iMagazine

Cała Muzyka – 2014/08

02/01/2015, 09:00 · · · 0

Flirtini – Heartbreaks & Promises

Flirtini„Znowu w mieście lato, a w dzień skwar na dworze” – jak mówi znany numer Electric Rudeboyz. A co za tym idzie, to czas niekończących się plenerowych imprez. Na bank nie czekałem na taką pogodę sam. Wielu z Was tak samo jak ja tęskniło za imprezami do rana na świeżym powietrzu.

Jedną z najmocniejszych pozycji dostarczających mnóstwo pozytywnych emocji na parkiecie jest bez wątpienia warszawski duet Flirtini. Chłopaki w składzie: Janek zwany „Jedynakiem” i Ment zwany „Mentosem” niszczą absolutnie każdą imprezę, na której zagrają. Oczywiście niszczą w ten pozytywny sposób, wykańczając nad ranem nasze obolałe od tańca nogi. Ment to producent i członek duetu Rasmentalism, który opisywany był już na łamach iMagazine. Jedynak to z kolei DJ i, mimo swojego młodego wieku, weteran imprez oraz człowiek, który przy okazji mocno przekonał mnie do elektroniki. Pamiętam, jak dobrą dekadę temu puszczał mi, zajarany jak dziecko, pierwsze 2-stepowe sety, za co muszę się nisko pokłonić i podziękować. Dzięki, Janek! Tym sposobem, łącząc utalentowane jednostki, Janek i Ment stworzyli duet Flirtini, który ku uciesze rzeszy fanów gra imprezy w całej Polsce, z wydajnością porównywalną do chińskiej produkcji elektroniki. „Heartbreaks & Promises” jest składanką nie tylko prac tych dwóch panów, ale również zbiorem śmietanki polskich producentów muzyki elektronicznej. Chłopaki z Flirtini wybrali materiał i stworzyli ze składanki album, bo „Heartbreaks & Promises” nie można nazwać zwykłym zbiorowiskiem numerów. Całość jest tak ułożona, że tworzy jedną, spójną i piękną historię o sytuacjach miłosnych, które nie wydarzyły się naprawdę. Dla mnie w rolach głównych tej historii zagrali producenci w składzie: SoDrumatic, Chloe Martini, MNSL, Do:it, The And, Spisek Jednego, Szatt, Auer, Rowlf The Dawg, Flirtini, Zeppy Zep, Spinache, Czarny HiFi, Tort, Roux Spana. Dziękuje za całe lato z góry i czekam na więcej, chłopaki!

Sia – 1000 Forms of Fear

sia3Szerszej publiczności Sia dała się poznać dopiero niedawno, gdy na wszystkich listach przebojów zagościł jej hit „Chandelier”. Jednak, jeśli ktoś chociaż trochę wnikliwiej interesuje się muzyką, to wie, że nazwisko Sia Furler w branży jest tak cenione, jak najlepsza odmiana kawioru. Numery, które Sia napisała przez ostatnie piętnaście lat, królowały na listach przebojów niejednokrotnie i to w każdym miejscu na naszej planecie. Pani Furler jest jedną z wysoko cenionych songwriterek w biznesie, a z jej usług korzystały największe gwiazdy. Pozwólcie, że przytoczę tylko kilka nazwisk takich jak: Beyonce, Rihanna, Katy Perry, Eminem. Uwierzcie mi, ta lista nie ma końca. Teraz czas przyszedł na to, aby Sia wyszła z cienia tych wielkich nazwisk i żeby jej gwiazda zaczęła panować na niebie. Powodów, żeby tak właśnie się stało, jest aż nadto. Począwszy od wizerunku, a kończąc na niewiarygodnie wielkim talencie muzycznym. Wszystko zależy od samej artystki, która chyba nie do końca odnajduje się w świecie wielkich gwiazd. Wspomniany wcześniej wizerunek jest bardzo tajemniczy, Sia nie lubi grać pierwszoplanowej roli podczas swoich występów. Woli stanąć tyłem do sceny, w zaciemnionym miejscu i po prostu śpiewać, a oczy widzów kierować na kogoś innego. „1000 Forms of Fear” to już szósty album artystki i mimo tego, że poprzednie miały wysoki poziom, to jednak dopiero ten album ma zaprowadzić ją na samą górę list przebojów.

Otwierający płytę hit „Chandelier” już stał się pierwszą pozycją wszystkich stacji radiowych na świecie, a reszta albumu jest równie świetna. Sia cudownie łączy muzykę alternatywną z popem, a jej niepowtarzalny głos, który w każdym numerze potrafi być inny, tylko utwierdza w przekonaniu, że ta dziewczyna musi stać się wielka. Sama okładka wiele mówi o tym albumie. Dwanaście numerów, w których Sia pokazuje inną twarz, a co za tym idzie – każdy może sobie dorysować twarz artystki tak, jak ją postrzega.

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o