O MacBooku z jednym portem

09/01/2015, 07:58 · · · 51

Internet zawrzał po informacjach, które Mark Gurman ujawnił na temat najnowszego, 12-calowego MacBooka Air. Projekt zdaje się być naprawdę szalonym, to trzeba przyznać. Niemniej, wydaje mi się, że w tym szaleństwie tkwi metoda.

Moment, jakie szaleństwo? Dla osób niezaznajomionych z tematem już wyjaśniam. Otóż, zgodnie z doniesieniami Gurmana, nowy MacBook Air ma być pozbawiony portu MagSafe, Thunderbolt, obu portów USB typu B (czyli takie, z jakie dzisiaj korzystamy) oraz slotu na kartę pamięci. Wszystko zastąpi jedno, uniwersalne USB typu C, które pozwala na ładowanie komputera, przesyłanie obrazu, jest kompatybilne wstecznie, a wtyczkę możemy podłączać jak tylko nam się zamarzy, dokładnie tak jak Lightning. Do tego może Apple uda się zrobić je magnetyczne, zachowując unikalną cechę MagSafe.

Tak więc dostaniemy cztery porty w jednym. To jest właśnie to szaleństwo. Głosy internetu były bezlitosne. „Jak ja do tego podłączę monitor?!” pyta jeden, losowy Twitterowicz. Drugi, wycierając nos w pożyczoną od pierwszego chusteczkę lamentuje „Nie naładuję iPhone’a, jeśli będę ładował komputer!”. „Krok wstecz dla MacBooków Air” kończy trzeci. „Po co tak?!” ciągnie temat ktoś kolejny. Odpowiadam ja.

Cofnijmy się do 2008 roku. W styczniu tego roku Steve Jobs wyjął z koperty komputer. Był zabójczo smukły, oszałamiająco lekki i… wybrakowany. Nie miał napędu SuperDrive (przypominam, mamy rok 2008, wtedy z płyt faktycznie ktoś korzystał), miał tylko jedno USB, miał powolny dysk i problematyczne zawiasy. Nieważne, w tym komputerze główną rolę odgrywały lekkość i smukłość, a przez to: mobilność.

Dzisiejszy 13-calowy MacBook Air nie jest lżejszy od tamtego modelu, nie jest dużo cieńszy także. Oczywiście, ma więcej portów USB, zawiasy w moim egzemplarzu trzymają już ponad trzy lata, a dysk jest oszałamiająco szybki. Kiedyś jeden z najdroższych laptopów Apple jest dzisiaj tym najtańszym, podstawowym modelem. Z tym nie byłoby nic złego, dopóki nie spojrzy się na wyższą półkę w hierarchii.

Tam znajduje się 13-calowy MacBook Pro z wyświetlaczem Retina. Za niewiele większą cenę (mówimy tutaj o 200 dolarach przy modelu z 8 GB pamięci RAM) otrzymujemy dużo lepsze podzespoły, więcej portów Thunderbolt oraz prześliczny, superostry ekran. A co z mobilnością? Najnowszy Pro jest niewiele cięższy od tańszego brata, jest też niewiele grubszy. Nie pozwala na równie długą pracę na baterii, ale ciągle mówimy tutaj o około 10 godzinach bez konieczności podpięcia do ładowania.

Przez ostatnie lata MacBook Air pełnił rolę komputera, który wprowadzał wielu do świata Macintoshów. Teraz tę rolę zaczął pełnić właśnie Pro z Retiną. Znam wiele osób, które w ostatnim czasie kupiły właśnie tego ostatniego. Znam dwie osoby, które w tym samym okresie zdecydowały się na Aira. Obie skorzystały z naprawdę dobrej promocji, w przeciwnym razie były zdecydowane na Pro.

13-calowy MacBook Pro na nowo stał się podstawowym komputerem w ofercie Apple. Co więc z Airem? Można albo obniżać jego cenę w nieskończoność, albo szarpnąć się na kolejną rewolucję. Dodając ekran Retina otrzymamy komputer jeszcze bardziej zbliżony do aktualnego Pro. Można natomiast pójść w drugą stronę i sprzęt radykalnie odchudzić. Tym właśnie mógłby być być 12-calowy model. Powrotem do korzeni, kiedy to na pierwszym miejscu stawiana była mobilność. Jeśli rezygnacja z portów ma sprawić, że laptop będzie ważył mniej niż 1 kilogram, to ja jestem za. Do tego mówi się o baterii, która dzięki nowemu procesorowi Intela ma wytrzymać 15 godzin pracy, więc problem, w którym trzeba jednocześnie ładować komputer i telefon z tego komputera będzie raczej rzadkością. Pozostaje zapytać tylko o cenę, która również nie powinna być wygórowana – jak na standardy Apple, oczywiście.

Zasada byłobaby prosta. Chcesz komputer, który będzie uniwersalny, wybierzesz Pro, tak jak teraz. Chcesz komputer, który będzie tak przenośny, jak to jest tylko możliwe, weźmiesz nowego Aira. Dylemat, przed którym wiele staje dzisiaj podczas wybierania laptopa zniknie. Mnie to cieszy i widzę opinie osób, którym zależy na lekkości MacBooka kosztem tych nieszczęsnych portów. Ba! Sam głównie podłączam do swojego Aira słuchawki i ładowarkę, nic więcej.

A osobom, które krzyczą, że laptop bez tradycyjnego USB jest niedorzeczny, proponuję przypomnieć sobie swoją reakcję 7 lat temu na komputer bez napędu DVD. Moja wyglądała o tak.

51

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel