DS5 esencja stylu

30/04/2016, 15:04 · · · 12

Jednym z powodów, dla których wybieramy produkty Apple, jest wygląd. Choć mają dużo innych cech, to wygląd też ma znaczenie. Tak samo jest z samochodami. DS 5 swoją nazwę zawdzięcza Afrodycie, bogini piękna. To właśnie styl jest tym, co sprawia, że chcemy mieć ten samochód.

Tak jak smartfony i komputery wybieramy z różnych powodów, tak samo jest z samochodami. Czasami rolę odgrywa cena, sięgamy więc po Skodę albo Dacie. Innym razem chodzi nam o auto rodzinne – wybieramy C4 Picasso albo siedmiomiejscową wersję Mitsubishi Oultandera. Nie patrzymy zbytnio na wygląd, gdy potrzebujemy dostawczaka, czym innym kierujemy się, sięgając po coś sportowego czy luksusowego. Ale luksus i piękno możemy mieć za stosunkowo rozsądne pieniądze. Francuski DS 5, duży hatchback, zaczyna się już od 113 tysięcy złotych. To drożej od nieco mniejszego Volvo V40, Skody Octavia, ale ciągle taniej od samochodów, do których DS 5 chce być porównywalny, czyli Audi A4 czy BMW 3.

Zresztą DS 5 jest samochodem, który trudno zaszufladkować. Jego fikuśny wygląd nie pozwala stwierdzić, czy to kombi, hatchback, czy może jednak pogarbiona limuzyna. Na pewno bagażnik jest spory, miejsca z tyłu nie za dużo, ale wystarczająco dla dwójki dzieci czy okazjonalnego przewiezienia trzech osób dorosłych. Z przodu jest niezwykle komfortowo, zwłaszcza w najbardziej doposażonej wersji (która nadal praktycznie domyka się w 150 tysiącach złotych), gdzie do dyspozycji jest nie tylko elektryczna regulacja foteli, podgrzewanie siedzeń, ale też funkcja masażu kręgosłupa kierowcy.

14BB17_JPG

To samochód utrzymany w wyjątkowym francuskim stylu i tak go trzeba definiować. Piękno przechodzi w komfort, komfort oznacza radość z jazdy. Nie jest to ta nuta ekstrawagancji i sportowego zacięcia co przy DS 3, raczej samochód businesswoman z pazurem, ale równie dobrze może należeć do eleganckiego pana w dowolnym wieku – 30, 50 czy 60 lat. Podczas testów mieliśmy do dyspozycji benzynową jednostkę 1.6 THP o mocy 200 koni mechanicznych. Do setki auto przyśpiesza poniżej 9 sekund, druga setka też nie stanowi większych problemów, a według producenta maksymalna prędkość to 235 km/h. Mamy więc czym pojeździć, choć osobiście żałuję, że nie zdecydowano się jeszcze na jakiś 2-litrowy silnik. W dieslu największa pojemność to 2.0 litra. Same warunki jezdne są naprawdę więcej niż zadowalające. Mimo braku hydraulicznego zawieszenia, z którego Francuzi słyną, nawet na wybojach radzi sobie on znakomicie. DS 5 jest cichy w trakcie jazdy, a silnik wydaje naprawdę przyjemny, nieco sportowy odgłos.

Design zwraca uwagę z zewnątrz właśnie dość nietypową sylwetką, w środku nie jest inaczej. Wspomniane siedzenia mają bardzo ciekawe wykonanie, przypominające bransoletę – skóra jest naprawdę przyjemna w dotyku. Kierowcę od pasażera dzieli szeroka kolumna wychodząca z deski rozdzielczej. Skrzynię biegów przyjemnie się chwyta. Wygląd kokpitu jest lekko kosmiczny, sporo tu przełączników zarówno obok skrzyni, kierownicy, jak i na suficie. Na dodatek zaraz po uruchomieniu silnika za kierownicą wysuwa się szybka, która pełni funkcje HUD-a – bez odrywania wzroku od drogi sprawdzimy aktualną prędkość, ustawienia tempomatu oraz wskazania nawigacji. W testowanej wersji znalazł się też trójdzielny szyberdach, dzięki któremu do samochodu nawet w zimowy dzień wpada do środka dużo słońca.

W tej dbałości o styl niestety popełniono parę błędów, szczególnie w tym, co zawsze uważałem za duży atut francuskich samochodów rodzinnych, a mianowicie schowki, a w zasadzie ich brak. Ten przed pasażerem jest niewielki. Miejsca, gdzie moglibyśmy wygodnie położyć telefon w czasie jazdy tak, aby nie przeszkadzał, a nawet nie kusił – nie ma. Uchwyty na kubki przewidziano w dolnej części drzwi. Natomiast podłokietnik, gdy wyprowadzimy z niego kabel USB do podłączenia telefonu, stale się odmyka, co szalenie irytuje.

14BB18_JPG

System multimediów na pokładzie DS 5 nie należy do najwybitniejszych i najnowocześniejszych. Samochody wyprodukowane po 2 listopada 2015 roku, w wersji z nawigacją, wspierają Apple CarPlay. Model testowany przeze mnie był ciut starszy, więc oprócz przeglądarki internetowej oferował MirrorLink dla wybranych urządzeń z Androidem (a nawet Symbianem). Sam pomysł przeglądarki internetowej wydaje się dość kiepski, zwłaszcza że potrzebujemy do jej działania modemu na Bluetooth lub połączenia z siecią Wi-Fi. Do tego obsługa jej działa opornie. Szkoda, bo wystarczyło zamiast niej stworzyć kilka prostych aplikacji, jak na przykład pogoda, a skoro nie ma polskiego Yanosika, to mógłby być popularny we Francji Coyote. To zmarnowana szansa, ale tutaj DS nie jest osamotniony. Plusem jest, że w najnowszej wersji wyposażenia będzie opcja również z nawigacją wyświetlającą na żywo informacje o korkach. System bezproblemowo i bardzo szybko łączy się z telefonem po Bluetooth. W ten sam sposób odtworzymy muzykę z naszego iPhone’a. Nie można mieć co do tego żadnych zarzutów.

DS 5 to esencja stylu. Opisując DS 3, stwierdziłem, że to coś więcej niż samochód. DS 5 poniekąd też się w to wpisuje, przede wszystkim to jednak bardzo ładny samochód, przestronny i komfortowy w środku. Pełen smaczków i detali. W ulokowanym na desce rozdzielczej analogowym zegarku od razu się zakochujemy, w końcu takie rzeczy spotykamy tylko w nielicznych, luksusowych samochodach. Citroen wyodrębnił markę DS, aby była marką premium i DS 5 zdecydowanie spełnia te założenia.

12

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko