iMagazine

Cała Muzyka – 2014/05

12/07/2014, 13:20 · · · 0

Maria Sadowska – „Jazz na ulicach”

jazz-na-ulicachPani Maria ma chyba dobę, która trwa 48 godzin! Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. Wyreżyserowała świetnie przyjęty film „Dzień Kobiet”, jest jurorką Voice of Poland, a teraz jeszcze nagrała płytę. Sorry, albo ma sobowtóra, albo nagina czasoprzestrzeń. Nieważne jak to zrobiła, ważne, że zrobiła to bardzo dobrze.

Album „Jazz na ulicach” mógłby również nazywać się „Jazz na luzie”, jednak nadal to piękny jazz, tylko że taki z przymrużeniem oka. Bardzo dużo ciekawych kompozycji i zabawy, a to jest dokładnie to, co najbardziej lubię w jazzie. Można powiedzieć, że to taki taneczny jazz i patrząc na pogodę, jaka mam nadzieję lada chwila nadejdzie, to dobry wybór na aranżację numerów.

Wiadomo, że Maria wokalnie jest uzdolniona niebywale, ale szczerze mówiąc ten album bardzo chciałbym mieć w wersji instrumentalnej. Dla mnie strona muzyczna jest cudowna, jazz w idealnej formie. Nagranie właśnie takiego albumu to odważna decyzja. Myślę, że sporo osób będzie zaskoczonych po przesłuchaniu „Jazzu na ulicach”. Mam tylko nadzieję, że tak samo jak ja, zaskoczonych pozytywnie. Na pewno każdy doceni charyzmę tej płyty, słychać, że wszystko było nagrywane emocjonalnie i na dużym luzie, bez zbędnego spinania się. Jestem przekonany, że Marysia wiele zwrotek nagrała bez powtórek i dokładnie o to chodziło w tym projekcie. Miała być improwizacja i tak właśnie jest, tak jakby to był jam session i to też bardzo mi się podoba.

Patrząc na możliwości, jakie ta kobieta posiada, to śmiało możemy spodziewać się, że Marysia w tym samym międzyczasie napisze jeszcze książkę: „Jak dobrze gospodarować czasem”. Sukces murowany. Na koniec jeszcze dodam, że dawno nie widziałem takiej pięknej okładki.

Nas – Illmatic XX

nas-illmatic-xx-albumW kwietniu 1994 roku wydany został prawdopodobnie najlepszy hip-hopowy album w historii. Co więcej, album był debiutem. Debiutem Nasa – żyjącej legendy Queensbridge. Ten album nazywa się „Illmatic”. Jeśli mówimy o hip-hopie, to musimy powiedzieć o latach 90. i o Nowym Jorku. Tak się składa, że „Illmatic” Nasa to kwintesencja brzmienia Nowego Jorku w latach 90., po prostu klasyk nad klasykami. Bardzo często zastanawiam się, jaki jest najlepszy rapowy album, jaki kiedykolwiek został nagrany. Faworytów mam kilku, ale zawsze na końcu myślę, że to jednak właśnie „Illmatic”. Z tym albumem mam tyle wspomnień, że jak teraz słuchałem tego specjalnego wydania na 20. rocznicę powstania „Illmatic”, to ciężko mi powstrzymać kręcące się w oczach łzy. „Illmatic” jest moją pierwszą płytą winylową, jaką kupiłem, to właśnie ten album zaczął moją sporą kolekcję wosków i myślę, że lepiej nie mogłem zacząć.

Brudny, ciężki klimat osiedli Nowego Jorku to brzmienie każdego bitu i każdego wersu na „Illmatic”. Wszystkie dźwięki znam na pamięć, a mimo tego wciąż każdy z nich przywołuje ciarki na plecach. Zawsze się zastanawiam, jak Nas to zrobił, że w wieku zaledwie 20 lat nagrał taki album! Bardzo duża w tym zasługa trzech producentów. Ten album skazany był na sukces, jeśli przy produkcji spotykają się tacy ludzie jak DJ Premier, Pete Rock i Large Professor. Wszyscy teraz uważani są za jednych z najlepszych producentów hip-hopowych w historii gatunku, co mówi samo za siebie. „Illmatic XX” to 2 płyty. Pierwsza to oryginalne zremasterowane nagrania, a druga to remiksy, nagrania koncertowe i freestyle. Co tu dużo mówić, wszyscy kochający rap czekają na takie rzeczy, jak sportowcy na olimpiadę.

Pikanterii dodaje fakt, że powstał również film dokumentalny „Time Is Illmatic”, który pokaże historię powstawania jednego z najlepszych albumów w historii rapu.

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o