iMagazine

Recenzja: Audio-Technica ATH-ANC9

11/07/2015, 17:00 · · · 0

W 1962 roku Matsushita Hideo stworzył w Tokio markę Audio-Technica. Z góry przepraszam, że zaczynam taką małą kartką z kalendarza, ale naprawdę warto zapamiętać tę datę. Sprzęty stworzone przez tego japońskiego producenta na stałe zapiszą się w światowej historii hi-fi.

Być może dla wielu odbiorców muzyki, nawet tych bardziej wtajemniczonych, Audio-Technica nie znaczy aż tak dużo co dla tych, którzy tworzą muzykę. Setki tysięcy wokalistów z całego świata nagrywało swój wokal na mikrofonach wyprodukowanych przez tę japońską firmę. Ze sprzętów Audio-Technica korzysta Metallica, Linkin Park czy Justin Timberlake. Kwintesencja japońskiej sztuki tworzenia sprzętu audio – chyba tak w skrócie najlepiej napisać o AT.

ATH-ANC9_2

Pośród skandynawskich czy amerykańskich producentów słuchawek, które w ostatnim czasie królowały na łamach iMagazine, taki rodzynek jak japoński produkt to prawdziwe szczęście. Czułem, że robiło się już naprawdę niebezpiecznie, prawie nauczyłem się biegle czytać po duńsku. Dlatego cieszę się bardzo, że to właśnie do mnie trafił model ATH-ANC9.

Gdy przechadzamy się wzdłuż sklepowych półek, opakowanie słuchawek Audio-Technica niczym się nie wyróżnia. Wygląda jak każde inne. Nawet gdy słuchawki będą wywieszone na sklepowej kompozycji, to dalej niczym nie przyciągają uwagi. Plastikowa forma bez zbędnych zabiegów kosmetycznych może nie zainteresować hipsterów. Umówmy się − rozmowa o dizajnie tych słuchawek to nie najważniejsza część tego testu. Wygląd słuchawek Audio-Technica nadrobiła czarnym, solidnym i fajnie przemyślanym futerałem. Samym słuchawkom jednak warto przyjrzeć się bliżej. Jeśli damy im szansę i weźmiemy je w dłonie, to od razu zauważymy, że absolutnie nic nie ważą. Są jak duże, zaklejone pudło, za które łapiemy się niczym Mariusz Pudzianowski, po czym okazuje się, że to pudło jest puste. Kolejnym punktem, który może uświadomić nas, że mamy do czynienia z doskonałym produktem, są materiały wykańczające nauszniki i górny pałąk. Niesamowicie miły w dotyku materiał, aż chce się głaskać. Jest niczym świeża, wywietrzona pościel po nocy spędzonej na karimacie w przeciekającym namiocie. Jeszcze lepszym tworzywem jest pianka wypełniająca nauszniki. Została sprowadzona prawdopodobnie z jakiejś odległej planety, która znajduje się w nieznanej dla nas galaktyce. Taki materiał mogli stworzyć tylko skośnoocy, oni pewnie wiedzą, gdzie jest ta galaktyka i nawet w niej byli. Nauszniki dopasowują się do ucha i idealnie odseparowują świat zewnętrzny. Już po chwili używania zachowują się tak, jakby zapamiętały naszą głowę raz na zawsze. ATH-ANC9 są tak niesamowicie wygodne, że Audio-Technica nie musiała w ogóle pracować nad ich wyglądem. Gdy raz się je założy na głowę, to nie trzeba ich ściągać.

Zapomnieć o tym, że mamy je na głowie, doskonale pomaga pewien system, który jest największą zaletą tych słuchawek. Mowa oczywiście o tym, o którym informuje nas wielki napis na pudełku: „QuietPoint reduces environmental noise by up to 95%”. Model ATH-ANC9 wyposażony jest w trzystopniową redukcję szumów, za którą bardzo chwalą go użytkownicy. Nowatorski system uruchamiamy małym przyciskiem na lewej słuchawce. Tam też umieszczona jest dioda informująca nas odpowiednim kolorem, jaki tryb redukcji szumów mamy uruchomiony.

ath_anc9_1

Niebieski kolor przeznaczony jest dla środków komunikacji, czyli idealnie sprawdzi się np. w samolocie − to tryb maksymalnego tłumienia do 95% dla 200 Hz. Czerwony kolor to zatłoczone ulice, bardziej zoptymalizowany, nadal 95%, ale przy 300 Hz. Natomiast zielony tryb jest najbardziej spokojny, 85% dla 200 Hz. Nie dziwię się, że tak dużo mówi się o redukcji szumów w tym modelu. Jest naprawdę rewelacyjny, każdy z tych trzech trybów sprawdza się idealnie w różnych sytuacjach. Wyobraź sobie, że zrobili Ci trepanację czaszki i bezpośrednio do mózgu podłączyli słuchawki, dzięki czemu każdy dźwięk jest niezwykle mocno odczuwalny. Uczucie bardzo dziwne, ale jeśli chcesz naprawdę posłuchać muzyki, nie myśląc absolutnie o niczym innym, to trzeba przyznać, że Audio-Technika może Ci w tym pomóc.

Najlepsze przy tym jest to, że redukcja szumów nie psuje jakości odtwarzanej muzyki. Nigdy nie byłem zwolennikiem słuchania muzyki w stylu „50 metrów pod wodą”, bo takie wrażenie zawsze odnosiłem. W tym przypadku jest inaczej, mogę cały czas słuchać muzyki z włączoną redukcją i nie boli mnie głowa. Odniosłem nawet wrażenie, że słuchawki brzmią lepiej przy uruchomionym systemie QuietPoint, a z czymś takim się jeszcze nie spotkałem. Myślę, że w tym przypadku Audio-Technica trochę miesza nam w głowach. Wyraźnie słychać, że coś tu jest przekombinowane, włączenie redukcji szumów powoduje podbijanie dźwięków i przyznam się, że nabrałem się na ten trik. W sensie, że podoba mi się ten zabieg, a to mnie zdziwiło, bo zazwyczaj nie lubię tego typu rozwiązań. Podbicia poszczególnych częstotliwości zrobione są ze smakiem, nie są jak glutaminian sodu w chińskiej budzie, a raczej jak świeżo zmielone zioła w dobrej tajskiej restauracji. Jeśli jednak chcemy porównać sposób, w jaki grają te słuchawki, do rodzaju restauracji, to przykład tajski nie jest najlepszy. Bardziej bym poszedł w stronę włoską. Są jasne i ciepłe, chociaż z dosyć dużą dynamiką, która zaskakuje przy sposobie grania.

Jeśli chcemy posłuchać spokojniejszych gatunków, to polecam tryb pasywny. Włączenie redukcji jest niczym młynek z pieprzem, w zależności od tego, jak mocno pokręcimy, czyli jaki tryb wybierzemy, to dźwięk będzie ostrzejszy. Dzięki temu ATH-ANC9 są bardzo uniwersalne i mogą zaspokoić wiele osób, trzeba tylko odpowiednią ilość czasu poświęcić na znalezienie właściwych dla siebie ustawień. Trudno znaleźć wady w grze tych słuchawek, są tak samo dobre w każdej płaszczyźnie. Mocny, dobrze umieszczony bas i równie dobra, wyrazista i dynamiczna góra. Audio-Technica namieszała mi trochę w głowie swoim brzydkim kaczątkiem. Jeszcze niedawno pisałem o tym, że w tych czasach słuchawki muszą nie tylko dobrze grać, muszą również być swego rodzaju dziełem sztuki. A może tak nie jest? Przecież co nas obchodzi to, co mamy na głowie. Jeśli jest niewiarygodnie wygodne i przekazuje nam dźwięk w niesamowicie wysokiej jakości, to może wygląd w ogóle nie jest ważny. Te słuchawki przypominają mi trochę przypadek nissana GT-R, który nie jest wykończony jak ferrari czy porsche. Na pewno też nie ma takiego szyku i elegancji, ale jeśli porównamy ich w ulicznym wyścigu, to wynik na mecie może nas zaskoczyć.

Dane techniczne

Typ: wokółuszne
Impedancja: 100 Ω
Pasmo przenoszenia: 10–2500 Hz
Czułość: 100 dB.mW
Długość przewodu: 1,2 m
Konstrukcja: zamknięta
Wtyk: mini Jack 3,5 mm
Waga: 0,222 kg
Cena: 999 zł

Ocena iMagazine: 5/6


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 6/2015


Dodaj komentarz