Po raz pierwszy (i prawdopodobnie ostatni) skorzystałem (niezupełnie) z Paczkomatu [uaktualniony]

15/03/2016, 16:42 · · · 27

Wszyscy bardziej i mniej znajomi od miesięcy zachwycają się paczkomatami. Na Twitterze, Facebooku, w mailach, pocztą (tradycyjną i pantoflową) i nawet na ścianach publicznych toalet ludzie piszą o tym jakie są fantastyczne, tworzą na ich cześć hymny oraz wiersze. No więc w końcu postanowiłem sprawdzić z czym to się je.

Dzisiejszy dzień w ogóle zaczął się kiepsko, bo byłem umówiony na wizytę lekarską w szpitalu, do którego udałem się pieszo. Jego główne wejście było zastawione sprzętem telewizyjno-serialowym – kamery, mikrofony, pielęgniarki w zbyt dużej ilości makijażu, wyglądające jakby lepiej pasowały na planie filmu XXX oraz reżyser. Na dzień dobry zabronili mi wejść do szpitala. Wiedząc jak wygląda proces rejestracji w publicznych instytucjach, zignorowałem tego pana, i udałem się do środka, co zaowocowało donośnym „Cięęęęęęęcie! Kamera stop!” Być może rzucił jeszcze jakąś „kobietą lekkich obyczajów” w kierunku moich pleców, akurat jak mijałem polskiego aktora – Cezarego Kosińskiego – który rozszerzył oczy ze zdziwienia. Okazało się zresztą, że dobrze, że się pośpieszyłem, bo system komputerowy padł na recepcji i o mały włos nie przegapiłbym wizyty.

Wychodząc ze szpitala pół godziny później, wspomniana ekipa nadal kręciła tę samą scenę – pielęgniarki nadal miały za krótkie fartuszki i zbyt mocny makijaż, a Cezary ponownie na mnie spojrzał (tym razem podejrzanym wzrokiem). Na krótkofalówce usłyszałem tylko „Cięęęęęęcie kobieta lekkich obyczajów jego mać!” reżysera, ale tym razem to naprawdę nie była moja wina – wychodziłem z bocznych drzwi i nie widziałem, że jeszcze tam są.

Ale miałem o paczkomatach…

Otóż miałem ze sobą paczkę do nadania paczkomatem, z którego nigdy nie korzystałem, i którego zasad działania nigdy nie rozumiałem. Wiedziałem jedynie, że można paczkę zostawić, ona zostanie przetransportowana (przeteleportowana?) do innego paczkomatu, a tam ktoś ją może odebrać. Nie mogłem skorzystać z kuriera, ponieważ odbiorca pracuje w służbie zdrowia i prawie nigdy nie ma go w domu.

Wczoraj założyłem konto na odpowiedniej stronie i podałem wszystkie niezbędne dane. Okazało się to zupełnie zbędne, ponieważ nie miałem możliwości wydrukowania etykiety (nie mam w domu drukarki). Zostało więc nadanie bezpośrednio z paczkomatu. Był po drodze, więc zatrzymałem się przed dużym ekranem i wcisnąłem przycisk, który odpowiadał za instrukcje. Przeczytałem je (a raczej zobaczyłem, bo polegało na piśmie obrazkowym), wróciłem do głównego menu i rozpocząłem proces nadawania paczki. Najpierw wpisałem swój numer telefonu oraz telefon odbiorcy, a potem czekałem na SMS-a ze specjalnym kodem. Czekałem na niego tak długo, że zanim doszedł, to ekran wrócił do stanu startowego. Ponownie wpisałem numery telefonów, ale tym razem wklepałem kod SMS. W kolejnym kroku wybrałem numer paczkomatu odbiorcy i wcisnąłem „idź dalej”. Pojawiła się opcja płatności kartą (tylko w ten sposób), więc wybrałem go i… na ekranie pojawiło się „Czekaj.”

Czekam.

Ekran wrócił do startowego bez żadnego wyjaśnienia. Jeszcze spokojny, wykonałem całą operację ponownie. Tym razem otrzymałem „Upssss! Coś poszło nie tak. Zadzwoń do nas…”, więc zadzwoniłem. Miły męski głos stanowczym tonem poprowadził mnie przez niezrozumiałe menu, ale w końcu wybrałem odpowiednią opcję. W międyczasie dowiedziałem się, że problem mogę złosić też przez internet oraz na ekranie paczkomatu. Po pięciu minutach czekania aż ktoś odbierze, na zimnie bez czapki i rękawiczek, udałem się do ekranu, aby tam zgłosić usterkę – zależało mi, aby nadać tę paczkę. Niestety na ekranie nie znalazłem żadnej opcji, aby tego dokonać. Zerknąłem na czytnik kart paczkomatu nr WAW456 i doszedłem do wniosku, że może usterka spowodowana jest tym, że jakaś płytka z drutami i elektroniką wystaje z pękniętej obudowy czytnika kart. Pozostało mi zatem udać się do drugiego paczkomatu, na szczęście zaledwie kilkaset metrów dalej. Tam kilkukrotnie ponownie próbowałem nadać przesyłkę, cały czas widząc komunikat „Upsss….”.

Paczkomaty-error

A wystarczyło udać się na stronę InPost, aby dowiedzieć się, że mają awarię. Szkoda tylko, że podpowiedział mi to dopiero Twitter, a nie paczkomat od razu na swoim ekranie. Oszczędziłbym wtedy dobrą godzinę.


Następnym razem idę na pocztę lub kuriera. Nie dość, że bliżej, to jeśli nie będę mógł czegoś nadać, to przynajmniej dowiem się o tym od razu. Technologia czasami lubi platać nam figle, i jestem w stanie to zrozumieć – w końcu tworzą ją ludzie. Między innym dlatego, zastanawiając się ostatnio ile chcę „inteligentnych” dodatków do domu – Internet of Things jest ostatnio gorącym tematem – doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie przeżyję bez nich. Inteligentny zamek nie zatrzaśnie mi drzwi, inteligentny samochód nie zrobi czegoś nieprzewidzianego, smartlodówka nie zamówi mi na złość czegoś zdrowego, a inteligentne światła mi zgasną mi w najmniej odpowiednim momencie (interpretujcie to jak chcecie). Na razie pozostaną biernym obserwatorem w tym względzie.


Uaktualnienie 16/03/2016 10:10

paczkomat-sukces-hero

Udało się i zajęło mi to około 7321,55 sekund, licząc zmarnowany wczoraj czas.

27

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.