iMagazine

Lot bez kontroli bezpieczeństwa

22/03/2017, 11:13 · · · 5

Dwa dni temu wróciłem z Nowej Zelandii. Wśród wszystkich ciekawych doświadczeń z wizyty w tym kraju, jedno wyróżniało się szczególnie – brak kontroli bezpieczeństwa przed lotem krajowym do Wellington.

Każdy, kto regularnie podróżuje na pokładzie samolotów, musi być przyzwyczajony do typowej lotniskowej rutyny: odprawa, nadanie walizki (lub nie), kontrola bezpieczeństwa, boarding. Prześwietlenie bagażu podręcznego i przejście przez wykrywacz metali bywają uciążliwe (szczególnie w niektórych polskich portach), ale większość pasażerów, w tym także ja, przyjmuje to jako konieczny i nieodłączny etap podróży. W niektórych zakątkach świata rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej.

Plan mojego wyjazdu do Nowej Zelandii obejmował dwa loty krajowe: z Nelson do Wellington oraz z Wellington do Auckland. Na uwagę zasługuje ten pierwszy, gdyż ze względu na regionalny charakter trasy obsługiwany był niewielkim, pięćdziesięciomiejscowym Bombardierem Q300. Po przyjeździe na lotnisko i nadaniu bagażu, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że w terminalu nie ma… punktu kontroli bezpieczeństwa. Szybkie wyszukiwanie w Google (za sprawą tego artykułu) potwierdziło moją obserwację. Kilkadziesiąt minut później szedłem do samolotu po płycie lotniska z dużym plecakiem pełnym elektroniki, którego zawartości nikt w żaden sposób nie sprawdził.

Zasada braku kontroli bezpieczeństwa dotyczy jedynie lotów regionalnych w Nowej Zelandii obsługiwanych mniejszymi samolotami (do 90 foteli), które stanowią jednak wysoki procent wszystkich połączeń w tym kraju. Trasy wykorzystujące większe odrzutowce oraz wszystkie loty międzynarodowe przechodzą już standardowe, znane nam procedury kontroli bagażu podręcznego i pasażerów. Z tego względu ciekawy jest także układ wnętrz lotniskowych terminali; dobrym przykładem będzie tutaj lotnisko w Wellington, gdzie strefa barów, sklepów i restauracji jest ogólnodostępna, a punkty security umieszczono tylko przy wybranych częściach portu (wykorzystywanych przez większe maszyny).

Przyznam, że sytuacja z Nelson do tej pory wywołuje we mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony mówimy tutaj o kraju bezpiecznym, określanym jako idealne miejsce do życia, o którym nie słyszy się w kontekście przestępczości czy terroryzmu. Z drugiej strony takie działanie wydaje się niezwykle ryzykowne; nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której na pokład wchodzi osoba niezrównoważona z niebezpiecznym przedmiotem w bagażu.

Temat ten wydaje się szczególnie ciekawy w kontekście ostatnich wydarzeń: USA oraz Wielka Brytania w ramach dodatkowych, kontrowersyjnych procedur bezpieczeństwa zakazały bowiem wnoszenia na pokład samolotów z Bliskiego Wschodu urządzeń większych od rozmiarów typowego smartfona, w tym laptopów i tabletów.

A Wy co sądzicie na ten temat?

Pełną relację z mojej podróży po Nowej Zelandii przeczytacie w kwietniowym numerze iMagazine. Stay tuned!

5

Tomasz Szykulski

Fotograf, podróżnik, freelancer. Student uczelni w USA, Irlandii i Australii. Zajrzyj na moją stronę - szykulski.com.


5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Tomasz SzykulskiJan KuśmierskiDominik Łada Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dominik Łada
Gość

Well…mój znajomy dużo podróżuje po świecie z rowerem. Był z nim w wielu miejscach od Ameryki, przez Afrykę, bliski wschód i Azję. Jedyny raz kiedy został okradziony, i to niestety skradziono mu właśnie rower, było na Nowej Zelandii…to tyle w temacie określenia „kraju bezpiecznym, określanym jako idealne miejsce do życia, o którym nie słyszy się w kontekście przestępczości czy terroryzmu”.

Nie zmienia to faktu, że jest to jedno z miejsc na mojej do odwiedzenia;-)

Tomasz Szykulski
Gość
Tomasz Szykulski

Zrzuciłbym na pecha, to mogło się stać wszędzie ;-) Ten kraj na żywo sprawia wrażenie niezwykle spokojnego.

Jan Kuśmierski
Gość
Jan Kuśmierski

Wg mnie tak powinno być na lotach na terenie jednego kraju.
Już zupełnym szczytem głupoty jak dla mnie, jest konieczność przechodzenia przez kontrolę bezpieczeństwa, jeśli lecisz sam swoim prywatnym samolotem.
Takie czasy.

Tomasz Szykulski
Gość
Tomasz Szykulski

Jeżeli chodzi o prywatne samoloty – częściowo się zgadzam. Ale dlaczego krajówki miałyby mieć inne procedury bezpieczeństwa niż loty międzynarodowe?

Jan Kuśmierski
Gość
Jan Kuśmierski

Nie obraził bym się, żeby było, tak jak w ruchu kołowym. Jeśli nie ma kontroli paszportowej przy przejeździe samochodem na terenie danego kraju, lub np. z Polki do Niemiec, to czemu ma być taka szczegółowa kontrola przed wejściem do samolotu.
Jak pokazują ostanie wydarzenia terrorysta może wykorzystać dowolny środek transportu do swoich celów.