Apple Pay? Na to czekałem

10/09/2014, 08:00 · · · 8

Żałujemy, że nie możemy pokazać Wam więcej – takimi słowami Apple zapraszało na dzisiejszą konferencję. Oczywiście, chodziło o Apple Watch, zegarek, który dla firmy jest równie ważny co pierwszy iPhone, czy Macintosh. Ale moją uwagę najbardziej przykuło Apple Pay.

Odkąd wszedłem w posiadanie pierwszej karty płatniczej, co się stało w moje trzynaste urodziny, jak ognia unikam gotówki. Fizyczne pieniądze można łatwo zniszczyć, można łatwo zgubić i, co ważniejsze, zajmują sporo miejsca. A ja tego miejsca nie mam. W kieszeniach noszę już słuchawki, telefon (czasem dwa), klucze. Portfel zawsze było najłatwiej redukować. Dzięki Apple Pay, być może uda się go pozbyć kompletnie.

Bazą do działania usługi jest Passbook. Aby korzystać z Apple Pay, użytkownik będzie musiał dodać kartę właśnie do Passbooka. Jak to zrobić? Metody będą dwie. Jeśli pożądana karta jest dopisana do iTunes Store, wszystko co będzie trzeba zrobić to wpisać w aplikacji kod zabezpieczający. W innym przypadku wystarczy będzie zeskanować kartę korzystając z wbudowanego aparatu. Funkcja ta jest już częściowo zaimplementowana w iOS 8 – podczas wpisywania danych kart przy płatności internetowych, można zrobić zdjęcie karcie i odpowiednie numery same się wpiszą. Działa to zaskakująco dokładnie i szybko.

Wracając do Apple Pay, co z taką kartą będzie można zrobić? Ano będzie można za jej pomocą płacić, zarówno w sklepach, jak i w sieci. Ale jak to – zapytacie – nie można było tego robić wcześniej? Można było, ale wymagało to schowania telefonu, wyciągania karty, przeciągania, wpisywania pinu – niefajne. Do tego karty płatnicze mają to do siebie, że potrafią się rozmagnetyzować i przestać działać. Skoro i tak trzymamy telefon w ręce, to można zrobić z niego użytek. Dzięki Apple Pay zapłacenie za kanapkę w McDonald’s czy biurko w Staples będzie ogarniczało się do zbliżenia telefonu do terminala, ewentualnym wybraniu karty i zaakceptowania transakcji odciskiem palca. Proste i szybkie. Nie trzeba nawet wybudzać ekranu, o otwieraniu jakiejkolwiek aplikacji nie wspominając.

Również płatności internetowe będą znacznie przyjemniejsze korzystając z Apple Pay. Zamiast wpisywać dane karty, sprawdzania ich wystarczy pacnąć w przycisk  Pay i przyłożyć palec do czytnika Touch ID. Nie dość, że wygodne to jeszcze znacznie bezpieczniejsze.

iphone apple pay iphone apple pay

Właśnie, bezpieczeństwo. Jeśli mówimy o pieniądzach, to jest to sprawa najważniejsza. Co jeśli ktoś ukradnie nam telefon? Dostaje dostęp do kart a nasze dane przepadają? Nie. Teoretycznie, wszystkie transakcje muszą być autoryzowane poprzez skan linii papilarnych, ale to można obejść. W takim wypadku Apple oferuje nam możliwość zdalnego wyczyszczenia kart płatniczych z telefonu. Do tego Apple zapewnia nas, że nie będzie przetrzymywać informacji o transakcjach na swoich serwerach. Będziemy mieli wgląd z poziomu urządzenia do ostatnich płatności, ale to tyle. Na swoich serwerach Apple nie przetrzymuje również numerów kart, nie są one również trzymane bezpośrednio na urządzeniu. Zamiast tego tworzony jest Numer Konta Urządzenia (ang. Device Account Number), szyfrowany a następnie zapisywany w specjalnym procesorze Secure Element. W każdej transakcji udział bierze właśnie Numer Konta Urządzenia i dynamicznie przydzielany kod bezpieczeństwa. Powstaje więc coś w stylu wirtualnej karty internetowej, która pobiera pieniądze z naszej prawdziwej karty. Super bezpieczne.

Cała koncepcja bardzo przypomina mi Google Wallet. Usługa Google ma również coś, czego u Apple brakuje – możliwość przelania pieniędzy bezpośrednio do portfela, bez konieczności podpinania karty. W pewnym zakresie coś podobnego oferuje polskie T-Mobile. Mając specjalną kartę SIM, odpowiedni telefon i konto w mBanku można płacić za pomocą NFC w wybranych sklepach. Jednak nie są one tak proste w użyciu jak Apple Pay. Wymagają odblokowania telefonu, otworzenia konkretnej aplikacji – to wszystko sprawia, że sam proces może trwać tyle samo, albo i dłużej, jak wyjęcie karty z portfela. Żadna z nich nie oferuje również takiego poziomu zabezpieczeń. Hasło do programu to za mało.

Apple Pay to również nadzieja na popularyzację płatności mobilnych. Ani z Google Wallet, ani z płatności zbliżeniowych w T-Mobile Polska nie korzystałem, mimo posiadania kompatybilnych smartfonów. Sytuacja jest podobna jak z wideorozmowami – one były od dawna, ale dopóki Apple nie wprowadziło FaceTime, ciężko było je określić mianem popularnych.

Nowa usługa Apple to dokładnie to, czego brakowało iPhone’owi do zastąpienia portfela. Wygodna i prosta metoda płatności, dzięki której wyjście z domu bez gotówki nie będzie tak stresujące jak dzisiaj.

Jest jednak jedno, malutkie „ale”. Z Apple Pay nie skorzystamy w Polsce. Ani w Europie. Ani w czymś innym, czym nie są Stany Zjednoczone.  Inaczej – skorzystamy, ale póki co Apple dogadało się tylko z bankami z USA w sprawie dodawania kart do Passbooka i samych płatności. Oczywiście, ekspansja na rynki międzynarodowe pewnie kiedyś się wydarzy, ale kiedy? Tego nie wiemy.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Apple niedawno miało problem z bezpieczeństwem iCloud. O ile kradzież zdjęć celebrytek nie była bezpośrednio winą Apple, to na pewno zaufanie, którą klienci darzyli firmę zostało przynajmniej zarysowane. Powierzenie komuś swoich pieniędzy wiąże się ze stuprocentowym zaufaniem. Być może dlatego Google Wallet nie osiągnął dużego sukcesu? Możliwe. Pytanie, które powinniśmy dzisiaj zadawać to czy sprawa z iCloud nie zniechęci od korzystania z Apple Pay? To – jak zwykle – zweryfikuje czas.

Na ten moment wszystko wskazuje na to, że Apple Pay to zarówno najwygodniejsza, jak i najbezpieczniejsza forma płatności. I jak dla mnie to wystarczający powód, żeby poważnie rozważyć kupno iPhone’a 6. O ile mieszkacie w USA, oczywiście.



8

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel