iMagazine

Deweloperze, czy jesteś właścicielem swoich produktów?

12/10/2016, 10:13 · · · 4

Każdy deweloper oprogramowania powinien upewnić się, czy ma prawa do własnych produktów.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 8/2016


Prawo traktuje twórczość programistyczną tak, jak twórczość literacką. Oznacza to, że programista, podobnie jak pisarz, nabywa z mocy prawa autorskie prawa majątkowe do tworzonego przez siebie utworu, czyli w tym przypadku oprogramowania (o wyjątku do tej zasady opowiem dalej). Jeśli deweloperem jest samodzielny programista, ryzyka, które opisuję w tym felietonie, nie wystąpią. Jednak model, w którym twórca oprogramowania jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem jest dzisiaj wyjątkiem. Firmy deweloperskie to duże przedsiębiorstwa, zatrudniające i korzystające z pracy twórczej wielu programistów. Część z tych programistów pracuje na podstawie umów o pracę, część ma własne jednoosobowe przedsiębiorstwa i pracuje na stałych umowach o współpracy. Zdarzają się przypadki współpracy niesformalizowanej, podejmowanej na podstawie ustnych porozumień. Bez względu na formułę współpracy deweloper powinien zadbać o skuteczne nabycie praw do efektów twórczości programistycznej, które powstaną w ramach takiej współpracy.

Umowa o pracę jest najdroższym dla pracodawcy sposobem zatrudniania programistów, co powoduje, że nie jest chętnie wykorzystywana. Jednak to właśnie deweloperzy zatrudniający programistów na podstawie umowy o pracę są w najlepszej sytuacji, gdy chodzi o nabywanie praw do efektów pracy programistycznej. Oprogramowanie stworzone w wykonaniu obowiązków pracowniczych należy bowiem do pracodawcy od chwili powstania. Nie ma nawet potrzeby przenoszenia autorskich praw majątkowych z pracownika na pracodawcę. Pracownik programista nawet przez moment nie jest właścicielem efektów swojej pracy twórczej. Całość praw do wszystkiego, co stworzy, jest nabywane przez jego pracodawcę z mocy prawa, co oznacza też, że pracodawca jest pierwszym właścicielem oprogramowania (to jest właśnie zapowiadany na wstępie wyjątek od zasady, że prawa autorskie do utworu z mocy prawa powstają po stronie twórcy).

Zapewnia to pracodawcy komfort i bezpieczeństwo, ponieważ eliminuje wątpliwości co do zakresu nabywanych praw (nabywane są wszystkie), zmniejsza ryzyko wad prawnych, a także ogranicza możliwość kwestionowania przez pracownika skuteczności takiego nabycia. W praktyce pracodawca nie nabędzie praw do oprogramowania tylko wtedy, gdy nie zostało ono w rzeczywistości stworzone przez pracownika (plagiat) lub zostało stworzone poza stosunkiem pracy, czyli nie było efektem wykonywania obowiązków pracowniczych.

Sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli oprogramowania powstaje poza stosunkiem pracy. Dobrodziejstwa podatku liniowego spowodowały, że programiści są dzisiaj często jednoosobowymi przedsiębiorcami zatrudnianymi na podstawie umów cywilno-prawnych. Są to umowy o dzieło lub inne umowy, których przedmiotem jest świadczenie usług programistycznych. W takim przypadku nie ma już mowy o nabywaniu praw przez dewelopera z mocy prawa, jak to dzieje się na gruncie umowy o pracę. Aby skutecznie nabyć prawa autorskie, deweloper musi zawrzeć z programistą pisemną umowę przeniesienia majątkowych praw autorskich. Umowa taka powinna prawidłowo opisywać przedmiot nabycia, czyli sam program komputerowy, a także wytyczać zakres przenoszonych praw poprzez wskazanie tak zwanych pól eksploatacji. Przeniesienie praw następuje wyłącznie w zakresie pól eksploatacji, które są wyraźne wymienione w umowie. Deweloper nie jest zatem pierwszym właścicielem oprogramowania i nabywa je nie z mocy samego prawa, ale z mocy umowy zawartej z twórcą-programistą, która determinuje również zakres takiego nabycia.

W takim przypadku w porównaniu do relacji prawno-pracowniczej deweloper ponosi dodatkowe ryzyka związane z ewentualnymi niedoskonałościami samej umowy przenoszącej prawa, wadami prawnymi oprogramowania – teoretycznie twórca mógł przenieść prawa do oprogramowania także na inne osoby albo obciążyć program prawami osób trzecich.

Najpoważniejsze ryzyka po stronie firm deweloperskich kreują wszelkie przypadki współpracy nieformalnej. Brak pisemnej umowy oznacza po prostu, że deweloper nie nabył praw do pracy twórczej „swoich” programistów i to bez względu na to, czy za tę pracę zapłacił, czy nie. Jakiekolwiek korzystanie przez dewelopera z oprogramowania pozyskanego na podstawie takiej nieformalnej współpracy wiąże się z realnym ryzykiem roszczeń o naruszenie praw autorskich twórców-programistów. Oczywiście twórca może nie być zainteresowany dochodzeniem takich roszczeń przeciwko deweloperowi, z którym w danym momencie współpracuje. To jednak może się w każdej chwili zmienić. Motywacja do podniesienia takich roszczeń może po stronie twórcy wzrosnąć w przypadku zakończenia współpracy, pojawienia się konfliktu, a także, jeśli pozyskane nieformalnie oprogramowanie zostało włączone do produktów oferowanych na rynku, dzięki czemu jego wartość wzrosła. Twórca, od którego nie nabyto skutecznie praw autorskich, może w takim przypadku zażądać na przykład wycofania produktu z rynku. Może także domagać się wydania uzyskanych przez dewelopera korzyści (na przykład zysków z dystrybucji programu) oraz żądać naprawienia szkody wyrządzonej naruszeniem, którą dla ułatwienia może określić na trzykrotność rynkowego wynagrodzenia za swoje prace programistyczne.

Można wyobrazić sobie także inne ryzyka. Jeśli właściciel spółki deweloperskiej będzie kiedykolwiek poszukiwał inwestora, nieprawidłowości w nabywaniu praw autorskich mogą zostać odkryte w trakcie badania takiej spółki. To może spowodować obniżenie ceny, którą inwestor będzie gotów za spółkę zapłacić, a w skrajnych przypadkach nawet spowodować wycofanie się inwestora z transakcji. Bardzo kłopotliwa może okazać się także na przykład konieczność wycofania produktu z rynku. W przypadku naruszenia praw autorskich uzyskanie decyzji sądu nakazującej takie wycofanie nawet jeszcze przed ostatecznym osądzeniem sprawy wcale nie musi być nadmiernie trudne. Taka sytuacja może oznaczać nie tylko koniec wpływów z dystrybucji oprogramowania, ale również powodować ryzyko powstawania nowych roszczeń ze strony użytkowników, którzy nabyli program wcześniej. Zakaz dystrybucji produktu może bowiem również powodować trudności z wywiązaniem się z już zawartych umów licencyjnych z użytkownikami końcowymi.

Najważniejsze przesłanie tego felietonu jest takie, że zaniedbanie formalności związanych z nabywaniem praw autorskich może mieć szczególnie negatywne konsekwencje dla dewelopera. Konsekwencje te mogą wydawać się na pierwszy rzut oka odległe i tylko hipotetyczne, w rzeczywistości są jednak realne i bardzo prawdopodobne. Dlatego warto już na początku zadbać o wysokiej jakości standardy umów z programistami, aby uniknąć przyszłych problemów.

4

Gracjan Pietras

Autor jest adwokatem i wspólnikiem w kancelarii „Doktór Jerszyński Pietras” w Warszawie. www.djp.pl


Dodaj komentarz

Jacek Kosiński napisał(a):

widać, że pisał to prawnik … kilka stron tekstu do przeczytania z którego niewiele wynika. Tak jak człowiek miał wątpliwości tak ma nadal

Gracjan Pietras napisał(a):

Może pomogę?

Jeśli chcesz wesprzeć redakcję iMagazine, podoba Ci się nasza praca, to zapraszamy do iMag Weekly

dołącz

W archiwum iMag Weekly znajdziecie ponad 500 felietonów, artykułów, recenzji, opisów, przepisów oraz relacji z podróży – w sumie do przeczytania jest ponad 500 tysięcy słów. Wykupienie dostępu do niego jest „dożywotnie” (czyli tak długo jak będzie funkcjonował iMagazine) i wystarczy to zrobić raz. Nasz tygodnik był wydawany do dnia 27/01/2017.

Osoby, które miały wykupioną jakąkolwiek subskrypcję otrzymały pełny dostęp do archiwum.