iMagazine

Recenzja Creative Sound Blaster Roar SR20

01/01/2015, 12:00 · · · 2

Roar SR20 jest jak Leatherman lub szwajcarski scyzoryk.

Najróżniejszych głośników przenośnych przetestowałem już dziesiątki. Były tanie, były drogie, były ładne i były brzydkie, były grające dobrze i takie, które psuły nawet „Ona tańczy dla mnie”. Gdy już byłem pewien, że nic mnie nie zaskoczy, pojawił się produkt firmy Creative. To producent produkujący dobry i względnie tani sprzęt i nie spodziewałem się po nim żadnych specjalnych wodotrysków, tymczasem Roar SR20 zaskoczył mnie zupełnie, pokazując, że jak się chce, to można nawet do tak prostej materii jak przenośny głośnik dodać coś wyjątkowego i wyróżniającego go spośród tłumu.

Creative Sound Blaster Roar SR20 6

Na pierwszy rzut oka nic nie zwiastuje, że Roar SR20 będzie się czymś wyróżniał. Prostopadłościan wielkości małej cegły pokryty w większości szarą, aluminiową siatką maskującą głośniki. Bryła banalna, ale wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie. Głośnik jest idealnie spasowany i bardzo zwarty. Trzymany w ręku sprawia wrażenie bardzo solidnego. Możliwe, że to przez wysoką wagę. Nie można mu jednak odebrać wykonania z dobrych materiałów. Gdybym zakrył napis Creative, to spokojnie mógłbym się pomylić i przypiąć tam Bose lub Philips Fidelio. Szara siatka maskująca pokrywa także jego ścianki boczne, ale te są dookoła wykończone połyskliwym, robiącym dobre wrażenie plastikiem. Na spodzie głośnika mamy dwa paski z gumy, które utrzymują go w stabilnej pozycji. Górna krawędź również jest pokryta gumą i skrywa zadziwiającą liczbę przycisków, przełączników i złączy – jest ich w sumie aż 20! Ta cecha zupełnie wbrew trendom wśród takich głośników zdradza, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko zwykłym głośnikiem.

Oczywiście Roar SR20 możemy podpiąć do naszych smartfonów za pomocą Bluetooth i NFC z kodekami HD Audio aptX® i AAC, zapewniając jakość dźwięku prawie taką samą jak w przypadku połączenia przewodowego. Oczywiście możemy też użyć do tego kabelka mini Jack − mini Jack. Możemy też odbierać za jego pomocą rozmowy telefoniczne. Wszystkim tym moglibyśmy się zachwycać w każdym innym głośniku przenośnym, ale w tym Creative to dopiero preludium jego możliwości.

Creative Sound Blaster Roar SR20 - 2

Rzut oka na górną ściankę i szybko zauważymy złącze karty micro SD, obsługujące karty do 32 GB pojemności. Przyznacie, że to rzadko spotykana cecha głośnika. Sam nie wiem, dlaczego tak jest, bo to rozwiązanie absolutnie rewelacyjne. Na kartę micro SD możemy wgrać muzykę z komputera i mieć system muzyczny niezależny od naszego smartfona. Muzyka może być odtwarzana w trybie ciągłym lub shuffle. Za odtwarzanie muzyki odpowiedzialny jest oddzielny blok klawiszy (Play, Pauza, Następny, Poprzedni oraz przełącznik tryb ciągły lub shuffle). Uważam, że to świetne rozwiązanie na małe imprezy. Wrzucamy na kartę ulubioną muzykę i nie przejmujemy się, że ktoś z odpowiedzialny za muzykę wyjdzie na fajkę lub obrażony ucieknie z imprezy. Możemy nawet zabawić się w małego DJ-a, bowiem jeśli puścimy muzykę przez Bluetooth oraz z karty micro SD, to zaczną się one na siebie nakładać. Ale to chyba jednak błąd oprogramowania lub moja wyobraźnia jest za mała.

Zaraz pod blokiem klawiszy sterujących odnajdziemy dziwny klawisz (REC). Tak, ten głośnik to najlepszy przyjaciel kelnerów i potrafi nagrywać to, co się dzieje wokoło niego. Wystarczy wcisnąć (REC). Co ciekawe, potrafi nagrywać nawet podczas odtwarzania muzyki. Narzędzie idealne do szpiegowania znajomych. Jeśli będziecie potrzebowali, to potrafi także nagrać prowadzoną rozmowę telefoniczną przez BT lub − uwaga − nagrać na kartę SD muzykę odtwarzaną po BT. Naprawdę kreatywne i niespotykane.

Idąc dalej znajdziemy również złącze micro USB. Jeśli za jego pomocą podłączymy głośnik do komputera, to po pierwsze pojawi się on w systemie jako dysk USB, co da nam dostęp do zawartości karty micro SD, po drugie będzie pracował jako zewnętrzna karta muzyczna, a po trzecie będzie się ładował z komputera. To ważne, bo głośnik jest również power bankiem o pojemności 6000 mAh. To zaś umożliwia naładowanie trzy razy do pełna iPhone’a – ma do tego przeznaczone zwykłe gniazdo USB − lub ciągłe odtwarzanie muzyki przez 8 godzin. Producent zadbał też o diodowy wskaźnik stanu baterii. Niestety diody są tylko trzy, przez co nie jest za specjalnie dokładny.

Creative Sound Blaster Roar SR20 -4

Teraz przechodzimy do funkcji dość egzotycznych. Roar SR20 posiada funkcję… syreny alarmowej. Specjalnym przełącznikiem należy ją uzbroić, a następnie wyzwolić za pomocą przycisku Alarm. Odzywa się wtedy syrena alarmowa mogąca się równać z głodnym niemowlakiem lub nawet strażą miejską, nie wspominając o policji. Sam nie wiem, po co producent dodał takie rozwiązanie, ale oficjalnie po to, aby móc zwrócić na siebie uwagę na imprezie. Nie testowałem, ale na 100% działa! Myślicie, że to jest dziwne? Czytajcie dalej.

Głośnik ma dwa tryby Life-Saver, które odtwarzają różne dziwne dźwięki w różnych odstępach czasu, aby pomóc Ci zachować przytomność. Czyli usypiasz przy relaksacyjnej muzyce, a tu nagle budzi Cię nieznośnie głośne chrapanie, ćwierkanie lub radosny okrzyk „Helloooooo!”. Nie do końca wiem, jak bardzo są zapracowani pracownicy Creative, ale funkcja działa, więc pewnie wydajność w pracy mają dużą. Przeciwieństwem jest tryb Bedtime, który stopniowo zmniejsza głośność odtwarzania muzyki, aby dojść do momentu, w którym głośnik całkowicie się wyłączy.

Teraz przechodzimy do momentu, gdy nawet wyposażony w najbardziej wymyślone wodotryski głośnik może się okazać tylko zwykłą cegłą. Zobaczmy, jak ten Creative gra. Co starsi Czytelnicy zapewne pamiętają pecetowe karty muzyczne Sound Blaster, będące przez pewien czas wyznacznikiem w świecie cyfrowych brzmień. Ten głośnik oprócz symbolu Roar SR20 ma też w nazwie Sound Blaster, to zobowiązuje.

Creative Sound Blaster Roar SR20

W środku Roar SR20 są dwa przetworniki 1,5-calowe odpowiedzialne za tony wysokie oraz przetwornik 2,5-calowy o dużym wychyleniu membrany odpowiedzialny za środek i bas. Są też dwa wzmacniacze i dwie skierowane w bok membrany pasywne odpowiedzialne tylko za bas. Jak na tak mały głośnik specyfikacja prezentuje się bardzo okazale. Próby osłuchowe potwierdzają to, co możemy wyczytać w specyfikacji. Mamy więc bardzo dużo mocno i nisko brzmiącego basu, który mamy wrażenie, że wydobywa się z o wiele większego pudła rezonansowego. Świetne są też tony wysokie, czytelne i precyzyjne bez tak częstego w podobnych konstrukcjach metalicznego brzmienia. Najgorzej jest ze środkiem, który ewidentnie za sprawą przetwornika średnio-/niskotonowego jest przesunięty w stronę dołu. Będzie to sporą wadą, jeśli słuchamy arii operowych lub muzyki z dużą ilością wyeksponowanego wokalu. W przypadku muzyki pop nie zauważymy tego efektu.

Na obudowie znajdziemy też specjalny przycisk aktywujący funkcje tłumaczącą nazwę modelu, czyli Roar (Wrzask). Funkcja ta ma na celu dodać więcej mocy muzyce oraz zwiększyć jej głębię i przestrzenność. Nie lubię takich cyfrowych sztuczek, ale muszę przyznać, że w tym modelu to działa na tyle dobrze, że „Wrzask” miałem cały czas włączony.

Roar SR20 jest jak Latherman lub szwajcarski scyzoryk. Jest dobrze wykonany i potrafi świetnie spełnić swoje główne zadanie, jakim jest odtwarzanie muzyki. Jednocześnie mając wiele narzędzi, których możliwe, że prawie nigdy nie użyjemy, ale czasem może się przydarzyć taki moment, w którym będą nie zastąpione. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam szwajcarskie scyzoryki, takie kosztujące 699 zł, szczególnie bo to bardzo dobra cena.

Dane techniczne

Masa produktu: 1,1 kg
Wymiary (wys. × szer. × gł.): 57 × 202 × 115 mm
Wersja Bluetooth: Bluetooth 3.0
Akumulator: litowo-jonowy 6000 mAh
Do 8 godzin odtwarzania dźwięku

Ocena iMagazine: 6/6

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2014


Norbert Cała

Jedno słowo - Geek. Prowadzący blog http://ipod.info.pl oraz zastępca redaktora naczelnego @imagazinepl.

norbertcala

Dodaj komentarz

Tytus napisał(a):

Nono trzeba będzie odsłuchać, od pewnego czasu szukam głośnika, ale żaden z dostępnych nie powala. Nawet słynne Bose

Jacek napisał(a):

Bardzo fajny artykuł.