Tydzień z Linuksem, czyli jak to Yzoja upuściła laptopa →

04/04/2017, 21:02 · · · 17

Angelika Borucka pisze o swoim komputerowym wypadku i doświadczeniach po przejściu na Ubuntu:

Wi-Fi na starcie oczywiście nie mogło działać, siedziałam więc na podłodze przy telewizorze, z białym kablem wciśniętym w to zalane parafiną gniazdko. W Firefoksie, który jest dla mnie nieużywalną przeglądarką, włączyłam pobieranie Chrome i w międzyczasie zajęłam się szukaniem rozwiązania na niedziałające Wi-Fi. Znalazłam, otworzyłam terminal, czując się jak haker, wpisałam odpowiednie komendy. Na końcu napisane było, żeby kliknąć „Suspend”, obudzić laptopa, zalogować się i wtedy Wi-Fi powinno zaskoczyć (…)

(Teraz, za każdym razem jak uruchamiam od nowa komputer, muszę najpierw kliknąć ikonkę „Enable Wi-Fi”, potem wybrać „suspend”, włączyć znów laptopa i zalogować się, żeby internet zadziałał. A jak przez przypadek mi się wyłączy Wi-Fi tym sprzętowym przełącznikiem, to muszę całą akcję z terminalem powtarzać. Ha-ha.)

Z aplikacją do muzyki walczyłam dwa dni. Pobrałam sobie trzy płyty z mojego Google Drive’a, bo przecież Deezer nie chce działać (bo twierdzi, że jest za stary flash). Trzy programy się wysypywały. Rozumiecie to?! Zawieszały się, gdy próbowałam wybrać katalogi, gdzie ma zacząć szukać plików muzycznych. Nawet nie próbowałam nic odtworzyć! Ani nie zaznaczyłam katalogu. Po prostu otwierało się okienko i program umierał.

Radę dał dopiero Amarok, który z kolei dzisiaj mi zastrajkował przy odtwarzaniu muzyki z płyty CD (co udało się jednemu z tych trzech starych programów). Brawo Linux!

Nie ukrywam, że z pewnym zaskoczeniem czytałem to wszystko, chociaż rozumiem jej ból i nie wątpię, że ma problemy. Linuxa w swoim życiu najczęściej używałem „dla zabawy”, ale ze trzy lub cztery lata zainstalowałem go na Toshibie mojej lepszej połowy. Miałem go też na swoim Thinkpadzie. Powody za taką decyzją w obu przypadkach były identyczne – komputery były za słabe, żeby pociągnąć Windowsa, tym bardziej, że w środku siedziały HDD – nigdy nie zdecydowałem się na upgrade. Toshiba pociągnęła Ubuntu bez najmniejszych problemów i bez żadnych dodatkowych kombinacji. Thinkpad z kolei wymagał tylko „chłytu marketingowego”, aby uruchomić TrackPointa, bo domyślnie odmawiał współpracy. Możliwe, że był też delikatny problem z touchpadem (coś z przyciskami, jeśli dobrze pamiętam; chyba chodziło o ten środkowy, który służy do przewijania stron WWW), ale ten sam trick go naprawił. Podobnie było z aplikacjami – testowałem mnóstwo najprzeróżniejszych i nie miałem absolutnie żadnych problemów.

Powiem Wam tyle – rok Linuxa prędko nie nadejdzie.



17

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.