iMagazine

Cała Muzyka – 2013/12

24/02/2014, 12:00 · · · 0

Waglewski, Fisz, Emade – Matka, Syn, Bóg

waglewski_matka_synRodzina Waglewskich to jeden z najjaśniejszych punktów na mapie polskiej sceny muzycznej. Oczywiście, jeśli bralibyśmy pod uwagę liczbę sprzedanych płyt każdego z projektów wydanych przez trio.

Ojciec Wojciech, można śmiało powiedzieć, otrzymał już status legendy polskiego rocka, tworząc wspaniały zespół Voo Voo. Równie utalentowanych synów Fisza oraz Emade można z kolei uznać za weteranów polskiej sceny hip-hopowej. Można zauważyć, że wiele ich dzieli, jednak jedna rzecz, która ich łączy, jest tak potężna, że wszystkie różnice przestają się liczyć. Miłość do muzyki, do bardzo dobrej muzyki, co doskonale słychać w nowym, wspólnym projekcie „Matka, Syn, Bóg”. Od ostatniego wspólnego albumu „Męska muzyka” minęło już 5 lat, a świetne recenzje oraz platyna mogły sugerować, że na jednym krążku ta historia się nie skończy. „Matka, Syn, Bóg” to od samego początku wspólnie przemyślany projekt, każdy z rodziny zajmuje się na nim dokładnie tym, w czym jest najlepszy. Podział ról jest idealny – ojciec zajął się warstwą muzyczną, Fisz odpowiedzialny jest za teksty, a produkcja przypadła Emade. Tylko w taki sposób można połączyć niesamowicie uzdolnione indywidualności i mocne charaktery rodziny Waglewskich. Efektem jest wspaniały album, który jest wyjątkowo spójny i przemyślany. W każdym numerze słychać, jak dużo pracy musieli w ten projekt włożyć jego twórcy. Wyczucie muzyki w połączeniu z trudnymi, ale niezwykle trafnymi tekstami i to wszystko wyprodukowane na najwyższym poziomie, taka reklama chyba wystarczy. Słuchając każdego z 13 utworów zawartych na tym albumie, myślałem o tym, jak bardzo osłuchaną rodziną są Waglewscy. Rock, blues, jazz, folk – to wszystko możemy usłyszeć na „Matka, Syn, Bóg”. W tych aranżacjach poruszane są trudne tematy, które ważne są w życiu każdego mężczyzny, bo właśnie taką bardzo męską muzykę tworzą Waglewscy. Pozwólcie, że zakończę cytatem Wojciecha Waglewskiego, który idealnie opisuje to dzieło. „Po ukończeniu i przesłuchaniu całości nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że to najbardziej osobisty, najgłębszy i jednocześnie najprawdziwszy materiał, biorąc pod uwagę wszystko to, czego dokonaliśmy do tej pory”.

Robert Glasper Experiment – Black Radio 2

BlackRadio2_robert-glasper-experimentNie trudno nie zauważyć, że czarna muzyka jest mi bardzo bliska i nie ukrywam, że mógłbym do każdego numeru iMagazine opisywać nie dwa, a cztery albumy z gatunku czarnej muzyki. Nawet jakby iMagazine był tygodnikiem, a nie miesięcznikiem, nie miałbym problemu ze znalezieniem ilości godnego do opisania materiału. Jednak takie perełki jak nowy album takiego mistrza jak Robert Glasper zasługują na wyjątkową uwagę i za nic w świecie nie mogłem pominąć możliwości podzielenia się nim z Wami.

Czasami zdarzają się w życiu takie albumy, które wydają się stworzone dla nas. Takie odczucie mam podczas słuchania „Black Radio 2”. Tak jakby Robert Glasper podczas tworzenia tego projektu pomyślał: „Jarek, to dla Ciebie”. Robercie, nie wiem jak mogę się odwdzięczyć. Dziękuję bardzo! „Black Radio 2” to przepiękny przegląd czarnej muzyki, pokazanie wszystkiego, co w niej najpiękniejsze. Kontynuacja eksperymentu, który Glasperowi przyniósł nagrodę Grammy w kategorii najlepszy album R&B. Jeśli pierwsze czarne radio zasłużyło na Grammy, to druga część zasługuje na zebranie wszystkich statuetek, przetopienie ich i stworzenie jednej olbrzymiej. Jak zobaczyłem listę gości, którzy biorą udział w tej cudownej audycji radiowej, to dosłownie ugięły mi się nogi w kolanach. Każdy z głosów jest niezwykły, niepowtarzalny i powalający, nie wiem jak udało się Glasperowi zebrać taki skład, ale chwała mu za to. Zebranie takich głosów to jedno, ale połączenie tego wszystkiego w całość? To już wyzwanie porównywalne z postawieniem nogi na Księżycu. Udało się i to jak… Gdyby każdy z 16 utworów znalazł się oddzielnie na albumie danego wykonawcy, to już byłaby świetna płyta. Teraz wyobraźcie sobie 16 idealnych ścieżek na jednym albumie – to tylko pokazuje, jak doskonałym eksperymentem jest „Black Radio 2”. Zakładam słuchawki i już przy pierwszym dźwięku zamykam oczy. Mija 1h17m53s, a ja dopiero wtedy otwieram je tylko po to, żeby znaleźć przycisk repeat.

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o