BeoPlay H8 – recenzja

24/06/2015, 19:00 · · · 7

Świat audio z wyższej półki jest równie tajemniczy i pełen magii jak książki z cyklu „Świat Dysku”. Na własne uszy słyszałem o cewkach we wzmacniaczu, które są nawijane tylko przy pełni księżyca – możecie o tym przeczytać w iMagazine 4/2013.

To jeden bardziej ekstremalnych przykładów, na co dzień można za to spotkać inne, o wiele popularniejsze zabobony. Np. taki, że słuchawki bezprzewodowe są słabe. Jest to na tyle silne przekonanie, że ze świecą ich szukać w ofercie bardziej ambitnych producentów. Jeśli nam na nich zależy, to musimy zadowolić się półką średnią. Inny przykład to aktywne usuwanie szumów tła, które podobno zawsze psuje dźwięk i takich słuchawek nie należy kupować.

blogTS1_9725_2000px

Z oboma tymi zabobonami postanowiła się wreszcie rozprawić firma sprzedająca sprzęt z wyższej półki. Gdyby miał zgadywać, kto to zrobi jako pierwszy, to tego producenta nie uwzględniłbym nawet na swojej wstępnej liście. Zobaczmy, czy zadaniu sprostały słuchawki BeoPlay H8 od Bang & Olufsen.

Stworzenie bezprzewodowych słuchawek wcale nie jest tak łatwe, jak nam się wydaje. W klasycznej konstrukcji mamy pałąk i dwie słuchawki z odpowiednimi membranami w środku. W przypadku wersji bezprzewodowej dochodzi jeszcze wzmacniacz, układ Bluetooth, układ odpowiedzialny za wyciszanie tła, mikrofon oraz bateria i pewnie coś jeszcze. Sporo tego, a wiadomo, że słuchawki muszą być względnie lekkie, bo ciężkie źle leżą na głowie. Muszą być też ładne, jeśli ma się taką renomę jak B&O.

blogTS1_9737_2000px

Sam nie wiem, jak dokonali tego inżynierowie B&O, ale od strony wizualnej wyszło im lepiej, niż mógłbym się spodziewać. BeoPlay H8 zostały zaprojektowane przez wyróżnianego duńskiego projektanta przemysłowego, Jakoba Wagnera. Jeśli znacie inne produkty tego producenta, to na pewno zauważycie podobieństwo do słuchawek H6, które zostały muzycznym produktem roku 2013 iMagazine. Poza tym, że H8 są bezprzewodowe a H6 nie, to zasadniczą różnica jest tu konstrukcja. H6 to większe słuchawki typu over-ear, czyli zakrywające uszy. H8 to on-ear, czyli opierające się na małżowinie usznej. Reszta jest dość podobna. Słuchawki opierają się na pałąku z anodyzowano aluminium, pałąk u góry wykończono bydlęcą skórą, a od środka materiałem mającym zapewnić dobre oddychanie głowy. Poduszki na słuchawkach są zaś wykonane z bardzo delikatnej skóry jagnięcej. To bardzo ważne, bo ten element będzie cały czas dotykał naszych uszu i dużym stopniu zadecyduje o tym, czy wygodnie będzie się nam je nosiło. W czasie zakupu będziemy mogli wybrać jedną z dwóch wersji kolorystycznych – Gray Hazel (szara leszczyna) i Argilla Bright (jasna glina). Miałem możliwość wybrania do testu dowolnej i długo nie mogłem się zdecydować. Obie są świetne. Świetne jest zresztą całe wykonanie. Nawet bardzo chcąc doszukać się jakiegoś mankamentu w wyglądzie, nie udało mi się to. Do tego waga 225 gramów − to niewiele więcej niż klasyczne przewodowe słuchawki.

BeoPlay H8 są naszpikowane elektroniką. Mamy bowiem układ Bluetooth 4.0 z kodekiem aptX i AAC oraz zaawansowany układ wyciszający szumy tła. Ten układ ma dwie bardzo dobre cechy – po pierwsze możemy go wyłączyć, ale jeśli damy mu szansę, to ujawni się jego druga cecha – jest on mało inwazyjny. Oczywiście redukuje szum z otoczenia, ale robi to niesamowicie subtelnie. Nieraz zastanawiałem się, czy redukcja szumu jest włączona czy nie. Musiałem wtedy wyłączyć ją na chwilę, aby szybko się przekonać, że była włączona. W niektórych słuchawkach z podobną funkcją miałem nieprzyjemne wrażenie wpadania do pustej studni. W H8 nic takiego się nie dzieje, świetnie izolują od otoczenia, ale stewardessę krzyczącą „W tym typie samolotu kamizelki ratunkowe znajdują się w schowkach ponad państwa głowami” jednak usłyszymy. To dobrze, bo taka informacja może się nam przydać podczas „mało prawdopodobnego zdarzenia, jakim jest lądowanie na wodzie”.

blogTS1_9734_2000px

To nie koniec elektronicznych gadżetów − jest jeszcze jeden, dotykowy interfejs sterujący ukryty w prawej słuchawce. Za pomocą gestów na aluminiowej obudowie słuchawki możemy zmienić utwór, zrobić głośniej lub ciszej, wyłączyć redukcję szumów lub odebrać telefon – słuchawki działają jako zestaw bezprzewodowy do rozmów. Osoby, które korzystały wcześniej z iPodów z dotykowym kółeczkiem sterującym, od razu zauważą podobieństwo wykonywanych gestów.

Niestety dla mnie ten panel jest minimalnie zbyt mało precyzyjny. Kilka razy zdarzyło mi się wywołać inną funkcję, niż chciałem lub nie wywołać tej, którą chciałem. Na pocieszenie pozostaje fakt, że można go obsłużyć w rękawiczkach.

Za zasilanie całej elektroniki odpowiada bateria o pojemności 800 mAh. Według danych producenta ma to zapewnić 14 godzin działania z włączonym Bluetooth oraz redukcją szumów. W rzeczywistości czas był ten moim zdaniem krótszy i bliższy 10 niż 14 godzinom, ale ja słucham muzyki dość głośno.

W tym wszystkim najlepsze jest to, że nie jesteśmy od tej baterii i elektroniki zależni. Jeśli skończy się nam prąd w baterii, to zawsze możemy je podłączyć zwykłym kablem do najbardziej klasycznego iPoda i pójść dalej, ciągle ciesząc się dźwiękiem.

blogTS1_9729_2000px

To dobry moment, aby o tym dźwięku napisać. Testy oczywiście przeprowadziłem przy użyciu systemu streamingowego WiMP w wersji zapewniającej muzykę w formacie bezstratnym. Na początku odsłuchu warto dobrze umieścić słuchawki na głowie, bowiem w tym typie słuchawek ma to spore znaczenie. Mnie od początku zachwycił środek dźwięku. Jest bardzo precyzyjny, niesamowicie czysty, dynamiczny i buduje szeroką scenę stereo. Większość wokali będzie brzmiała znakomicie, ale równie miłe dla ucha będzie słuchanie audiobooków. Największym zaskoczeniem jest jednak bas. Tony niskie są naprawdę potężne i ciepłe, nie spodziewałem się tego po tych słuchawkach. Jedyna uwaga to taka, że bas będzie brzmiał lepiej w rokowych utworach niż popowych, w których zabraknie mu szybkości. Inaczej jest z górą dźwięku. Ta może czasami wydawać się zbyt metaliczna i drażniąca. Jednak to, co jest wadą, gdy słuchamy jazzu czy rocka, będzie zaletą w muzyce elektronicznej i popie. Dla każdego coś miłego. Co ciekawe, jest naprawdę niewielka różnica między słuchaniem muzyki po kablu i bezprzewodowo. Wprawne ucho może w tym drugim przypadku wychwycić minimalnie mniejszą dynamikę i lekką kompresję słyszalną głównie w dole dźwięku. Patrząc na całokształt, dźwiękowo BeoPlay H8 wypadają na mocne 5/6 − najbardziej brakowało mi czasem więcej mocy w trybie bezprzewodowym.

Słuchawek używam od prawie trzech tygodni, w tym czasie odbyłem kilka lotów i przesłuchałem sporo płyt. Początkowo obawiałem się, że słuchawki on-ear będą mnie uciskały, ale nic takiego się nie stało, są bardzo komfortowe. Oczywiście zależy to od konstrukcji naszej głowy, ale żadna z osób, której ich użyczałem do odsłuchu, nie narzekała na brak komfortu. W samolocie doceniłem też świetnie działające wyciszanie szumów, którego używałem nawet bez muzyki, aby łatwiej w ciszy zasnąć. BeoPlay H8 stały się moim najlepszym przyjacielem podróży i żałuję tylko, że nie są składane, bo wtedy byłoby je zdecydowanie łatwiej włożyć do torby.

Cena, jaką musimy za nie zapłacić, to około 2100 zł. Może się to wydawać sporo, ale moim zdaniem cena wcale nie jest zaporowa. Tyle kosztuje używany iPhone 5s, którego za rok wymienicie na nowszy model. H8 posłużą Wam na pewno zdecydowanie dłużej.

Ocena iMagazine

Całokształt: 6/6
Wygląd: 6/6
Dźwięk: 5/6

Ocena iMagazine: 6/6

* * *

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 03/2015

7

Norbert Cała

Jedno słowo - Geek. Prowadzący blog http://ipod.info.pl oraz zastępca redaktora naczelnego @imagazinepl.

norbertcala