iMagazine

Jakość kontra wrażenia

24/12/2013, 11:13 · · · 0

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 11/2013

Dążenie do perfekcji jest ważne. To dzięki niemu rozwijamy się, odnosimy sukcesy i odkrywamy kompletnie nowe rzeczy. Nie zawsze jednak prowadzi ono do pełnego zadowolenia.

Plastik nie jest pod żadnym względem materiałem, który można określić mianem premium. Ot, tworzywo sztuczne, łatwe do formowania, elastyczne, a przy tym tanie w produkcji. W świecie elektroniki – niezbędne, zarówno w postaci obudów, jak i wewnętrznych komponentów. O ile wnętrze urządzenia musi być niekiedy wykonane z plastikowych elementów, to już obudowę da się wykonać zazwyczaj ze znacznie szlachetniejszego materiału, choćby popularnego aluminium. Czy jednak szlachetniejszy oznacza lepszy? Nie do końca. Mój iPad mini ma właśnie aluminiową obudowę – wygląda doskonale, jednak nie leży w ręku tak dobrze, jak zeszłoroczny Nexus 7. Jego tył wykonano z matowego plastiku, tego teoretycznie gorszego materiału, który jednak o wiele lepiej trzyma się dłoni. Rozumiem zamysł Apple – dotąd każdy iPad był aluminiowy, więc zastosowanie innego materiału byłoby krokiem wstecz. Nie wzięto jednak pod uwagę tego, że mini zmieści się w jednej dłoni, wypadałoby więc, by… z niej łatwo nie wypadał.

Od zawsze uważałem ekrany OLED za kiepskie. Ich kolejne wersje, stosowane głównie w Samsungach, oferowały coraz bardziej odpustowe kolory, męczące wzrok i obrzydzające każde zdjęcie. Od kilku miesięcy używam jednak dość regularnie urządzenia, które wyposażone jest właśnie w taki wyświetlacz. I nie wyobrażam sobie, by mogło mieć inny. Chodzi mi o PlayStation Vitę, konsolę przenośną Sony, urządzenie mające służyć wyłącznie rozrywce. Prawdopodobnie nigdy nie znajdzie u nikogo żadnego profesjonalnego zastosowania, nikt nie będzie usiłował wykorzystać jej w studiu fotograficznym ani żadnym podobnym miejscu. Dlaczego więc kolory mają być perfekcyjnie odwzorowane, skoro ta cukierkowość wyświetlacza podnosi atrakcyjność gier? Przesycone, nienaturalne barwy – czasem dokładnie o to chodzi, o przyjemność czerpaną nie z dokładności, a z odrobiny przesady, może nawet tandety.

Kilku z moich znajomych, zapytanych o to, co cenią sobie w brzmieniu, odpowie bez zastanowienia: bas. Wcale się im nie dziwię – biorąc pod uwagę to, jak wysublimowanych gatunków słuchają, trudno doszukiwać się w muzyce innych istotnych parametrów. Szczegółowe słuchawki wprowadziłyby niepotrzebny zamęt nowych dźwięków, do których odbiorca nie przykłada uwagi, zakłóciłyby jedynie odbiór tej radosnej łupaniny. Sam wolę słyszeć więcej detali, a mimo tego korzystam między innymi z Beats Solo HD, czyli słuchawek, których nie poleciłbym nikomu, kto ma podobne wymagania do moich. Daleko im do doskonałości – ocieplają dźwięk, mają przesadzone niskie tony, za to nieszczególnie dobrze radzą sobie z wysokimi. Zakładając je mam jednak świadomość tego, czego się spodziewać, a zapytany o to, dlaczego zdecydowałem się właśnie na nie, odpowiadam krótko: bo mi się podobają, fajnie grają, są wygodne. A o to chyba chodzi, prawda?

Zawsze staram się wybierać najlepsze urządzenie, które spełnia określoną funkcję. Nie oznacza to jednak, że wertuję tabelę parametrów albo analizuję precyzyjne testy. To zwyczajnie nudne i niepraktyczne. Syntetyczne dane mają się przecież nijak do tego, jak odbieram sprzęt. Każdemu doradzam właśnie takie podejście – wybierajcie produkt, który najbardziej odpowiada Wam, a nie recenzentowi. Będziecie bardziej zadowoleni.

To pisałem ja, recenzent.

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o