iMagazine

Xiaomi Mi 4 – pierwsze wrażenia

17/07/2015, 12:07 · · · 18

Byłem bardzo ciekawy, co sobą reprezentuje „chiński iPhone”, czyli Xiaomi Mi 4. Biały model przyjechał i czym prędzej rozpakowałem go, pokazując to na żywo na Periscope – pytań od Was było sporo, ale nie na wszystkie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Niestety ze względów osobistych nie miałem czasu przeprowadzić bardzo szczegółowego testu, ale mam pewne spostrzeżenia, które być może rozjaśnią niektórym w umysłach.

Xiaomi Mi-4

Oprogramowanie

Xiaomi to ewidentnie produkt przeznaczony przede wszystkim na rynek chiński. Już pierwsze minuty z telefonem mi to uświadomiły. Na wstępie zostałem poproszony o założenie konta w serwisie, którego nie znam, a zakładam, że to odpowiednik Google Play. Potem, przeglądając ustawienia oraz dołączone aplikacje producenta, zwróciłem uwagę na to, że nie wszystko jest przetłumaczone na język angielski – sporo pozycji było opisanych znakami, które popularnie w Polsce określa się jako „krzaczki”. Parę dni później zostałem poproszony o aktualizację telefonu, więc tak też zrobiłem. Po tym język automatycznie przestawił się na chiński i zmusiło mnie to do poszukania filmu na YouTubie, który poprowadziłby mnie krok po kroku do jego zmiany ponownie na angielski. Był co prawda już nieaktualny – układ menu w tym czasie się zmienił – ale udało się!

Pomijając powyższe problemy, które nie były specjalnie irytujące, system operacyjny MIUI V6 bazujący na Androidzie wygląda świeżo i jest prawdopodobnie najładniejszym „Androidem” na rynku. A przynajmniej tak brzmiałoby hasło reklamowe Carlsberga, gdyby to oni za niego odpowiadali. Jest stosunkowo płynnie i poza drobnymi przeskokami od czasu do czasu, całość nie podnosiła mi tętna, a przynajmniej tak twierdzi Apple Watch. Czułem się w nim „bardziej w domu” po przesiadce z iOS-a niż na jakimkolwiek Androidzie wcześniej, niezależnie, czy był „czysty” od Google, czy z nakładką producenta.

Xiaomi Mi-4

Sprzęt

Mi 4 wyposażono w Snapdragona 801 – w środku ma cztery rdzenie Krait 400 i Adreno 330 służy jako GPU. Ekran ma przekątną 5″, wykonano go w technologii IPS, ma rozdzielczość 1080×1920 px i gęstość 441 ppi. Do tego dochodzą dwa aparaty – przedni 8 Mpix i tylny 13 Mpix z przysłoną f/1.8. Ten drugi wspiera nagrywanie wideo przy 2160/30p. Prąd za to dostarcza akumulator o pojemności 3080 mAh, a telefon ma 3 GB RAM-u i sprzedawany jest w wersji 16 lub 64 GB.

Konstrukcja telefonu przypomina mi większego iPhone’a 5s. Ma podobnie wyprofilowaną metalową ramkę, ale plastikowe plecki. Te ostatnie nie sprawiają zbyt dobrego wrażenia, ale do reszty nie mam większych zastrzeżeń – moje odczucia były lepsze niż po spotkaniu z Samsungiem Galaxy S5. Jedyna rzecz, która mnie denerwowała, to przycisk Sleep/Wake zaraz pod przyciskiem regulacji głośności – wielu producentów tak robi i nie rozumiem tego zupełnie. Regularnie się mylę i wyłączam ekran zamiast ściszyć głośnik… W sumie efekt osiągam zbliżony, ale niezupełnie o to mi chodzi.

Xiaomi Mi-4

Pierwsze wrażenia

O ile parametry techniczne brzmią imponująco, to z wydajnością jest różnie – przez większość czasu telefon działa bardzo sprawnie, ale czasami występują dziwne spowolnienia, których nie jestem w stanie wytłumaczyć. Nie muszą one wcale być spowodowane ani systemem operacyjnym, ani telefonem – być może jakaś aplikacja psociła w tle. Ekran za to wygląda bardzo dobrze. Niestety nie byłem w stanie dotrzeć do testów kalibracji kolorów, ale moja sztuka była dosyć neutralna – barwy nie były przesycone ani nie biły po oczach. Oceniając subiektywnie, po własnych fotografiach, byłem więcej niż zadowolony. Niestety nie udało mi się w końcu przeprowadzić wystarczająco dobrych testów wydajności baterii, aby wyrobić sobie zdanie na jej temat, ale przy moich zastosowaniach tragedii nie było – umiejscowiłbym Mi 4 gdzieś pomiędzy iPhone’em 6 i 6 Plus, ale bliżej mniejszego brata.

blogPW2_1651

Copycat

Mi 4 jest stosunkowo tanim telefonem z dosyć mocnym wnętrzem. Przy cenach w Polsce w rejonie 1500 zł trudno znaleźć cokolwiek innego, co zbliżałoby się do niego pod jakimkolwiek względem. Należy jednak pamiętać o niedokończonym tłumaczeniu systemu operacyjnego oraz o filozofii chińskiej firmy, która zasłynęła z kopiowania nie tylko ubioru i stylu prezentacji Steve’a Jobsa. Nie dość, że strona internetowa firmy żywo przypomina tę od Apple, a na stronie www telefonu Mi 3 wykorzystano ikonę Aperture, to o Xiaomi niedawno było głośno z powodu bezprawnego wykorzystania zdjęcia Javi Inchusta Gonzalez. Problem w tym, że zdjęcie było wykonane Nikonem D700 i zostało wykorzystane jako przykład zdjęć, które robi Mi 3. Później wnikliwi internauci znaleźli w „rolce aparatu” zdjęcia National Geographic i innych fotografów, które również pozyskano bez autoryzacji. Nie pomaga też fakt, że prezes Lei Jun ubiera się w niebieskie jeansy i czarny golf, a przy prezentacji chociażby MiBand używa zwrotu „One more thing…”. Jednocześnie musimy pamiętać, że kultura w tej części świata jest zupełnie inna niż u nas czy w USA – kopiowanie nie jest widziane jako coś złego, podobnie jak chwalenie się bogactwem jest dobrze widziane i odbierane przez innych.

Wszystkimi kierują różne wartości i priorytety – jeśli macie do powyższego obojętny stosunek i szukacie taniego telefonu o topowej specyfikacji, to warto się zainteresować Mi 4, szczególnie przy cenie na poziomie półtora tysiąca złotych. Jego najbardziej interesującym elementem jest dla mnie ekran, a ten subiektywnie wypada bardzo dobrze. Telefon przy okazji świetnie leży w ręce, biorąc pod uwagę jego duży ekran, a jego zwiększona grubość nie jest uciążliwa. Całość jest atrakcyjna wizualnie i osobiście najbardziej nie podobały mi się jego plecki, na które i tak rzadko się spogląda.

Czyli „nie jest źle”!

Mi 4 znajdziecie w ofercie i-sklep.com.pl. Dziękuję im za dostarczenie urządzenia do testów.

Dane techniczne

Producent: Xiaomi
Model: Mi 4
SoC: Qualcomm Snapdragon 801 (quad-core, Krait 400)
GPU: Adreno 330
RAM: 3 GB
Aparat:

  • tylny: 13 Mpix, f/1.8, 2160/30p
  • przedni: 8 Mpix, 1080/30p

Wymiary: 139,2 × 68,5 × 8,9 mm (wys. × szer. × gr.)
Waga: 149 g
OS: MIUI V6
Akumulator: 3080 mAh


Galeria


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 06/2015


Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.


Dodaj komentarz

Mariusz Ostrowski napisał(a):

Warto wspomnieć o polskiej wersji MIUI dostępnej na http://miuipolska.pl

Grzegorz Andrzej Frelek napisał(a):

Wspomniany Miuipolska nie zawiera wspomnianych „chińskich znaczków”, ani podejrzanych aplikacji. Instalacja wymaga jedynie odrobiny dobrej woli oraz zdolności technicznych.

Moridin napisał(a):

To oczywiste dla „nas”, ale ZU tego nie ogarnie.

daszek napisał(a):

Drogi Wojtku, wszystkie zdjęcia Mi4 wyglądają jak byś specjalnie obiektyw wazeliną wysmarował (albo uważasz, że czytelnika to nie interesuje i robisz to „bylejak”, a to już dobrze nie świadczy).
Tak się nie przedstawia zdjęć smartfona, tylko płytką głębię ostrości obiektywu na pełnej dziurze – ale o tym powinieneś wiedzieć skoro fascynujesz się fotografią :)

Moridin napisał(a):

Nie mam najmniejszego zamiaru powielać zdjęć produktowych producenta. Po cholerę? :)

Jakub Kociszewski napisał(a):

Nie będę oceniał, czy zdjęcia są złe czy dobre, z pewnością są ciekawe :)

Sebastian napisał(a):

Co jest z tymi zdjęciami? Nie da się tego oglądać :-(

Pawciu napisał(a):

Jako ciekawostkę warto dodać video z jaką precyzją i jaki proces przechodzi wytworzenie obudowy, która swoją drogą musi być dużo bardziej odporna na wgniecenia niż ta z iPhone 5, bo jest ze stali.

Sven napisał(a):

WZORCOWY przykład człowieka który kupuje bardzo drogą lustrzankę z bardzo drogim, jasnym obiektywem I KOMPLETNIE NIE POTRAFI TYM ZESTAWEM ROBIĆ ZDJEĆ. Czyli pstrykanie bez sensu gdzie wszystyko jest rozmyte oprócz jednej drobinki pyłku na telefonie.

Zgaduję że autor recenzji nie ma bladego pojęcia co to jest przysłona i do czego ona w jego drogim i wypaśnym jasnym obiektywie sluży.

Zdjęcia = dno.

Sven napisał(a):

Dodam ze aparat to pełnoklatkowy D700 + jakiś super jasny (i drogi obiektyw). Czyżby autor szpanował minimalną głębią ostrości jaką ten zestaw jest w stanie osiągnąć?

To jak bycie audiofilem. Nie słuchasz muzyki tylko sprzętu. Tu tak samo to niestety wygląda: ładne zdjęcie, obiekt który tak właściwie chcemy sfotografować kompletnie zszedł na drugi plan, liczyło się aby POKAZAĆ tę maksymalną osiągalną głebię ostrości.

Po co? By się jarać że inni tańszym sprzętem takiej nie osiagną? Nie osiągną. Ale zrobią lepsze zdjęcie. Kupowanie D700 by robić takie zdjęcia to jest jakaś masakra…. lub lans.

Sven napisał(a):

Te zdjęcia to robiłeś aby się pochwalić że masz aparat ‚z pełną klatką’ + super jasny obiektyw? Bo inaczej tych zdjęć wytłumaczyć się nie da. Jak się chciałeś pochwalić swoim aparatem to napisz o tym oddzielny artykuł a w artykule o telefonie rób zdjęcia telefonu. A nie drobinki kurzu na jego obudowie. Sztuka fotografii nie polega na posiadaniu aparatu za górę pieniędzy. Ona polega na robieniu zdjęć wartych górę pieniędzy. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz.

Moridin napisał(a):

Zdjęcia produktowe znajdziesz na stronie producenta. Po co je powielać?

Sven napisał(a):

To nie jest wymówka – nikt Tobie nie każe powielać zdjęć ze strony producenta.

Moridin napisał(a):

A więc zrobiłem takie jakie chciałem zrobić. :)

Sven napisał(a):

A ja oceniłem je na denne :)

Moridin napisał(a):

Twoje prawo. Mogłeś jednak pokazać klasę i wyrazić się milej. ;-)

Sven napisał(a):

W tym przypadku mogę być albo miły, albo szczery. Poza tym pamietaj ze to jest uwaga do zdjęć a nie Ciebie więc nie miała być nieuprzejma.

Moridin napisał(a):

Sztuką jest być szczerym i miłym jednocześnie. ;-))

Dobra EOT – wiem co masz na myśli i to rozumiem, aczkolwiek się nie zgadzam. ;-)