iMagazine

Apple Watch – pierwsze wrażenia z przymierzania

22/04/2015, 09:13 · · · 5

Dnia 11/04/2015 odbyłem podróż do Apple Store w Niemczech, aby przymierzyć Apple Watcha i przy okazji poznać go trochę bliżej. Spędziłem z nim w sumie niecałą godzinę – kwadrans na przymierzaniu, kwadrans z modelem zamocowanym na stałe do wystawki i kilkanaście minut podziwiając całą kolekcję, w tym modele Edition.

Najbardziej zaskoczyły mnie dwie rzeczy – to jak Apple Watche wyglądają na wystawie oraz jak na ręce danej osoby. Skrajnie różnie odebrałem je w tych dwóch środowiskach, na tyle że wpłynęłoby to na wybór przy decyzji zakupowej.

IMG_1567

Moje pierwsze typy wybierałem jeszcze przez stronę Apple. Od razu odrzuciłem srebrnego Sporta i zdecydowałem się na odcień Space Grey. Niestety wiele osób podzielało moje zdanie, więc ponownie je zmieniłem – doszedłem do wniosku, że wezmę podstawowego stalowego Apple Watcha z czarnym gumowym paskiem. Wróć! Fluoelastomerowym! Moje opinie jednak zmieniły się przy pierwszym spotkaniu “w cztery oczy”…

IMG_1571

Specjalny stół demonstrujący wszystkie modele zegarków w Apple Store można łatwo przegapić, bo często jest szczelnie obstawiony przez zwiedzających/kupujących (niepotrzebne skreślić). Za jego szybą jednak znajdziemy wszystkie możliwe kombinacje zaakceptowane przez Apple – oczywiście odradzają łączenia stalowych bransolet z aluminiowym zegarkiem, co w pełni popieram. Takie kombinacja (a może kombinowanie?) po prostu nie wygląda dobrze. To właśnie tutaj wrażenie zrobił na mnie model Edition z czarnym gumowym (wróć, fluoelastomerowym!) paskiem. Nienagannie podświetlony wyglądał znacznie bardziej elegancko niż na zdjęciach, na tyle że przez moment nawet go zapragnąłem. Różowe złoto dla kontrastu zupełnie mi się nie podobało, pomimo iż zdecydowanie preferuję ten odcień tego drogocennego kruszca. Bardzo negatywne wrażenie też odniosłem patrząc na Apple Watch Sport w kolorze Space Grey – za szybą dla moich oczu wyglądał tragicznie. Srebrny dla kontrastu robił znacznie lepsze wrażenie. Najlepiej jednak prezentował się model stalowy, szczególnie w połączeniu ze stalową bransoletą. Jego Darth Vaderowa wersja Space Black już nie – odniosłem nawet gorsze wrażenie niż z aluminiowym Space Grey.

IMG_1578

Po parunastu minutach w końcu nadeszła moja kolej na przymierzenie Apple Watcha. Do tego całego rytuału wkręciła się też moja żona – w zasadzie to sam ją do tego namówiłem. Wybrała stalowy model 38 mm ze skórzanym Modern Buckle w kolorze bladego różu i brązu. Sam zegarek wyglądał na jej nadgarstku absurdalnie – był po prostu za duży. Tradycyjne zegarki zazwyczaj mają lekko wygięte koperty i są niższe przy brzegach niż na środku. Apple Watch takim nie jest. Sam Modern Buckle miał ciekawe zapięcie na magnesy, ale wspólnie odebraliśmy go bardzo negatywnie – skóra była za cienka i za “tania”. Raczej przypominała mi coś co mógłbym spotkać na zegarku za “stówkę”, a nie na sprzęcie wartym blisko trzy tysiące złotych. Jako, że Iwona się zniechęciła to ja przystąpiłem do wybrania trzech modeli, które mnie interesowały – takie jest domyślne ograniczenie na każdą piętnastominutową sesję. Numerem jeden u mnie był model, który sam zamówiłem – stalowy 42 mm Apple Watch z czarnym gumowym (wróć!) paskiem. Na drugi ogień poszedł… zresztą zrobiłem listę.

blogPW2_1632_2000px

  1. Apple Watch – 42 mm – Black Sport Band – Po pierwsze, model stalowy sprawia jednak znacznie lepsze wrażenie niż aluminiowy. Iwona określiła go jednoznacznie: “Nie wygląda tanio!” Kobiety często lepiej się na takich rzeczach znają, więc staram się brać jej opinie pod uwagę. A sama gumowa (fluoelastomerowa!) opaska sprawiła mi ogromne zaskoczenie. Nabijam się z nazwy użytej do określenia materiału z jakiego została wykonana już od dłuższego czasu, ale słowo “gumowa” naprawdę nie oddaje tego jak aksamitna jest w dotyku. Bardzo przyjemnie odebrałem ją też na skórze i to pomimo że sposób jej montażu wydaje się być frustrująco trudny – być może z czasem każdy znajdzie jakiś sprytny sposób, ale pracownicy Apple Store’a jeszcze tego nie opanowali. Jason Snell ostatnio raportował, że nadgarstek się pod nią poci, czego nie doświadczyłem osobiście – zobaczymy jak sprawdzi się na co dzień, ale pierwsze wrażenia potwierdzają, że dokonałem właściwego dla siebie wyboru.
  2. Apple Watch – 42 mm – Milanese Loop – To bransoleta, której byłem najbardziej ciekawy. Stalowa siatka, wyglądająca na misternie tworzoną we włoskiej rodzinnej manufakturze przez stareńką babusię na kolanie, przeraźliwie mi się podobała na zdjęciach i filmach Apple. Zobaczenie jej na żywo jednak całkowicie odmieniło moją percepcję – siatka jest znacznie drobniejsza na żywo i sprawia wrażenie jeszcze bardziej kobiecej. Pomimo że nie rwała mi włosów na nadgarstku to jej obecność nie była specjalnie miłym doświadczeniem. Nie ukrywam, że zawiodłem się, bo zamierzałem taką dokupić w późniejszym terminie. Pozostaje mi już tylko wspomnieć, że magnes działa lepiej niż się spodziewałem – raczej nie będzie się “luzowała” w trakcie dnia, a zakładanie i zdejmowanie jej jest bajecznie proste.
  3. Apple Watch – 42 mm – Leather Loop – Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że skórzana opaska magnetyczna tak bardzo spodobała mi się na żywo. Na zdjęciach wyglądała (dla moich oczu) tragicznie. Fakt, że teraz podoba mi się tylko odcień czarny, bo reszta zupełnie nie trafia w moje gusta, ale zarówno skóra jak i to jak całość leży na nadgarstku odebrałem bardzo pozytywnie. Skóra nie jest specjalnie gruba, ale też nie może taką być – jednocześnie sprawia znacząco lepsze wrażenie niż Modern Buckle. Prostota dopasowania jej do ręki jest analogiczna do Milanese Loop i podejrzewam, że zdecyduję się na nią w przyszłości. Oczywiście pod warunkiem, że przekonam się do Apple Watcha.

IMG_1575

Niestety nie udało mi się przymierzyć Linked Loop – metalowej bransolety, za którą tradycyjnie nie przepadałem, ale której wykonanie sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Udało mi się natomiast na chwilę na nadgarstek założyć Sporta w Space Grey – o ile w gablocie sprawiał tandetne wrażenie to na ręce już niekoniecznie. To byłby mój drugi wybór po modelu stalowym.

Hardware to oczywiście tylko połowa zabawy – sam iOS w wersji Apple Watch’owej kryje kilka ciekawych tajemnic. Po pierwsze, telefony na wystawie nie były przeładowane aplikacjami i w dosłownie dwóch sytuacjach zauważyłem lagowanie interfejsu – raz przy próbie złapania sygnału GPS i raz przy kręceniu cyfrową koronką jak szalony. Spodziewam się, że w praktyce po zainstalowaniu rozsądnej ilości aplikacji nie powinno być to powodem do niezadowolenia, ale okaże się to dopiero po zrealizowaniu przez Apple mojego zamówienia.

IMG_1572

Cyfrowa korona w pierwszym momencie wydawała mi się nieintuicyjna. Po co mi coś, skoro to samo mogę zrobić dotykając ekranu? Jednak już po paru chwilach wygrał fakt, że manipulując pokrętłem nie zasłaniam tego ostatniego, a to ma znacznie. Same wrażenia z obsługi koronki również mam pozytywne – zaskakująco dobrze dobrali opór z jaką się obraca i mam tylko nadzieję, że nie podzieli losu psujących się przycisków w iPhone’ach.

IMG_1573

Interakcja z iOS-em na Watchu nie powinna nikomo sprawiać większych problemów, ale potrzeba paru minut na poznanie jego specyfiki – to nie iPhone. Na poznanie wszystkich funkcji kieszonkowego komputera Apple mieliśmy zresztą wiele lat, a pierwsza jego generacja była przecież prosta niczym… Wy już wiecie co! W przypadku Watcha Apple zdecydowało się mu dać jednak zaskakująco wiele funkcji – komunikację poprzez emoji, wirtualno-fizyczny dotyk, przekazywanie tętna, Siri, wysyłanie wiadomości audio i dyktowanie. Do tego oczywiście dochodzi cały moduł fitnessowy oraz ten z pozoru najmniej potrzebny – zegarek, który podobnie jak wcześniej funkcja dzwonienia, stał się jedynie programem. Pomijam oczywiście aplikacje deweloperów, które jeszcze więcej wniosą do tego świata.

Apple Watch obecnie posiada dziewięć tarcz – miało być jedenaście, ale dwie najfajniejsze wyleciały prawdopodobnie z powodu zbyt dużej prądożerności. Każdą z nich można modyfikować dodając lub odejmując pewne informacje. Tak zwane “complications”, pochodzące ze świata horologii, obejmują możliwość dodania do tarczy następujących informacji: alarmu, fazy księżyca, minutnika, kalendarza, giełdy, pogody, funkcji fitnessowych, stopera, innej strefy czasowej lub wschodu i zachodu słońca. Ponadto można manipulować odcieniem tarczy oraz jej kolorami. Od razu Wam podpowiem, że większość czasu spędziłem właśnie na modyfikowaniu wyglądu zegarków. To autentycznie wciąga i mam nadzieję, że w przyszłości stworzą kolejne, być może przy współpracy znanych projektantów lub producentów zegarków.

IMG_1576

Z poziomu zegarka można również dostać się do Glances – krótkich powiadomień na temat najważniejszych dla danego użytkownika informacji. Mogą to być aktualne notowania giełdowe, wyniki meczów sportowych czy informacje o następnym spotkaniu w kalendarzu. Są w każdym razie dostępne tylko z poziomu zegarka – w innych aplikacjach lub z ekranu “domowego” nie wywołamy ich gestem do góry od dolnej krawędzi ekranu. To o tyle ciekawa zmiana, że dotychczas na iPhonie czy iPadzie to lista aplikacji jest naszym homescreenem – Apple Watch od tego odchodzi i w systemie go miejsce jest zastąpione zegarkiem. Do nowego Force Touch, czyli wykrywania siły nacisku na ekran, również przywykłem po paru minutach.

Nauka nawigowania UI za pomocą przycisków z boku koperty była bardzo szybka. Naciśnięcie koronki otwiera nietypowy ekran z listą aplikacji, która dla niektórych może być irytująca. Nie miałem problemów z trafianiem w mikroskopijne ikony, ale inni już nie mieli tyle szczęścia – zakładam, że w tej kwestii najbardziej sprawni pozostaną najmłodsi. Dwukrotne wciśnięcie koronki z kolei wywołuje Siri. Pod nią znajdziemy również przycisk do otwierania listy znajomych, a jego dwukrotne wciśnięcie aktywuje nieaktywne w Polsce Apple Pay. Całość naprawdę szybko wchodzi w krew i to pomimo, że ten drugi przycisk żywo przypomina sleep/wake z iPhone’a.


Doświadczenia z Apple Watchem oraz czytanie wrażeń innych osób nauczyły mnie jednego – to rzeczywiście najbardziej osobiste urządzenie ze wszystkich, które Apple stworzyło, ale z innego powodu niż im się wydaje. Każdy z nas ma po prostu inne oczekiwania i potrzeby, inny zmysł estetyki, a do tego chciałby, aby każde akcesorium pasowało do jego lub jej stylu. Dlatego polecam każdemu odwiedzenie najpierw Apple Store’a (niekoniecznie tego w Dreźnie), aby go przymierzyć i dopasować do indywidualnych potrzeb.

Niestety Apple nie przewidziało wszystkiego – w ich sklepach brakuje luster dla osób interesujących się modą bardziej niż typowy geek.

5

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.

morid1n

Dodaj komentarz

Michał Ostrowski napisał(a):

Bardzo fajny i ciekawy art :)
„Apple Watch obecnie posiada dziewięć tarcz – miało być jedenaście, ale dwie najfajniejsze wyleciały prawdopodobnie z powodu zbyt dużej prądożerności.” Które z tarcz wyleciały?

igru napisał(a):

Dwie najfajniejsze :)
A tak na serio to też chciałbym wiedzieć

Moridin napisał(a):

Big Ben time lapse i jeszcze jedna – nie pamiętam teraz.

Wojciech Mjka napisał(a):

Wydaje mi się że wyleciały te dwie. Ta po lewej miała chyba pokazywać zmieniające się nasze zdjęcia (nie jestem tego pewny), a ta po prawej zmieniający się krajobraz wraz z upływem czasu. miał tam być nie tylko Londyn ale również był pejzaż Alaski. Obejrzyjcie sobie filmik z prezentacji Watch’a z września zeszłego roku.https://www.youtube.com/watch?v=y-waTi8BPdk
Od 6:25 prezentują wszystkie tarcze.

Red napisał(a):

Mimo posiadania kilku urządzeń z jabłkiem na obudowie Apple Watch to bedzie pierwszy gadżet który zignoruje z premedytacją.

Jeśli chcesz wesprzeć redakcję iMagazine, podoba Ci się nasza praca, to zapraszamy do iMag Weekly

dołącz

W archiwum iMag Weekly znajdziecie ponad 500 felietonów, artykułów, recenzji, opisów, przepisów oraz relacji z podróży – w sumie do przeczytania jest ponad 500 tysięcy słów. Wykupienie dostępu do niego jest „dożywotnie” (czyli tak długo jak będzie funkcjonował iMagazine) i wystarczy to zrobić raz. Nasz tygodnik był wydawany do dnia 27/01/2017.

Osoby, które miały wykupioną jakąkolwiek subskrypcję otrzymały pełny dostęp do archiwum.