Druga rocznica śmierci Steve’a Jobsa

05/10/2013, 16:42 · · · 1

6 października 2011 roku, niecałe dwa dni po prezentacji iPhone’a 4s, obudził mnie sms od mojej Mamy. „Sprawdź wiadomości, Apple poniosło stratę.” Spadek na giełdzie to normalna rzecz po prezentacji nowych iPhone’ów, więc nie wiadomość mnie nie ruszyła. Jednak coś mnie tknęło, żeby sprawdzić RSSy. Wtedy dotarła do mnie ta wiadomość: Steve Jobs zmarł.

Szok, niedowierzanie, kondolencje, często łzy. To dało się wyczytać na Twitterze tego dnia. Na jeden dzień ustały odwieczne wojny między fanami Apple a jego hejterami. Na jeden dzień Jobs był popularniejszym tematem niż zwykle. Na jeden dzień przygotowano wiele skróconych biografii legendarnego założyciela firmy. Na jeden dzień pod Apple Store’ami na całym świecie ustawiły się tłumy bez żadnej ekscytacji.

Jobs nie był gwiazdą hollywood, muzykiem, na widok którego nastolatki zdzierały gardła i niektóre części garderoby, nie był słynnym politykiem. Był szefem firmy komputerowej. Niezwykłym szefem, czego można doświadczyć czytając jedną z wielu książek na jego temat bądź oglądając filmy poświęconych życiu Steve’a.

W ciągu następnego miesiąca Sieć była wypełniona spekulacjami i analizami mówiącymi, jak szybko Apple upadnie. Dzisiaj widzimy, że do tego jeszcze dużo brakuje. Tim Cook, który zastąpił Jobsa, zapewnił firmie tytuł najcenniejszej na świecie. iUrządzenia sprzedają się lepiej niż kiedykolwiek. Możemy gdybać, czy iPhone teraz miałby 4-calowy ekran, jeśli Steve stałby na czele firmy. Tylko po co? Użytkownicy uwielbiają wprowadzone zmiany. Jestem pewien, że gdziekolwiek Jobs teraz jest, patrzy z podziwem na to, co wyszło z garażu jego ojca.

Żałuję tylko, że nigdy nie miałem okazji spotkać Jobsa osobiście – nigdy nawet nie zebrałem się na odwagę, żeby napisać do niego maila. Podobno czytał wszystkie. Ostatniego przeczytał dokładnie dwa lata temu. 

Oh wow. Oh wow. Oh wow



1

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel