30 dolarów za wypożyczenie filmu tydzień po premierze – tak ma wyglądać przyszłość VOD

23/03/2017, 10:55 · · · 4

Za naszego życia sposób dystrybucji filmów zmieni się i to zapewne nie jeden raz. Netflix zrewolucjonizował premiery seriali. Teraz trwają gorące rozmowy odnośnie filmowych premier. Częścią tej rewolucji ma być Apple. Czy jednak rzeczywiście rewolucja nadejdzie w najbliższych miesiącach?

Jeśli filmy kinowe będzie można po dwóch tygodniach obejrzeć w domu, dojdzie do prawdziwego przetasowania na filmowym rynku. Problemy będą mieli dystrybutorzy na nośnikach fizycznych, a także kiniarze. Zupełnie będzie musiała się zmienić też komunikacja wokół filmów oraz sposób liczenia box office. To będzie istne przemeblowanie, które może przynieść korzyści wszystkim stronom, ale może też odbić się czkawką dla całego rynku.

Pisałem o tym już niejednokrotnie, bo pomysł nie jest nowy, pojawia się co parę lat. Podobnie jak płacenie za pojedyncze kanały telewizyjne. Reguły w obu kwestiach są dość sztywne i korzystne dla firm z branży. Film najpierw wchodzi do kina, po kilkunastu tygodniach trafia na płyty, a w tym samym czasie lub tydzień później pojawia się w serwisach VOD oferujących zakup lub wypożyczenie pojedynczych tytułów. Po kolejnych kilkunastu tygodniach, zwykle blisko rok od premiery, debiutuje na kanałach premium. Po kolejnym roku ląduje w serwisach VOD z subskrypcją i kanałach otwartych. Luką są systemy mulitmedialnej rozrywki na pokładzie, gdzie filmy potrafią debiutować już kilka tygodni po premierze kinowej, jeszcze przed premierą na płytach. Są to jednak wersje okrojone, w złych proporcjach, a ekran w samolocie nie równa się z wrażeniami z kina, czy dużego telewizora.

Najnowsze plotki wskazują, że większość studiów filmowych zgodziła się na premiery w sieci już po dwóch tygodniach od debiutu filmu. Takie premiery kosztowałyby 30 dolarów za wypożyczenie. To cena porównywalna z filami na płytach UHD Blu-ray i zdecydowanie wyższa od abonamentu za Netflix, czy obecnego wypożyczenia filmu w iTunes. To także cena przewyższająca dwa bilety do kina w Stanach Zjednoczonych. Wątpię, by udało się dostarczyć w tej cenie też odpowiednią jakość dźwięku i obrazu.

Jest to świetna propozycja dla osób mieszkających z dala od kina, nie mogących sobie pozwolić na wyjście z domu, posiadających w domu dobry projektor, czy olbrzymi telewizor z dobrym nagłośnieniem. Jednocześnie jednak jest to w moim odczuciu wypaczenie całej kultury filmowej, magii kina, magii dużego ekranu.

Coś jednak jest na rzeczy, skoro mamy do czynienia z informacjami, że Disney nie zamierza wejść w taki układ, ale inne wielkie wytwórnie już tak. W dodatku mamy podaną konkretną kwotę i długość okna. Prędzej czy później doczekamy się takich zmian w dystrybucji. My będziemy naprawdę decydować, gdzie i kiedy chcemy dany film obejrzeć. Możemy wybrać salę kinową, gogle VR, ekran komputera, domowy projektor, czy wreszcie smartfon. Ciekawe, czy Apple będzie w tym wszystkim uczestniczyć – iTunes domaga się zmian.



źródłoVariety

4

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko