iPad Pro, czy iPad More? Pierwsze wrażenia

29/11/2015, 18:40 · · · 5

Podobno najlepszym sposobem na zakup iPada Pro jest napisanie, że się tego nie zrobi. Najnowszy numer iMagazine już za rogiem, a tam właśnie taki tekst popełniłem. Nie wytrzymałem jednak do publikacji magazynu i już w czwartek rozpakowałem najnowszy tablet Apple. Ale on złoty!

Z Pro spotkałem się wcześniej w Apple Store w Londynie, ale moja reakcja nie była równie entuzjastyczna co Wojtka. Porysowałem wtedy trochę Pencilem, spróbowałem klawiatury, a potem wziąłem tablet do ręki. Nie, nie był dla mnie za lekki, nie był też za ciężki. Był w sam raz (brzmię jak fanboy, ale taka prawda). Gorzej było z rozmiarem. O ile w poziomie nie sprawiał mi problemu, szczególnie gdy był „zacumowany” w klawiaturze, o tyle w pionie wiedziałem, że to nie to. Pro jest znacznie wyższy od Aira, przez co środek ciężkości jest ulokowawny znacznie wyżej, a utrzymanie go w dwóch dłoniach wymaga większego wysiłku i skupienia.

Widzicie, iPad jest dla mnie w tym momencie głównym komputerem. Powodów ku temu jest wiele, ale podstawowym jest moja konieczność chodzenia. Gdy rozmawiam z kimś przez telefon, czy na FaceTime – chodzę. Gdy coś czytam – chodzę. iPad sprawił, że również podczas pracy nad tekstami, mogłem wędrować z salonu do kuchni. Swojego Aira trzymam wtedy pionowo, a kciuki wpisują tekst na wyświetlanej klawiaturze ekranowej. Stąd tak istotny dla mnie jest aspekty utrzymania tabletu w pionie.

Jest też kwestia właśnie klawiatury. iPad Pro to pierwszy tablet Apple, w którym wyświetlana jest wirtualna kopia klawiatury Magic Keyboard. Mamy więc duże Shifty, mamy Tab, rząd z cyframi, a przycisk Delete i Return oddzielone są takim śmiesznym klawiszem z kreskami. W trybie poziomym to naprawdę ma sens. Tylko z jakiegoś powodu ktoś w Apple stwierdził, że ten sam pomysł sprawdzi się w pionie. Efekt jest podobny do używnia klawiatury horyzontalnej na iPhonie 6 Plus: kciuki trzeba wyciągać, aby znajdowały się w tym małym fragmencie ekranu z literami. To jakby budować szeroką autostradę, ale z pięciu pasów do ogólnego użytku oddać jeden.

Wychodząc z Apple Store nie byłem sfrustowany, czy zły. Po prostu wiedziałem, że iPad Pro nie jest sprzętem dla mnie, co w sumie wychodziło na dobre. Planowałem w najbliższym czasie wymianę swojego dwuletniego już Aira na coś nowszego, a te kilka chwil z Pro mnie przekonały, że Air 2 będzie lepszym wyborem.

Skąd więc u mnie to „bydle” z Cupertino, zapytacie. Odpowiedź jest prosta. Mimo, że rozsądek mówił nie, iPad Pro ciągle kusił. Słuchanie podcastów, w których użytkownicy nie mogą przestać mówić, czytanie wpisów Wojtka sprawiło, że przed zakupem Aira 2 postanowiłem dać Pro chociaż jedną szansę. O 11:26 w środę złożyłem zamówienie na złoty model 32 z Wi-Fi. Ten „najtańszy”.

Rozpakowałem go kilka dni temu. Czysta instalacja, tylko standardowe aplikacje dostarczane przez Apple. „Najpierwszniejsze” wrażenie – to iPad, w którym wszystkiego jest więcej. Miejsca na ekranie? Więcej. Były dwa głośniki? To teraz są cztery. Poprzedników można obsługiwać palcami? No to tutaj jest jeszcze Apple Pencil. Nawet portów jest więcej, bo doszedł Smart Connector, ale nic z nim nie zrobimy. Nie ma jeszcze żadnych akcesoriów obsługujące nowe złącze. Generalnie, kwestię akcesoriów pominę.

Tak naprawdę, udało się dorwać jedynie Apple Pencila na urodzinach iMagazine. Mnie daleko jest do artysty, ale nawet taki laik jak ja był w stanie docenić zaawansowanie i wyrafinowanie „kredki”. W przeciwieństwie to większości stylusów Pencil po prostu leży dobrze w ręce; nie jest śmiesznie krótki, czy lekki. Po raz pierwszy również spotkałem się z tak idealnym rozpoznawaniem gdzie opieramy dłoń. Jest to jeden z tych momentów, w których widać wyższość Apple nad konkurencją: tworzą oni zarówno oprogramowanie, jak i sprzęt. Ciekawym zabiegiem okazało się również zastosowanie innej powłoki oleofobowej (zapewnia ona teoretyczny brak odcisków palców na wyświetlaczu) – zapewnia ona większe tarcie podczas „jeżdżenia” po szkle, a co za tym idzie, używanie Pencila znacznie bardziej przypomina pisanie piórem po papierze. Oczywiście, ciągle jest to śmiganie plastikiem po szybie, ale różnica w porównaniu do, na przykład, Aira 2 i dowolnego innego stylusa jest wyczuwalna.

Pierwszą aplikacją, którą odpaliłem na iPadzie Pro był GarageBand. Robię tak praktycznie z każdym nowym sprzętem Apple, a ten 13-calowy ekran obiecywał sporo. Moje nadzieje szybko zostały rozwiane, gdy okazało się, że GarageBand na iOS nie jest dostosowany do dużego wyświetlacza iPada Pro. Gdyby tylko Apple przekazało twórcom aplikacji, że będzie taki większy tablet, prawda? (Tak, to jest ironia, wszyscy wiemy, że GarageBand jest robiony przez Apple, ale przepływ informacji w firmie zdaje się pozostawiać wiele do życzenia.) Jedynym instrumentem, który zyskuje na rozciągnięciu apki jest pianino, gdzie mogłem komfortowo grać na najwęższych klawiszach. Wtedy też zauważamy głośniki. Uwaga: są genialne. Dźwięk jest czysty i donośny, a do tego dochodzi z obu stron urządzenia. Na to czekałem od 2013 roku, kiedy to HTC zaprezentowało pierwszy telefon z serii One. Poprzedni weekend spędziliśmy na wyjeździe ze znajomymi i iPad Pro z powodzeniem zastąpił dowolny przenośny głośnik Bluetooth. Teraz poproszę tę samą technologię w iPhonie.

Jednak same głośniki to nic. Dopiero w połączeniu z obrazem, komplet zrzuca na kolana. Pewnego wieczoru zrobiłem sobie krótki maraton po dotychczasowych materiałach reklamowych nadchodzących „Gwiezdnych wojen” (serio, nikt poza mną tego nie robi przynajmniej raz w tygodniu?) i oniemiałem. Każde z ujęć wygląda zjawiskowo na tym 13-calowym, ostrym jak brzytwa ekranie, a wspomniane głośniki działają niczym najbardziej wyrafinowana przyprawa starannie dodana do potrawy. Po chwili zdajesz sobie sprawę, że to wszystko jest zamknięte w urządzeniu, które trzymasz w dłoniach. Nie leży Ci na kolanach, czy stoliku obok – Ty to masz w rękach. Jest to wrażenie, które ciężko porównać z czymś innym. Oglądanie wideo na iPadzie Pro jest naprawdę osobistym przeżyciem.

Tylko nie wiem czy to nie za mało. Rysowanie Pencilem jest fajne, ale obawiam się, że mi szybko przestanie sprawiać aż taką frajdę. Świetne głośniki są fajne, podobnie jak ten ekran, tylko czy naprawdę potrzebuję tego olbrzymiego tabletu? Dotychczas w każdej sytuacji Pro jest znacznie mniej poręczny, niż mój poczciwy Air. Niewygodnie się na nim pisze, czy to w poziomie (niespecjalnie jest jak go postawić bez wspierania się akcesoriami, których jeszcze nie ma), czy to w pionie (bo jest idiotycznie duży, a klawiaturę w tym trybie projektował ktoś, kto prawdopodobnie nienawidzi nas wszystkich, nie widzę innego wyjaśnienia). Przeglądanie internetu jest naprawdę wygodne i być może w tym uda mi się znaleźć naprawdę dobry powód, by go polecać.

Nie powiedziałem jeszcze o cenie. iPady dotychczas były względnie tanie, jak na produkty Apple. Nie kosztowały tyle co Macinstoshe, czy nawet iPhone’y. iPad Pro w podstawowej wersji to wydatek 3999 zł. Chcesz LTE? Musisz wyłożyć przynajmniej 5299 zł. A, jeszcze Pencil, prawda? Kolejne 479 zł ekstra. Więc tak, iPad Pro jest bardzo drogi. Być może znajdę coś co będzie racjonalizowało ten wydatek. A być może iPad Pro po prostu nie jest wart tych pieniędzy. Dajcie mi jeszcze kilka dni, a – miejmy nadzieję – znajdę jednoznaczną odpowiedź.



5

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel