Recenzja Eizo EV3237 – Retina w 32″

05/05/2015, 20:27 · · · 1

Na rynku zaczęło się pojawiać coraz więcej monitorów 4K z wyższej półki. Akurat wtedy, kiedy wsparcie dla nich w OS X zaczęło być znośne i działać tak, jak powinno. No prawie…

Nie ukrywam, że z ogromnym entuzjazmem podszedłem do tematu tego Eizo. Pomimo że to seria Flexscan, czyli przeznaczona do „biurowych” zastosowań, to nie mogłem się doczekać, żeby go rozpakować. Niech tego świadectwem będzie fakt, że jeśli z jakiegoś powodu zdejmuję monitor z biurka, to korzystam z okazji i je szczegółowo myję. Tym razem nie było na to czasu.

Eizo-EV3237-00002

4K, ale czy Retina?

Eizo EV3237 ma panel IPS o przekątnej 31,5″ – wartość tę zaokrąglono do pełnych 32″ dla wygody. Na tej powierzchni mieści się 3840×2160 pikseli, czyli czterokrotnie więcej niż na ekranie Full HD o rozdzielczości 1920×1080 px. Tylko jak to wykorzystać, aby wszystko na ekranie nie było maleńkie i ledwo widoczne? Właśnie po to jest HiDPI.

Na ekranach, które nie są klasyfikowane jako Retina lub HiDPI, każdy fizyczny piksel na odpowiada jednemu wirtualnemu punktowi generowanemu przez system operacyjny. Tradycyjnie więc, jeśli OS X generuje 1920×1080 wirtualnych punktów, to są one wyświetlane przez 1920×1080 – czyli w stosunku 1:1 – fizycznych pikseli. Retina w przypadku komputerów działa dokładnie tak samo jak na iPhone’ach czy iPadach. OS X nadal wyświetla tyle samo punktów, na przykład 1920×1080, ale ekran wykorzystuje aż cztery fizyczne piksele do wyświetlenia ich na ekranie monitora.

Uwaga: Nie można tego porównać do wyświetlania na przykład rozdzielczości 1680×1050 px na monitorze 1920×1080 px – technologii używanej od lat. W przypadku Retiny używane są inne grafiki, o czterokrotnie wyższej rozdzielczości, dzięki czemu wszystko jest nadal ostre jak żyletka. Jeśli nie wyjaśniłem tego dostatecznie, to proszę o kontakt – napiszę na ten temat osobny artykuł w przyszłości.

W dzisiejszych czasach przyzwyczaiłem się do obszaru roboczego posiadającego 2560×1440 punktów. Taki zazwyczaj wyświetla się na ekranach 27″, jak chociażby iMac 27″ czy Eizo CG271, którego recenzję znajdziecie w poprzednim numerze iMagazine 12/2014. Aby osiągnąć pełną „Retinę”, czyli wykorzystanie czterech fizycznych pikseli do wyświetlenia jednego punktu obszaru roboczego, potrzebny jest niestety panel 5K o rozdzielczości 5120×2880 – nowy iMac Retina 5K taki ma. Niestety, ta technologia prędko nie trafi do monitorów zewnętrznych, bo nie ma kabla, który jest w stanie przenieść taką ilość informacji (Apple stosuje sztuczkę i może sobie na to pozwolić, ze względu na zamkniętą konstrukcję iMaca) oraz brakuje też wspierających ją kart graficznych. W takiej sytuacji pozostaje zdecydowanie się na 2560×1440 pt wyświetlanych na 3840×2160 px – jak łatwo policzyć, mnożnik wynosi 1,5 – czyli półtora fizycznego piksela odpowiada za wyświetlenie jednego punktu obszaru roboczego. Apple ma jednak na to patent. OS X, przy obszarze 2560×1440 punktów (pt), renderuje 60 klatek na sekundę, każda w rozdzielczości 5120×2880. Te klatki są następnie zmniejszane i wyświetlane na 3840×2160 pikselach. Taki zabieg powoduje, że wszystko nadal wygląda zaskakująco dobrze i ostro, chociaż osoby z lepszym wzrokiem mogą dostrzec pewną miękkość obrazu. Alternatywą jest przełączenie się na żyletę, jaką jest 1920×1080 pt, ale ta opcja nie dostarcza mi wystarczającej przestrzeni na okna dla moich potrzeb.

W (baaaaaardzo!) dużym skrócie, to tak jakbyśmy zrobili dwa zdjęcia – jedno aparatem 4 Mpix, a drugie 8 Mpix – i oba wydrukowali na kartce A4. Na tym pierwszym będzie widać piksele, a na drugim już nie (lub nie tak bardzo).

Eizo-EV3237-00001

OS X, SST, MST i 60 Hz

Dostępne na rynku monitory 4K dzielą się na dwie kategorie – SST lub MST. Przykładem pierwszej jest bohater tej recenzji – niewiele jest obecnie tego typu konstrukcji na rynku. Drugi to przykładowo Dell 28″ z panelem 4K. SST oznacza Single Stream Transport – w takiej sytuacji Mac widzi monitor jako jeden ekran. MST to Multi Stream Transport i Mac widzi go jako dwa monitory, każdy o rozdzielczości 1920×2160. System i karta graficzna dostarczają mu wtedy dwa obrazki, które monitor następnie skleja w jedną całość. Oczywiście warto zdecydować się na SST, a nie korzystać z półśrodków.

Obecnie monitory mają kilka typów złączy – najczęściej DVI, HDMI i DisplayPort. Te dwa pierwsze pozwalają, w przypadków Maców, na zapewnienie jedynie odświeżania 30 Hz. Oznacza to, że OS X wyświetla 30 klatek na sekundę – to może i dobre w przypadku kina (domowego), ale nie da się na czymś takim komfortowo pracować. Nawet gdy przesuwamy kursor po ekranie, skacze on tak, jakby komputer nie nadążał za nami, pomimo że tak wcale nie jest. Warto zatem skorzystać z kabla DisplayPort do Mini DisplayPort, aby móc osiągnąć 60 Hz. Warunkiem jest korzystania z kabla „high bitrate” (oznaczenie HBR2) lub wspierającego standard DisplayPort 1.2. Tylko taki kabel potrafi przenieść odpowiednią ilość informacji. Niestety nie jest łatwo taki kabel kupić, o czym przekonałem się na własnej skórze. Na szczęście Eizo w swojej ofercie ma odpowiedni – w komplecie z monitorem dostarczany jest DisplayPort do DisplayPort, którego nie podłączymy do Maca, a przejściówek wspierających DP 1.2 też nie ma.

Jak już uda spełnić się powyższe wymagania i uzyskamy obraz o rozdzielczości 4K przy 60 Hz, to niestety napotkamy kolejną przeszkodę, a jest nią sam OS X. W tej chwili oficjalnie wspierane są tylko następujące modele monitorów 4K z SST przy 30 Hz: Sharp PN-K321, ASUS PQ321Q, Dell UP2414Q, Dell UP3214Q i Panasonic TC-L65WT600. Dla 50 Hz dodatkowo dodano LG 31MU97. 60 Hz oficjalnie nie jest wspierane. Ale działa. Dopóki nie uśpimy komputera… Po wybudzeniu, na prawym boku pojawia się poszarpany obraz, który można wyeliminować przez:

  • przełączenie rozdzielczości na inną i przywrócenie tej, którą chcemy;
  • wyłączenie i włączenie monitora, aby od nowa zestawił połączenie;
  • obrócenie ekranu w Preferencjach systemowych, na przykład o 180° i ponowne przywrócenie do prawidłowego ustawienia;
  • skorzystanie z aplikacji SwitchResX i ustawienie na sztywno customowej rozdzielczości przy 50 Hz.

Niestety, nie jest to idealne rozwiązanie i nie pozostaje nic innego jak czekać, aż Apple w końcu obudzi się i stwierdzi, że rynek poszedł do przodu. Wątek na forach dyskusyjnych firmy z Cupertino osiągnął już dwadzieścia jeden stron i ponad trzysta odpowiedzi – może ktoś go wkrótce zauważy…

blogTS1_9693_2000px-2

EV3237

Jeśli czytaliście moją recenzję Eizo CX-271, to zapewne zauważyliście, że nie przepadam za designem propagowanym przez tę firmę. Ich produkty dotychczas były dużymi, plastikowymi klocami. Oczywiście powodów należy szukać w elektronice sterującej, która zajmuje więcej miejsca niż komputer, który mieści się za ekranem iMaca. Na szczęście, w przypadku EV3237 po raz pierwszy spotkałem się z lekkością, a przynajmniej w porównaniu do ich wcześniejszych modeli. Monitor jest znacznie cieńszy i lżejszy, a jednocześnie nadal bardzo zaawansowany technologicznie. Co więcej, podoba mi się!

Matryca IPS, w odróżnieniu od innych Flexscanów, ma większy gamut niż sRGB, ale nie pokrywa pełnego AdobeRGB. W tym pierwszym przypadku pokrycie wynosi 129%, a w drugim 89% – jest to więc pierwszy szerokogamutowy Flexscan. Zaskakujące jest jednak co innego – równomierność podświetlenia w tej klasie prawdopodobnie nie ma sobie równych, oczywiście poza profesjonalnymi monitorami do fotografii i podobnych zastosowań. Zresztą jedyni konkurenci, oferujący ten poziom obrazu, to obecnie dwukrotnie droższy NEC PA322UHD i Eizo CG318-4K.

Na początku, przy pierwszym poznaniu, martwiłem się, że 32″ będzie stanowczo za dużą powierzchnią do ogarnięcia wzrokiem. W praktyce jednak przyzwyczaiłem się do niej po godzinie, a następnego dnia z politowaniem patrzyłem już na mojego malusieńkiego 27″ LCD. Pierwsze kroki rozpocząłem zresztą od obszaru roboczego, odpowiadającego 2560×1440 pikselom – do dziś to moja ulubiona rozdzielczość. OS X ponadto oferuje możliwość ustawienia następujących:

  • 1280×720 @3×
  • 1920×1080 @2×
  • 2560×1440 @1,5×
  • 3008×1692 @1,28×
  • 3840×2160 @1×

Ta ostatnia, natywna dla panelu, jest praktycznie nieużywalna. Wszystko jest na niej maleńkie i nieczytelne. Druga od dołu wydaje się idealnym kompromisem do retuszu zdjęć w Lightroomie – suwaki i ustawienia są na tyle duże, że można z nich normalnie korzystać, a moje 12-Mpix zdjęcia mieszczą się w 1:1 na ekranie, bez ich pomniejszania (to kolejna cecha HiDPI – zdjęcia i wideo, w odróżnieniu od elementów UI, tekstu i innych rzeczy, wyświetlane są 1:1, pomimo że reszta interfejsu ma inny współczynnik). Na co dzień, jak już wspominałem, preferuję 2560×1440 pt. Z kolei 1920×1080 daje tak niesamowicie ostry obraz, że nie można go nie brać pod uwagę, jeśli ktoś jest gotowy na kompromis w postaci mniejszej przestrzeni ekranowej. Pierwszy z listy tryb jest natomiast dla mnie kompletnie niezrozumiały – może dodano go, aby zachować symetrię w ikonach odpowiedzialnych za poszczególne rozdzielczości w Preferencjach systemowych… lub dla osób zmuszonych nosić okulary, które są adaptacją elementów szkła, na których tradycyjnie spoczywa napój wysokoprocentowy.

Dodatkowe funkcje

Ten model Eizo ma kilka ciekawych funkcji sprzętowych i programowych. Pierwszą jest niewątpliwie fakt, że ma hub USB 3.0 z trzema portami. Miłym dodatkiem jest to, że jeden z nich może nawet naładować iPada. Można go dodatkowo w menu ustawić jako „charge only” – zapewnia wtedy jeszcze większe natężenie prądu, dzięki czemu szybciej się naładuje, kosztem braku łączności z komputerem.

EV3237 wspiera też PnP i PiP – Picture by Picture oraz Picture in Picture. Ten pierwszy tryb umożliwia podłączenie do czterech komputerów i wyświetlania ich biurek jednocześnie. Eizo oferuje pięć różnych układów ekranu, wybieranych z menu – na przykład można na dwóch Macach ustawić rozdzielczość 1920×2160 pikseli, aby je zmieścić obok siebie. Albo 3840×1080 px… PiP z kolei nakłada źródło z innego wejścia na obraz główny – teoretycznie więc możemy sobie oglądać telewizję w oknie podczas pracy.

Ten Flexscan dodatkowo ma czujnik ruchu, który wykrywa, czy ktoś siedzi przed monitorem, czy nie. Jeśli nie, to usypia go, aby oszczędzić nam wysokich rachunków za prąd. Niestety, przy moim sposobie pracy, gdzie siedzę praktycznie nieruchomo i jedynie poruszam palcami na klawiaturze podczas pisania, nie był w stanie mnie zlokalizować. Funkcję wyłączyłem, chociaż zapewne wielu osobom przypadnie do gustu.

EV3237 ma też wbudowany czujnik światła, który działa znacząco lepiej niż ten w CX-271, na którego narzekałem (na czujnik, nie na sam monitor). Ma dodatkowo możliwość skonfigurowania minimalnego i maksymalnego poziomu jasności, dzięki czemu każdy może dostosować go do swojego pomieszczenia i oświetlenia.

Na koniec

Na Retinę w rozmiarze XXL czekałem, odkąd pojawił się pierwszy MacBook Pro z takim ekranem. Z niecierpliwością, dodam. Problem w tej technologii jest taki, że jak się ją raz zobaczy w akcji, to nie da się jej „odzobaczyć”. W tej chwili nie jestem w stanie wyobrazić sobie powrotu do ekranu 27″ o rozdzielczości 2560×1440 px. Jednocześnie wiem, że za dwa lub trzy lata pojawią się pierwsze panele 5K, prawdopodobnie w jeszcze bardziej astronomicznych kwotach. To pierwszy ciekawy okres w historii LCD, od czasów odejścia CRT do lamusa.

EV3237, pomimo jego surowej nazwy, urzekł mnie swoim obrazem. Na tyle, że jestem w 99% przekonany, że kupię go do użytku prywatnego. Powstrzymuje mnie jeszcze 1% rozsądku, który pozostał w zakamarkach umysłu, ale wątpię, aby miał jakiekolwiek szanse w tej nierównej walce.

A EV3237? To prawdopodobnie obecnie najlepszy monitor 4K na rynku w tej kwocie.

Dane techniczne

Producent: Eizo
Model: Flexscan EV3237
Matryca: 31,5″, IPS
Rozdzielczość: 3840×2160 @ 30/60 Hz
Wejścia: DP (×2), HDMI (×1), DVI-D (×1)
Hub USB: downstream (×3), upstream (×1)
Głośniki: 1 W + 1 W
Wymiary: 731×578×245 mm
Waga: 10,6 kg
Gwarancja: 5 lat
Cena: 7502 PLN (MSRP)

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2015

1

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.