iPhone jako narzędzie do lifetrackingu

08/11/2014, 10:11 · · · 5

Mój Jawbone UP umarł. Znowu. Nie powiem, że jestem zdziwiony: wszak o wysokiej śmiertelności tych opasek wiedziałem na długo, nim zdecydowałem się ją zakupić. Zastępczy egzemplarz powinien przyjść za kilka dni, ale przez ten czas ucieknie mi wiele niepoliczonych kroków oraz godzin snu. Rozwiązanie? iPhone!

Aplikacje do life trackingu w App Store nie są niczym nowym. Od dawna możemy biegać z RunKeeperem czy jeździć na rowerze z Endomondo. Przez długi czas używały one wbudowanego w telefon GPS, który – łagodnie mówiąc – nie jest najlepszym przyjacielem baterii. Największą zmianą w historii monitorowania życia przy użycia iPhone’a była zeszłoroczna prezentacja modelu 5s, który to został wyposażony we współprocesor M7 odpowiedzialny za przetwarzanie danych z przyspieszeniomierza, kompasu i żyroskopu. Dzięki temu telefon może podawać dokładne dane o, na przykład, liczbie przebytych kroków bez przesadnego męczenia baterii. Tegoroczny flagowiec od Apple – iPhone 6 – wprowadził na rynek nowszą wersję koprocesora, M8, która dodatkowo zbiera dane z barometru informując nas o liczbie przebytych pięter.

Same dane to jednak za mało – trzeba je jakoś przetworzyć i zanalizować. Do niedawna konieczne było korzystanie do tego z zewnętrznych aplikacji, jak Argus czy Moves. Sytuacja uległa zmianie w iOS 8, gdzie jedną z domyślnych aplikacji jest Health. Ten niepozorny program działa jako agregat wszystkich informacji dotyczących naszego zdrowia, jakie przyjdzie nam zebrać. Dane te mogą pochodzić zarówno z M7/M8, jak i z aplikacji trzecich – te ostatnie mają również dostęp do wszystkich statystyk zgromadzonych w Health.

Więc z jakich aplikacji warto korzystać, żeby używać iPhone’a jako narzędzia do life trackingu?

Ja zdecydowałem się na dwie. Pierwsza to fioletowy UP od Jawbone. Pozwala ona na założenie konta w serwisie i funkcjonowania jako posiadacz opaski… bez posiadania opaski. Mając konto, możemy ustalić tam swoje cele, a następnie mieć dane analizowane przez algorytmy producenta. Dzięki temu dostajemy propozycje aktywności, które poprawią nasze życie. Poza tym, dodając znajomych dochodzi aspekt społeczny – wstyd trochę nie przejść tych 10000 kroków dziennie, kiedy wszyscy widzą Wasze wyniki. Liczba przebytych kroków pochodzi oczywiście z (w moim wypadku) M8. Biorąc pod uwagę funkcje prostego „personalnego trenera” w połączeniu z naprawdę przyjemnym interfejsem i siecią społecznościową, UP to najlepsze miejsce, gdzie możemy wrzucać dane, które przepuścimy przez Health.

Posiadaczom iPhone’ów 4s i 5 polecam wypróbować aplikację Argus, która zliczy kroki, a następnie wrzuci je do Health.app skąd UP będzie mogła je pobrać. Niestety, trzeba liczyć się z ogromnym zużyciem baterii przez ciągle działające usługi lokalizacji.

Kolejna aplikacja, z której korzystam to polskie Sleep Cycle. Podłączamy telefon do ładowania, kładziemy go na łóżku i program zaczyna działać. Ma trzy zastosowania: licznik trwania snu, analiza naszego snu i budzik. Pierwszą aktywujemy gdy nastawimy alarm, a dezaktywujemy gdy go wyłączymy rano (czy kiedy akurat wstajemy). Jest to jedyny zestaw danych, które są udostępniane do Health.app. Druga funkcja korzysta z akcelerometru w telefonie, aby „odgadnąć” nasze ruchy podczas nocy, a tym samym określić, czy znajdujemy się w lekkiej, czy w ciężkiej fazie snu. Jest to o tyle przydatne, że trzecia funkcja – budzik – korzysta z tych faz, aby budzić w odpowiednim momencie. Wracając na moment do danych o długości snu. Po udostępnieniu ich do Health.app, możemy je zaimportować do UP. Co prawda, fazy snu się nie przeniosą, ale procent osiągniętego celu już będzie zaznaczony. Moja opaska pozwala również na ułatwienie ucięcia sobie drzemki – tutaj z pomocą przyjdzie aplikacja Sleep Cycle power nap.

W taki oto prosty sposób, dzięki mojemu iPhone’owi chwilowy brak sprawności Jawbone UP nie doskwiera mi aż tak bardzo. Oczywiście, nie jest idealnie. Dotychczas nie miałem w zwyczaju noszenia ze sobą telefonu gdziekolwiek nie pójdę – bez tego nie policzy mi wszystkich kroków. Muszę spać z telefonem na materacu, co może spowodować, że kiedyś go zwyczajnie zrzucę. Mimo to widzę, że da się w miarę dobrze zastąpić Jawbone’a iPhone’em. Nie sprawi to, że gdy przyjdzie nowy UP to go wyrzucę, ale z pewnością warto zastanowić się dwa razy nad zakupem opaski tego typu mając smartfona od Apple.

Producenci wearables to zauważyli, dlatego nowa generacja urządzeń jest jeszcze bardziej nakierowana na dokładną analizę danych i proponowanie zmian użytkownikowi. Podejrzewam, że to kwestia czasu, kiedy coś podobnego zobaczymy w App Store.

Źródło grafiki tytułowej: The Inspiration Room (klatka z wideo Apple)



5

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel