iMagazine

Web Summit 2016 za nami – jak było?

14/11/2016, 14:25 · · · 0

Po powrocie do domu mogę zastanowić się na spokojnie, jakie wrażenie wywarł na mnie kilkudniowy pobyt w Lizbonie przy okazji obywającego się tam Web Summit 2016. Rozmach wydarzenia oraz wszechobecne bodźce porządnie mnie zmęczyły, mimo to wróciłam zadowolona, bo przywiozłam to, po co pojechałam. Zastanawiam się jednak, jakie wspomnienia zachowają goście, którzy pojechali tam bez planu, ot tak, zobaczyć.

Najpierw jednak kwestie merytoryczne – tu się nie zawiodłam. Prawie wszystkie prelekcje i panele, których miałam okazję posłuchać, choć krótkie, zostawiły we mnie przestrzeń do refleksji, a w moim kajecie stosik notatek. Tematy, które podobały mi się najbardziej to wszelkie zagadnienia związane z przyszłością. A to o motoryzacji, o bankowości, o druku 3D – właściwie wszyscy rozpatrywali swoje dziedziny w ramach przyszłych potrzeb konsumentów. W rezultacie wyrosło we mnie nieśmiałe poczucie, że wszyscy ci ludzie wiedzą co robią, oraz wiedzą, co może wyniknąć z ich działań w obliczu zmieniającego się otoczenia. To dla mnie niezwykle ważne, skoro mówili to ludzie otwarcie zadeklarowani jako ci, którzy chcą zmieniać świat.

img_6200

Jednak Web Summit to nie tylko mięso – mówimy o imprezie takich rozmiarów, że nie sposób nie zwrócić uwagę na to, jak mięso podano.

W rozmowie z przyjaciółmi porównałam Web Summit do wizyty w muzeum multimedialnym. Wiecie, trochę jak skrzyżowanie Muzeum Powstania Warszawskiego z Europejskim Centrum Solidarności. Niby jest jakaś wytyczona ścieżka zwiedzania, ale ostatecznie z każdej strony coś próbuje przyciągnąć naszą uwagę: a to obrazek, a to dźwięk, a to wideo lub fizyczna pamiątka pałętająca się gdzieś między ludźmi. Podobnie było na konferencji. Każdy z pawilonów gromadził dziesiątki atrakcji. Były więc malutkie, naprawdę malusieńkie standy dla startupów, były niewielkie scenki do pitchowania, były i większe stanowiska dla firm, które zapłaciły więcej, było po kilka scen do prelekcji i paneli, odgrodzone płotkiem przestrzenie dla posiadaczy poszczególnych biletów (np. dla inwestorów lub grupy Women in Tech), były stanowiska z jedzeniem i kawą i dużo innych. Co więcej – każdy z tych punktów zaczepiał dźwiękiem i obrazem, ludzie zaczepiali się z kolei ulotkami i ramionami na zmianę. Trzeba było być bardzo skupionym, by rzeczywiście poświęcić 100% uwagi jednej atrakcji – tej, która w danym momencie mnie interesowała.

img_6295

Jest jeszcze kwestia, która z pewnością jest bolączką wszystkich wielkich konferencji, nie tylko Web Summit. Podczas tak ogromnych spotkań ciężko jest ostatecznie cokolwiek załatwić. Nie ma intymności niezbędnej do fajnego networkingu, wszystko dzieje się za szybko i wszystkiego jest po prostu za dużo – klasyczna klęska urodzaju.

Nie do końca czuję też liczby, które organizatorzy przesłali do prasy jako podsumowanie konferencji. To, ile będzie osób, z ilu krajów, ile startupów, prelegentów – to wiedziałam przed konferencją. Wiedziałam, że wystąpią sławy – aktorka Shailene Woodley, Luis Figo oraz Ronaldinho. Wiedziałam jaki jest udział procentowy kobiet w konferencji, a mimo to te wszystkie informacje pojawiły się jako core podsumowania. Podano też kilka liczb związanych ze startupami, które się wystawiły, ale było ich naprawdę niewiele w porównaniu do zupełnie ogólnikowych statystyk nadających się na najprostszą infografikę. Z prasówki, którą otrzymaliśmy wynika, że Web Summit się odbył, że było sporo ludzi, kilka startupów otrzymało mentoring i w sumie tyle. A umówmy się – ogrom, o którym piszę, sprawił, że pojedyncza osoba nie miałaby szansy zobaczyć wszystkiego, co działo się na miejscu, więc podsumowanie od organizatorów powinno jednak mówić więcej.

img_6294

W kwestii samej organizacji z kolei, cóż, w większości przypadków wolontariusze nie potrafili odpowiedzieć na zadawane im pytania, na przykład o najbliższe wyjście z konferencji lub wioskę mediową. Trochę to było dezorientujące.

I taki wniosek przywiozłam do Warszawy: jeżeli jedzie się na tak wielką konferencję jak Web Summit, to dobrze jest wiedzieć, po co się to robi. Warto wiedzieć jakie dokładnie prelekcje nas interesują, mniej więcej oszacować czy damy radę je wszystkie zobaczyć, biorąc pod uwagę nie tylko godzinę i daną scenę, ale także czas niezbędny na przejście z punktu A do punkt B (sic!). Warto dokładnie zaznajomić się z mapą eventu, wcześniej nawiązać niezbędne kontakty i po prostu realizować punkt po punkcie – pamiętając o przerwach na jedzenie!

img_6350

Myślę, że jednak jestem typem wielbicielki kameralnych konferencji i spotkań stworzonych z potrzeby networkingu oraz niespiesznego przekazywania wiedzy. Niemniej, odwiedzenie Web Summit było niesamowitym przeżyciem, w niesamowitym mieście, z garstką niesamowitych ludzi.

Czy pojadę za rok? Nie wiem. Ale jeżeli tak, to z pewnością będę lepiej przygotowana, bo wiedza, nieważne jak zaserwowana, zawsze jest warta czystej, chłonnej głowy. W takim razie – być może do zobaczenia za rok, drogi Web Summicie!


Partnerem wyjazdu iMagazine na Web Summit jest
Moje ING – nowa osobista bankowość ING Banku Śląskiego

mojeing_banner

0

Maja Jaworowska

Jestem dyspozytorem własnych torów. Social Media Manager, copywriter, content designer, zakochana w komunikacji. Piszę słowa i łączę je w całość.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o