iMagazine

Sandisk

notiOne – lokalizator Bluetooth, który działa

14/03/2017, 08:30 · · · 4

Podobnych produktów znacie pewnie dziesiątki. notiOne to lokalizator zagubionych rzeczy komunikujący się z telefonem poprzez Bluetooth. Totalnie nic innowacyjnego i ciekawego. W sumie takie lokalizatory są do niczego, bo co nam po nim, skoro zasięg Bluetooth to maksymalnie 100 m i to w laboratoryjnych warunkach. Gdy zostawimy gdzieś w knajpie portfel z takim lokalizatorem, to nic nam po nim, jeśli oddalimy się zbytnio.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 02/2017


Na tym etapie mógłbym zakończyć recenzję notiOne i to nawet bez wyjmowania go z pudełka. Ten produkt jednak niesie ze sobą coś więcej. Producent opisuje to w ten sposób:
„Korzystając z notiOne, nie jesteś sam. Szukając tego, co zgubiłeś, możesz liczyć na wsparcie członków największej społeczności – użytkowników aplikacji współpracujących z systemem notiOne. Jest nas już ponad 1 000 000 i liczba ta rośnie z każdą chwilą!”

notiOne to lokalizator działający za pomocą Bluetooth w standardzie 4.0. Oznacza to, że z odpowiednio napisaną aplikacją potrafi się komunikować bez proszenia nas o jakąkolwiek autoryzację lub parowanie.

Szybko wyjaśnię, o co chodzi. notiOne to lokalizator działający za pomocą Bluetooth w standardzie 4.0. Oznacza to, że z odpowiednio napisaną aplikacją potrafi się komunikować bez proszenia nas o jakąkolwiek autoryzację lub parowanie. Czyli jeśli mamy nadajnik notiOne, a w pobliżu pojawi się telefon z aplikacją wspierającą ten nadajnik, to automatycznie nastąpi połączenie. Zostanie wtedy wysłana na serwer lokalizacja konkretnego nadajnika notiOne wraz z lokalizacją GPS pobraną z telefonu, który się z nim połączył. To pozwoli właścicielowi tego konkretnego notiOne, który przypiął go do swojego konta, zobaczyć w swojej aplikacji na telefonie informację, gdzie jest nadajnik. Proste, proste. Tyle że musi się zdarzyć taka sytuacja, że w pobliżu nadajnika znajdzie się telefon z odpowiednią aplikacją. Czyli potrzebujemy efektu skali, o który ciężko produktowi wchodzącemu na rynek w kraju, gdzie nikt (prawie) nie instaluje aplikacji.
Skąd więc informacja o MILIONIE użytkowników aplikacji współpracujących z systemem notiOne???

Zabawiłem się detektywa. Spółka Notinote Sp. z o.o. należy do grupy Primesoft Polska, do której oprócz niej należy spółka Neptis S.A. czyli właściciel marki Yanosik.

Zabawiłem się detektywa. Spółka Notinote Sp. z o.o. należy do grupy Primesoft Polska, do której oprócz niej należy spółka Neptis S.A. czyli właściciel marki Yanosik. Chyba już wszystko jasne prawda? Czy muszę tłumaczyć, co to Yanosik?
Przypis redakcji: Najpopularniejszy w Polsce program, za którego pośrednictwem kierowcy informują się wzajemnie o sytuacji na drodze.
Jednocześnie mamy tu gdzieś przekłamanie. Yanosika pobrało podobno już trzy miliony użytkowników, skąd więc info o jednym milionie w notiOne? Powody są pewnie dwa. Pierwszy to maskowanie współpracy z Yanosikiem, a drugie to urealnienie zasięgu. Pewnie nie wszyscy, którzy mają Yanosika, mają też telefon z modułem Bluetooth 4.
No dobra, wiemy kto za tym stoi. Mamy więc teraz dwa pytania. Czy to coś złego, że to tak działa? I drugie – czy to działa?

Odpowiadam na pierwsze: w sumie to nic złego, ale jednocześnie tak. Nic złego, bo przecież wszystko jest anonimowe i bezpieczne, ale też złego, bo przecież użytkownicy Yanosika nie wiedzą, że wysyłają takie dane. To znaczy, gdyby przeczytali regulamin korzystania z tej usługi, zobaczyliby, że ich telefony mogą wysyłać różne informacje do sieci. Ale kto czyta regulaminy?

Wrzuciłem notiOne do torby, która jeździła samochodem po Warszawie, a sam siedziałem w biurze i sprawdzałem pozycję na telefonie. Co chwila dostawałem nowe notyfikacje z informacją, gdzie jest moja torba i to mimo że osoba kierująca pojazdem nie miała przy sobie żadnego smartfona.

Odpowiedź na drugie pytanie jest twierdząca, to działa. Wrzuciłem notiOne do torby, która jeździła samochodem po Warszawie, a sam siedziałem w biurze i sprawdzałem pozycję na telefonie. Co chwila dostawałem nowe notyfikacje z informacją, gdzie jest moja torba i to mimo tego, że osoba kierująca pojazdem nie miała przy sobie żadnego smartfona. Jako że znałem trasę, po której porusza się samochód, mogłem ją porównać z punktami, jakie podawała mi aplikacja od notiOne. Dokładność lokalizacji była różna, ale zazwyczaj było to około 20–30 m, częstotliwość zmian w centrum miasta była zaś naprawdę duża. Bez problemu umożliwia to w miarę dokładną lokalizację naszego plecaka. Takie dane pomogą też policji w namierzaniu naszej zguby.

Powiedzmy też coś więcej o samym notiOne. Jego wymiary to 27 x 27 x 8,5 mm, a waga – 6 g. Jest zbudowany z odpornego na warunki atmosferyczne plastiku w kilku kolorach. Wraz z nim dostajemy przywieszkę do breloka do kluczy, a możemy też nabyć opaskę na przegub ręki, a w przyszłości uchwyt magnetyczny. Bateria w notiOne starcza na około rok, a po tym czasie możemy ją wymienić na nową. Kosztuje zaś 99 złotych.
Po pobraniu aplikacji notiOne, dodajemy w niej nasz zakupiony nadajnik poprzez jego potrząsanie, nic prostszego. Nadajmy mu nazwę i od tej pory możemy śledzić jego pozycję na mapie. Możemy też przestawić go w tryb alarmu – gdy straci kontakt z naszym telefonem, aplikacja uruchomi alarm. Świetne, gdy nie chcemy, aby nasze dziecko na placu zabaw zbyt daleko uciekło. W aplikacji możemy też zobaczyć na wykresie, jak blisko jesteśmy od nadajnika, gdy już telefon ma z nim kontakt. To się przyda, gdy już namierzymy zdalnie nadajnik i pojawimy się w przypuszczalnej jego lokalizacji. Niestety aplikacja na iSO nie zachowuje się całkiem stabilnie, ta dla Androida jest zdecydowanie lepsza. Producent obiecuje jednak, że lada chwila to się zmieni. Możliwe, że gdy będziecie czytać ten tekst, te słowa już staną się nieaktualne, a w AppStore jest nowa wersja.

To chyba najfajniejszy gadżet, jaki ostatnio widziałem, mający jeszcze dwie idealne cechy, działa i jest dość tani.

Zastosowań notiOne jest cała masa. Możemy go włożyć do wspomnianego portfela, wrzucić do plecaka dziecka, do schowka w samochodzie, do torby i w sumie przyczepić do każdego przedmiotu, jaki chcemy chronić przed zgubieniem lub kradzieżą. Jest tak mały, że prawdopodobnie nie zwróci niczyjej uwagi, a to pozwoli nam na namierzenie naszej zguby i w rezultacie na jej odzyskanie. To chyba najfajniejszy gadżet, jaki ostatnio widziałem, mający jeszcze dwie idealne cechy, działa i jest dość tani.


Ogólna: 6/6 6/6

4

Norbert Cała

Jedno słowo - Geek. Prowadzący blog http://ipod.info.pl oraz zastępca redaktora naczelnego @imagazinepl.

norbertcala

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
DaroPiotrAntonina GrzelakMag Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mag
Gość
Mag

A czy można wymienic baterie?

Antonina Grzelak
Gość

Tak, bateria jest wymienna i starcza prawie na rok :-)

Piotr
Gość
Piotr

Tyle tylko, że pozwalacie się namierzyć KAŻDEMU, w darkwebie są dostępne rozwiązania lokalizujące naiwnych biegających z takimi (i innymi – np Tile) lokalizatorami i udostępniające dane w czasie rzeczywistym np złodziejom i innym typom spodciemnej gwiazdy za symboliczną opłatą. Oczywiście w tym wypadku dane nie są zbierane przez janosika, ale lokalizator wysyła swoje dane non stop – dla każdego kto chce posłuchać…..

Daro
Gość
Daro

posiadam notione, problem jest że niekiedy wskazuje odległość do 3km i z opóźnieniem,,. dlaczego ? po za tym OK