MacBook (2015) – pierwsze wrażenia

17/04/2015, 22:00 · · · 34

Półtora roku, tyle czasu minęło od pojawienia się pierwszych plotek na temat 12-calowego MacBooka do wprowadzenia urządzenia do sprzedaży. Doba, tyle czasu minęło odkąd wyjąłem go z pudełka.

Na nowego MacBooka przesiadłem się z drugiej iteracji drugiej generacji 13-calowego MacBooka Air (dokładnie chodzi o model z połowy 2011 roku). Powód był prosty – zamarzył mi się mniejszy komputer, ale jednocześnie nie chciałem rezygnować z obszaru roboczego dostępnego w 13-calowym Airze, więc przesiadka na mniejszy model nie wchodziła w grę. Dodatkowo zaczęły pojawiać się problemy, których się nie spodziewałem ponad 3 lata temu: komputerowi wyraźnie brakowało pamięci RAM. 12-calowy MacBook zapowiadał się więc idealnie. Jak już wspominałem, z laptopem spędziłem dopiero dzień, więc poniżej znajdziecie jedynie najpierwszniejsze wrażenia. Pełna recenzja pojawi się w następnym numerze iMagazine.

Rozmiar i waga

IMG_7742

Nowy MacBook waży 920 gramów, a w najgrubszym miejscu mierzy 13,1 milimetra. To jest moment, w którym warto sobie uświadomić jak niewielkie są te wartości. Dla przykładu, pierwszy iPad miał 13 milimetrów grubości. Co do wagi to powiem tylko tyle, że paczka z komputerem ważyła mniej, niż 15-calowy MacBook z wyświetlaczem Retina. Obłęd. Laptopa można bezproblemowo podnieść dwoma palcami. Co najważniejsze, przy swojej lekkości nie wydaje się być delikatnym. Obudowa nie wygina się, a cała konstrukcja sprawia wrażenie naprawdę solidnej.

Ekran

To jest mój pierwszy Mac z wyświetlaczem Retina. 12-calowy panel o rozdzielczości 2304×1440 na pierwszy rzut oka oferuje żywe i nieprzerysowane kolory. Również kąty widzenia nie pozostawiają wiele do życzenia. Jak już wspominałem, chciałem zachować obszar roboczy 13-calowego MacBooka Air, więc od razu przestawiłem rozdzielczość na 1440×900 punktów. Naturalnie, wszystkie elementy są mniejsze, ale nie mam problemów z czytelnością. Posiadacze 13-stek będą czuli się jak w domu.

Warto dodać, że rozdzielczość domyślnie jest ustawiona na odpowiednik 1280×800 (a nie 1152×720 jak początkowo sądziliśmy), dzięki czemu obszar roboczy odpowiada temu dostępnemu w 13-calowym MacBooku Pro.

Klawiatura i gładzik

klawiatura

Zarówno klawiatura, jak i gładzik w MacBooku to zupełnie nowe konstrukcje stworzone specjalnie dla tego modelu.

Klawiatura w porównaniu do poprzedniej wyróżnia się większymi klawiszami oraz innym mechanizmem pod nimi. Apple nazywa go mechanizmem motylkowym i w teorii ma zapewniać znacznie większą precyzję podczas pisania.

A w praktyce? W praktyce nowa klawiatura jest świetna. Klawisze nie wciskają się tak głęboko, jak w Airze, ale pomimo to czuć, że wcisnęliśmy konkretny znak. W moim przypadku wystarczyło niecałe pół godziny, żebym zaczął na niej pisać równie szybko, co na dotychczasowych klawiaturach Apple.

Mamy też nowy gładzik nazwany Force Touch. Moim zdaniem dużo lepszą nazwą byłoby Magic Touch. Jeśli ktoś korzysta z nowego MacBooka, to prawdopodobnie nie zauważy różnicy w porównaniu ze standardowym gładzikiem od Apple. Jest duży, wygodny, świetnie interpretuje gesty. Jednak w momencie gdy komputer zostanie wyłączony, ten sam użytkownik zda sobie sprawę, że szklanej tabliczki nie można nacisnąć.

Wykonując pojedyncze kliknięcie gładzik rozpoznaje, że napieramy na powierzchnię z większą siłą, niż w przypadku zwykłego pacnięcia i za pomocą wibracji symuluje kliknięcie. Jeśli z kolei naciśniemy na gładzik z siłą większą, wykonamy Force Click, o którym pisałem wcześniej. I o ile z początku uznawałem to za zbędny bajer, tak powoli przyzwyczajam się do używania Force Click w coraz to nowych sytuacjach.

Warto wspomnieć, że w nowym MacBooku Apple pozbyło się gestu przeciągnięcia trzema palcami. Polegał on na tym, że przesuwając trzema palcami po gładziku można było osiągnąć ten sam efekt, co przesuwanie myszą z wciśniętym przyciskiem (czyli, np. zaznaczanie tekstu lub przesuwanie okien). Odtwarzając kopię zapasową z poprzedniego komputera udało mi się przywrócić gest.

Jeden port USB-C

Jeśli miałbym wskazać na jedną, najbardziej kontrowersyjną cechę nowego MacBooka to zdecydowanie byłby to pojedynczy port USB-C. Służy on do ładowania urządzenia oraz podłączania wszelkich peryferiów, od urządzeń wskazujących, aż po monitory.

W zestawie z komputerem nie dostajemy żadnej przejściówki. Koszt podstawowej (USB-C do USB-A) to 79 złotych i nie wyobrażam sobie zakupu tego laptopa bez niej. Podłączenie dysku, telefonu, czegokolwiek wymaga właśnie tej przejściówki. Większym problemem może okazać się jednak obecność tylko jednego portu. Dla przykładu, podczas odtwarzania kopii zapasowej z dysku zewnętrznego komputer poprosił o podpięcie do ładowania. Oczywiście, coś takiego jest niemożliwe, więc kolejne prawie dwie godziny spędziłem błagając go, żeby nie rozładował się podczas procesu migracji.

Wiele osób narzeka również na wydajność MacBooka (mimo, że komputera nigdy nie widzieli na oczy). Póki co nie mogę podzielić ich zdania. Wszystko śmiga, aż miło. Jednak na wydajność zwrócę uwagę podczas kolejnych dni i na pewno opiszę temat szerzej w pełnej recenzji. W niej również pojawią się jakiekolwiek dane na temat baterii. Jedyne co mogę dzisiaj powiedzieć to, że jest lepiej niż w MacBooku Air z 2011 roku.

Komentarze są do Waszej dyspozycji.

34

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel