Hej, Siri, weź się za siebie!

11/01/2015, 22:13 · · · 28

Oficjalnie pojawiła się na naszym świecie trzy lata temu, wraz z iPhone’em 4s. Przez rok funkcjonowała w trybie beta, aby rozwinąć skrzydła i pomagać nam każdego dnia. Pamiętacie ją jeszcze? To Siri, wirtualna asystentka wbudowana w każdego nowego iPhone’a i iPada.

Doskonale pamiętam swoje zafascynowanie tą usługą w 2011 roku. Od zawsze wierzyłem, że rozmawianie z telefonem czy komputerem to przyszłość. Męczyłem się z rozpoznawaniem podstawowych komend głosowych w Motoroli E398, później w Sony Ericssonach, aż wreszcie przyszedł czas na iPhone’a 3GS. Komendy głosowe obsługiwały język polski, jednak były bardzo ograniczone – nie można było, na przykład, poprosić o odtworzenie konkretnej piosenki czy przeczytanie powiadomień, które przyszły.

Ten problem rozwiązała Siri. Sam nigdy iPhone’a 4s nie miałem, więc z jej usług korzystałem na zjailbreakowanym modelu 4. Ustawiałem za jej pomocą budziki na rano, prosiłem o przeliczanie jakichś dziwnych wartości, sprawdzałem pogodę czy kontrolowałem muzykę. Siri robiła dokładnie to, czego od niej oczekiwałem – nawet pomimo że była w wersji beta. Po jakimś czasie musiałem zrezygnować z Jailbreaka, a co za tym idzie, z Siri. Dopiero gdy przesiadłem się na „piątkę”, w kilka dni po zakupie przypomniałem sobie o asystentce i na nowo zacząłem z niej korzystać.

Dzisiaj ona po prostu jest. W iPhonie, w iPadzie. Dalej ustawiam za jej pomocą budziki, sprawdzam pogodę, dodaję wydarzenia do kalendarza czy kontroluję muzykę; niewiele się zmieniło. Oczywiście, Siri nauczyła się pytać, czy „jutro” powiedziane w środku nocy oznacza faktycznie jutro, czy może następny poranek. Można też ją wywołać bez naciśnięcia przycisku Home, po prostu krzycząc „Hey Siri!”. Siri potrafi teraz też pamiętać kontekst niektórych rozmów. Właśnie, niektórych. Mogę zapytać, jak daleko jest do Vancouver i potem poprosić o pokazanie pogody w tym mieście, ale próba zapytania o nazwisko prezydenta USA i jego wzrost w następnym pytaniu kończyła się wyszukiwaniem w internecie wzrostu USA. Nie o to mi chodziło, Siri.

Dlaczego to może być teraz problemem? Z prostego powodu. iPhone nie jest już jedynym telefonem, który potrafi mówić. Google Now od kilku lat wojuje na rynku, a od niedawna Microsoft wysławia swoją Cortanę. Obie propozycje mają dwie wspólne cechy, których w Siri mi brakuje.

Po pierwsze, wspomniany już kontekst. Tak, Siri go względnie ogarnia, ale ciągle nie jest to poziom Google Now. Tam mogę zadawać pytanie za pytaniem i telefon pamięta, o czym mówiłem na samym początku. Zdecydowanie ułatwia to korzystanie z asystenta.

Po drugie, słowo „asystent”. Siri mówi, Siri słucha i wykonuje polecenia – nic poza tym. Konkurencja potrafi sprawdzić kalendarz, sprawdzić natężenie ruchu i automatycznie przypomnieć, że musimy wyjść na spotkanie za 10 minut, bo inaczej się spóźnimy. Każde otworzenie Google Now czy Cortany sprawia, że widzę ostatnie wiadomości z interesujących mnie tematów czy pogodę na dworze, a także nadchodzące wydarzenia. To jest prawdziwy inteligentny asystent!

Wreszcie, Cortana nie jest bierna w przeciwieństwie do propozycji Apple. Uczy się naszych preferencji, dzięki temu prosząc o znalezienie restauracji meksykańskiej w okolicy, dostaniemy taką, która nam się spodoba. Wisienką na torcie jest możliwość poproszenia o przypomnienie konkretnej rzeczy, gdy rozmawiamy z daną osobą. Dlaczego tyle trzeba było czekać, aż ktoś na to wpadnie? Nie wiem.

Nie zrozumcie mnie źle: Siri jest świetnym produktem. Korzystam z niej praktycznie codziennie i robię to instynktownie. Tylko mając dostęp do produktów konkurencji, widzę potencjał i niewykorzystane szanse. Mam wrażenie, że Apple traktuje ją trochę jak iPada. „Wymyśliliśmy to i niech leży, może coś z tego będzie”. W przeciwieństwie do tabletów, tutaj alternatywne rozwiązania dla Siri działają naprawdę dobrze, jeśli nie lepiej. Siri, weź się za siebie!

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2014



28

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel