iMagazine

Cała Muzyka – 2015/03

21/07/2015, 14:43 · · · 0

Cała Muzyka to dział w naszym miesięczniku iMagazine. Prowadzą go bracia Jarek i Norbert Cała, prezentując ciekawą muzykę z najprzeróżniejszych gatunków dla wszystkich.

Marilyn Manson – The Pale Emperor

MarilynMansonZacznijmy od tego, że bardzo chciałbym pogratulować Marilynowi świetnej okładki. Wszystkie mamy niegrzecznych dzieci powinny ustawić się w sklepowych kolejkach po „The Pale Emperor”. Jakbym zobaczył taki obrazek w wieku 6 lat, to obeszłoby się bez straszenia sąsiadem.

Prawdę mówiąc, ja zawsze byłem grzeczny, nigdy nie miałem długich włosów, glanów i kurtki z ćwiekami, a nawet nie odgryzłem głowy żadnemu zwierzęciu. Brak takowych „atrakcji” nie przeszkodził mi jednak w słuchaniu Marilyna Mansona, zawsze miałem wrażenie, że to przemiły jegomość. Lubię sposób, w jaki tworzy swój muzyczny świat, ale ten złożony z instrumentów oraz ciekawego wokalu, a nie ten, jaki wykreował swoim wizerunkiem. Po dosyć długiej przerwie powrócił i to bez żadnych sensacji i skandalów. Wrócił nagrać po prostu solidny kawał prawdziwej muzyki i udowodnił, że potrafi to robić.

Zazwyczaj gwiazdy, które kreowały swój wizerunek poza sceną po to, aby później podwajać liczbę sprzedanych płyt, z wiekiem, gdy już wszyscy zapominali o ich ekscesach, upadały. Marilyn już nie szokuje jak kiedyś. W porównaniu do np. niektórych czarnoskórych raperów i ich kosmicznych odjazdów Marilyn wypada niczym grzeczny ministrant, który okupuje pierwszą ławkę w szkole i nie daje ściągać.

Na nowym albumie znajdziemy wszystko, co do tej pory Manson wyprodukował, ale w tym materiale jest też coś świeżego. Oprócz ciężkich basów, zabawy świetnym wokalem i mrocznych melancholijnych ballad, na „The Pale Emperor” znajdziemy dużo większą melodyjność. Ton, w jakim ona gra, na pewno trzeba przypisać bluesowym inspiracjom. Oczywiście daleko mi do nazywania Marilyna Mansona bluesmanem, ale faktycznie na tej płycie ten gatunek jest wyczuwalny. To taki krwisty blues, trochę tak jakby zły duch bluesmana chciał za grobu postraszyć ludzi. Tylko że Marilyn żyje i jak się okazuje – ma się całkiem dobrze. Oby tak dalej.

Mark Ronson – Uptown Special

mark-ronson-uptown-specialNajlepiej będzie rozpocząć ten tekst klasyczną definicją Wikipedii. Funk – gatunek muzyki rozrywkowej, powstały w Ameryce w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, kiedy muzycy pochodzenia afroamerykańskiego połączyli muzykę soul, jazz, rhythm and blues, tworząc nowy, rytmiczny i energetyczny styl muzyczny wzbogacony o psychodeliczne brzmienie.

No i teraz możemy przejść do praktyki, czyli do nowego wybitnego dzieła Marka Ronsona „Uptown Special”. Wszystko zawarte w tej definicji możemy usłyszeć na tym albumie, to kwintesencja słowa „funk”. Jak ja dawno nie słyszałem tego wyrażenia i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało. Już samo przeczytanie tracklisty i doboru gości było przyjemnością, a odsłuch stał się cudownym wehikułem czasu. Klasyka czarnej muzyki w jednej pigułce nazwanej „Uptown Special”, a to wszystko dzięki białemu chłopakowi z Londynu.

Taka sytuacja może wydawać się dziwna, ale Mark Ronson to, umówmy się, nie jest jakiś tam chłopaczek z Londynu. Mark Ronson wychowywał się w Nowym Jorku i w latach 90. jako DJ grał imprezy w miejscach, gdzie funk słychać co noc. To musiało inspirować i, jak słychać, właściwie nakierowało Marka. Jest geniuszem, nie można o nim powiedzieć człowiek orkiestra, bo pewnie by się obraził. Mark Ronson to wizjoner, któremu każda orkiestra na świecie co najwyżej może bić brawo, ale lepiej niech to robi idealnie w rytm, bo jeśli cokolwiek będzie źle, to Ronson na pewno wychwyci każdy fałsz. Takie albumy jak ten powinno się zakonserwować w bunkrach atomowych Putina, ta muzyka nie może zginąć, musi pozostać dla kolejnych pokoleń. Dla potwierdzenia wszystkiego, co napisałem, muszę zacytować samego mistrza:

− Biggie, Chaka Khan, Amerie, Boz Scaggs, Missy, Earth Wind & Fire, N.O.R.E…

Te piosenki rozgrzewały parkiet. Nowojorska scena klubowa była wypełniona dziewczynami, chłopakami, tancerzami, dilerami narkotyków, raperami, modelkami i deskorolkarzami, którzy przychodzili w jednym celu – by tańczyć. Niezależnie od gatunku czy epoki, jeśli piosenka była dobra – miała fajną perkusję, miała w sobie duszę – ludzie tańczyli. Chciałem uchwycić klimat tych nowojorskich nocy na „Uptown Special”.

Oj, jak bardzo Ci się udało, Marku!

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o