ułatwią zrozumienie rozmówcy, a tym samym znalezienie z nim wspólnego języka.

Photo 195

Wiele przejść i komputerów jest chronionych i można się do nich włamać. Hakowanie to prosta minigra, w której zdobywamy węzły i fortyfikujemy je tak, aby w razie wykrycia zdążyć złamać zabezpieczenie. Początkowo wydaje się ona skomplikowana, ale po opanowaniu zasad można czerpać z niej wiele frajdy. W większości łamanych sieci rozmieszczone są dodatkowe przedmioty i pieniądze do zdobycia, warto więc inwestować punkty Praxis w ulepszenia zdolności hakerskich. Ponadto za spenetrowanie całej sieci zdobywamy też więcej punktów doświadczenia. The Fall pozwala na zróżnicowane pokonywanie etapów – zazwyczaj istnieje więcej niż jeden sposób rozwiązania problemu, oprócz metody siłowej mamy też kilka cichych alternatyw. Gracz nie jest prowadzony za rękę, co bardzo mi się podoba. Płynne przemierzanie świata możliwe jest dzięki przemyślanemu sterowaniu. Po obu stronach ekranu umieszczono rozwijane menu ekwipunku i umiejętności, na górze znalazł się pasek statusu, natomiast na dole umieszczono radar. Dwa ostatnie elementy są niezbyt czytelne na ekranie iPhone’a, na iPadzie powinno być już lepiej. Niestety, nie mogłem tego sprawdzić – gra działa wyłącznie na trzeciej i czwartej generacji tabletu, starsze wersje oraz iPad mini nie poradzą sobie z uruchomieniem gry.

Photo 197

Niestety, nie uniknięto pewnych głupich błędów. Gdy podejdziemy do przeciwnika wystarczająco blisko, możemy ogłuszyć go lub zabić. W Human Revolution wybór każdej z opcji ciągnął za sobą inne konsekwencje. Ogłuszony przeciwnik mógł być ocucony przez współtowarzyszy, z kolei zabicie wroga było szybsze, ale i przynosiło mniej punktów doświadczenia. W The Fall, niezależnie od wybranej opcji, po powaleniu wroga rozpływał się on w powietrzu. Przeciwnicy potrafią niekiedy zgłupieć, gdy wyjdziemy im naprzeciw. Zastanawiają się chwilę zanim zaczną strzelać, przez co kończą z ostrzem wbitym w serce. Więcej tego typu błędów na szczęście nie ma, niesmak jednak pozostaje.

Photo 192

Gdy pierwszy raz zobaczyłem Deus Ex na swoim smartfonie, oniemiałem. Gra wygląda niesamowicie, powala mnogością detali, grą świateł i doskonałą płynnością działania. Charakterystyczne ciemne lokacje, oświetlone na żółto, są bardzo klimatyczne. Mamy tu zarówno ascetyczne, proste wnętrza, jak i zaśmiecone magazyny, bogate dzielnice i przepełnione ćpunami slumsy. Wystarczy rzut oka, by wiedzieć, czego możemy się po danym miejscu spodziewać. Modele postaci nie zawsze są już tak szczegółowe – główni bohaterowie wyglądają doskonale, ale modelom napotykanych ludzi poświęcono zdecydowanie mniej czasu. Często się też powtarzają. Udźwiękowienie jest równie dobre, co oprawa graficzna. Muzykę skomponował Michael McCann, czyli osoba stojąca za fenomenalną ścieżką dźwiękową z Human Revolution. Nowoczesne, elektroniczne brzmienia przeplatają się z partiami smyczkowymi, w grze uderzają w najważniejszych momentach, podkreślając atmosferę. Dźwięki są równie dobre – brzmią przekonująco. Na szczególną pochwałę zasługują dialogi, aktorzy zostali właściwie dobrani, doskonale pasują do granych postaci.

Moje oczekiwania odnośnie The Fall były duże. Nie spodziewałem się, że Square Enix odda do dyspozycji graczom otwarty świat. Nie oczekiwałem również, że fabuła będzie rozbudowana, a oprawa audiowizualna dorówna wersji konsolowej. Nie byłem przygotowany na to, jak wielką grą będzie mobilny Deus Ex. Stworzoną z niezwykłą szczegółowością i rozmachem, dalece wyprzedzając wszystko, co dotąd widzieliśmy na smartfonach. Z czystym sumieniem wystawiam jej niemal najwyższą możliwą ocenę, czyli 4,5/5. Miłośnicy uniwersum Deus Ex śmiało mogą dodać sobie to brakujące pół oczka.

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o