iMagazine

Recenzja Samsung Galaxy S8+ – prawdopodobnie najlepszy smartfon na świecie

18/04/2017, 17:00 · · · 9

Gdyby Samsung robił takie telefony od początku, to iPhone prawdopodobnie nigdy nie stał się tak popularny. Niestety nie było jeszcze na rynku ani jednego telefonu Samsunga, który zrobiłby na mnie wrażenie, a na pewno nie takie. Każda kolejna edycja flagowców z logo Galaxy wyglądała jak typowa iteracja tej kategorii urządzeń, które tak dawno temu zdefiniowało Apple swoim pierwszym iPhonem – prostokąt z ekranem. Nie zmieniła tego nawet seria Edge, z mocno zagiętym ekranem, który przysparzał więcej kłopotów niż korzyści, a koreański gigant bardzo szybko wycofał się z aplikacji działających na wspomnianych, zaokrąglonych brzegach. To się zmieniło…

Na dzień dobry

Już na wstępie podpowiem tym z Was, które mają inne oczekiwania i gust niż mój. Staram się tak wszystko opisać, abyście mogli wyciągnąć własne wnioski na dany temat, celem zestawienia tego ze swoimi oczekiwaniami i wymaganiami.

Ładny

Jest jedna rzecz, która wyróżnia Galaxy S8 i S8+ na tle swoich poprzedników – są ładne. Bardzo ładne. Na tyle… ładne… że uważam je obecnie za naj… ładniejsze telefony dostępne na rynku. To oczywiście kwestia gustu, ale ten modelu po prostu wyjątkowo mi się podoba z przodu. Ekran, otoczony jedynie dwoma cienkimi „klamrami”, które definiują jego kształt na tyle, że ktoś wykorzystał te dwa elementy jako swojego rodzaju „logo” telefonu. Dobry krok, zarówno od strony designu jak i marketingu.

Tył niestety już nie robi takiego wrażenia, ale również nie odrzuca, szczególnie w kolorze czarnym, gdzie całość się zlewa ze sobą. Nie miałem okazji spędzić czasu z innymi odcieniami, ale przeglądać reakcje na Twitterze, najlepsze opinie zbiera wspomniany Midnight Black oraz Artic Silver i Orchid Gray. „Szary człowiek, szare życie?” Być może, a przynajmniej dopóki nie włączymy ekranu…

Ekran

Galaxy S8+, w obudowie wysokości Google Pixela XL i iPhone’a 7+, mieści aż 6,2” wyświetlacz o rozdzielczości 2960×1440 px (529 ppi). Mniejszy brat ma dokładnie taki sam panel, tylko o przekątnej 5,8”, co zwiększa gęstość upakowania pikseli do 570 ppi.

Klawiatura SwiftKey nie wyświetlała się prawidłowo po ustawieniu WQHD+.

Tak wysoka rozdzielczość jest całkowicie zbędna (dla moich oczu). Telefon domyślnie skonfigurowany jest w rozdzielczości FullHD+ (2220×1080 px) i nie jestem w stanie dostrzec żadnych istotnych różnic. Chociaż nie – kłamię. Jedyne miejsce, gdzie rzeczywiście dostrzegam różnicę, jest po załadowaniu mojej własnej tapety nocnego nieba – gwiazdy przy FHD+ są nieznacznie mniej ostre. Na co dzień nie robi to jednak większej różnicy, poza klawiaturą SwiftKey, która w trybie najwyższym, czyli WQHD+ dziwnie wygląda. FHD+ prawdopodobnie dodatkowo pozytywnie wpływa na czas pracy na baterii, więc nie mam żadnych oporów z korzystania z tego trybu – codziennie grzebię w ustawieniach z różnych powodów, więc niestety nie miałem okazji zaobserwować na własnych oczach, jaki są z tego tytułu zyski.

Brzegi ekranu są zagięte, co ma swoje wady i zalety. Niewątpliwie jest to zabieg mający na celu wizualnie zmniejszyć boczne ramki. Pomimo, że Samsung nazywa ten ekran „Infinity Display”, to ma on swoje widoczne granice. Te zagięcia rzeczywiście dla wielu osób będą wyglądały świetnie – nawet ja tak uważam – ale gdybym miał wybór, to wolałbym ekran płaski. Stoją za tym dwa powody – mniej i bardziej istotny. W tym pierwszym przypadku mam zastrzeżenia do refleksów na ekranie, które sprawiają problem w słońcu. Jeśli jesteśmy na dworze w słoneczny dzień, to bardziej kłopotliwe jest ustawienie telefonu w pozycji, żeby na zagięciach nie tworzyły się bliki. Dodatkowo, sam ekran staje się mniej czytelny, jeśli w jego płaskiej części odbija się światło.

Oczywiście można sobie z tym poradzić, więc informuję o tym, abyście byli świadomi o tym fakcie – nie wpływa to znacząco na moją ostateczną ocenę ekranu. Drugą kwestią, która już wpływa na to, jak odbieram te zagięcia, jest zniekształcanie treści, które dobijają do lewego i prawego brzegu. Ma to znaczenie na przykład w Instagramie, gdzie boki fotografii są zagięte i wyglądają nienaturalnie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że 99% użytkowników nie ma takiego fioła na punkcie perfekcji niektórych rzeczy, jak ja.

Ustawienie przestrzeni barwnej wyświetlacza

Jak to zwykle bywa, można wybrać profil kolorystyczny w ustawieniach telefonu, aby kolory wyglądały na przesycone i nienaturalnie podbite lub odpowiadające rzeczywistości. Dostępne są cztery tryby i każdy odpowiada innej przestrzeni barwnej – bardzo istotne jest korzystanie z odpowiedniej zależnie od tego, co robimy lub na co patrzymy.

  • tryb Basic – sRGB/Rec.709
  • tryb AMOLED Cinema – DCI-P3
  • tryb AMOLED Photo – Adobe RGB
  • tryb Adaptive Display – pełny gamut wyświetlacza, z bardzo mocno podbitym nasyceniem kolorów (niestety, jest to tryb domyślny)

Korzystanie z prawidłowego trybu jest niezwykle istotne. Wszyscy co widzicie na ekranie, od aplikacji poprzez treści w programach, wyświetlane są w jakiejś przestrzeni barwnej. Dla przykładu, jeśli zdjęcie przygotowano do przestrzeni Display P3, a Wy je oglądacie na profilu sRGB, to będzie się wydawało wyprane z kolorów. Podobnie film przygotowany pod DCI-P3 z HDR będzie wyglądał nieprawidłowo w trybie sRGB.

Przełączanie się między trybami jest jednak irytujące, a nie znalazłem nigdzie suwaka, aby to robić „w locie”. W praktyce mogę jedynie zasugerować, żeby do treści „codziennych”, na przykład WWW, Twittera czy Instagrama, korzystać najlepiej z trybu AMOLED Cinema – daje najbardziej prawidłowe odwzorowanie kolorów w największej liczbie sytuacji.


Ostatnią cecha nowego ekranu są jego nietypowe proporcje, wynoszące 18,5:9. Filmy „domowe” od lat kręcimy w 16:9 – dotychczasowy standard – ale od niedawna producenci zaczęli eksperymentować. Jedynym z pierwszych w tym względzie jest LG G6, posiadający ekran 18:9 (2:1). Ten zabieg zapewne wynika z faktu, że węższy telefon wygodniej się trzyma i wygodniej się nosi w przedniej kieszeni jeansów, a ograniczenie ramek pozwoliło wydłużyć ekran, zachowując wymiary największych smartfonów – Galaxy S8+ pomimo, że ma ekran 18,5:9 i przekątną 6,2”, na wysokość jest niemal identyczny z Pixelem XL i iPhonem 7+.

Jednocześnie należy pamiętać, że na świecie istnieje grupa osób, która preferuje małe telefony (przykład niedoszacowania przez Apple popytu na iPhone’a SE to dobry przykład) i trochę żałuję, że Samsung nie pokusił się o model z ekranem w rejonie 5,0-5,5” – wyobraźcie sobie jak niewielki i poręczny byłby model z 5,2” ekranem, a jednocześnie oferowałby więcej niż wystarczającą przestrzeń.

Można dowolnie zmieniać kolor dolnego paska oraz zamieniać ikony miejscami.

Są jeszcze dwie istotne cechy Galaxy S8 i S8+, które wymusił duży ekran i tak niewielka bródka i czoło. Po pierwsze, brak logo Samsunga na przodzie. To prawdopodobnie jeden z największych plusów tego modelu – logo producenta w postaci napisu „SAMSUNG” zupełnie mi się nie podoba, jest brzydkie (font też) i szpeci design. Jego brak powoduje, że Galaxy ogromnie zyskał w moich oczach. Dodam jeszcze, że wiem, jaki telefon kupiłem i żaden napis nie musi mi o tym codziennie przypominać. To wszystko dodatkowo spowodowało, że Samsung zrezygnował z fizycznych przycisków pod ekranem na rzecz ekranowych, których jestem dużym zwolennikiem. Owszem, tracimy trochę przestrzeni na nie (ekran jest wysoki, więc nie ma to znaczenia), ale są znacznie estetyczniejsze niż poprzednie implementacje. Do tego jeszcze dochodzi jedna z najważniejszych cech nowych, ekranowych przycisków – w końcu można zarządzać ich kolejnością. Z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn, Samsung preferuje dawać przycisk Wstecz z prawej strony Home, a przycisk od Multitaskingu po lewej. Można to zmienić w ustawieniach i jest to druga rzecz, którą zmieniłem, po profilu ekranu.

Samsung Experience

Domyślne ustawienie ikon można na szczęście zmienić.

Kiedyś nazywano go TouchWiz, a dzisiaj jest to Samsung Experience. Patrząc historycznie na moje doświadczenia z „nakładką” Samsunga na Androida, nie spodziewałem się, że zaakceptuje tą w Galaxy S8. Stało się jednak inaczej, pod jedynym warunkiem. Domyślnie Samsung ujednolica wygląd ikon i teoretycznie jest to dobra decyzja, ale niestety zupełnie nie przypadło mi to do gustu. Na szczęście można to wyłączyć za pomocą opcji Icons with frames. Polecam.

Samsung Experience umożliwia zmianę fontu systemowego, wraz z opcją dokupienia wybranego ze sklepu. Jest ich tam doprawdy przytłaczająca ilość, ale ze wszystkich dostępnych, tylko Helvetica Neue mnie zainteresowała.

Same ustawienia są zdecydowanie rozszerzone względem gołego Androida. Ich liczba była dla mnie wręcz przytłaczające, więc pierwsze chwile spędziłem na tym, że przeklikałem przez każdą możliwą opcję, w tym te ukryte pod trzema kropkami w górym prawym rogu ekranu, a następnie ustawiłem całość pod swoje potrzeby. Do gustu przypadł mi również Launcher Samsunga, a przynajmniej po wywaleniu wszystkich ikon z ekranu domowego. Dostęp do nich uzyskuje się krótkim gestem do góry, więc nie stanowi to problemu. Z zaskoczeniem jednak zauważyłem, że zacząłem korzystać z Edge Panels, gdzie umieściłem kilka najczęściej używanych przeze mnie aplikacji. Dzięki temu mam do nich szybszy dostęp, a na ekranie domowym wyświetlam jedynie aktualną pogodę i godzinę.

Edge Apps przypadły mi do gustu, ale tryb jednoręczny już nie.

Nie ma jednak róży bez kolców. Samsung, z bliżej niezrozumiałego dla mnie powodu, klonuje praktycznie każdą aplikację Google’a. Powoduje to dublowanie się programów w Launcherze, zupełnie niepotrzebnie. Rozumiem ich chęć usamodzielnienia się, ale w takiej sytuacji, powinna być opcja doinstalowania tych programów lub ostatecznie możliwość ich usunięcia.

Bixby

Bixby ma za cel zastąpić Google Now lub Google Assistant, zależnie od wersji Androida, z której korzystamy. Niestety, nie udało mi się go uruchomić i tutaj winę zwalam na Samsunga. Nie można go uruchomić bez wyrażenia zgody na wysyłanie informacji do wielu różnych zewnętrznych usług czy firm, w tym dostarczanie mojego położenia do Ubera – przykro mi, ale tę firmę bojkotuję i nie mam ochoty mieć z nią nic wspólnego. Dodam, że w ustawieniach można wyłączyć swipe w prawo, który przenosi do Bixby.

Problem braku Bixby rozwiązałem bardzo prosto – na jego miejsce zainstalowałem aplikację Google i umieściłem ją jako jedyną ikonę na ekranie domowym. Bez problemu można też dołożyć Google Now Launcher, który przywraca swipe w prawo, przenoszący do Google Now (niestety, przy tym launcherze animacja powrotu do ekranu domowego klatkuje). W internecie również znajdziecie metodę – niestety niezbyt prostą – na podmianę dedykowanego przycisku dla Bixby, żeby pełnił inną funkcję, na przykład uruchamiał Google Now.

Jestem przeciwny temu przyciskowi do przywoływania Bixby. Albo nie powinno go być, albo powinien być w pełni programowalny przez użytkownika. A tak zostałem z przyciskiem, z którego nie korzystam. Na plus zaliczę fakt, że nie udało mi się go ani razu niechcący wcisnąć…

Palec, oko, twarz

Galaxy S8 wyposażony jest w trzy sposoby uwierzytelniania nas za pomocą naszych biometrycznych danych. Można skorzystać z rozpoznawania twarzy, czytnika linii papilarnych lub skanera tęczówki oka. Oczywiście jest tradycyjny wzór do rysowania (nie polecam), PIN (lepiej) lub długie hasło (najlepiej).

Bardzo szybko udało mi się ustalić, że rozpoznawanie twarzy można oszukać za pomocą selfie zrobionego w warunkach słabego oświetlenia i wyświetlonego na ekranie drugiego telefonu. Samsung zresztą o tym informuje, więc jeśli nie chcecie słuchać mnie, to posłuchajcie producenta i nie korzystajcie z tego. Po prostu udawajcie, że go nie ma.

Po wywaleniu z Galaxy informacji o mojej twarzy, przystąpiłem do rejestracji odcisków palców i skanowania źrenicy oka. Przez ostatnich kilka dni korzystam wyłącznie z tych dwóch metod odblokowywania ekranu i od razu podpowiadam, że w każdej chwili możecie wejść do ustawień i usunąć zapisane informacje, zarówno o palcach jak i oczach.

Skanowanie tęczówki oka działa zaskakująco dobrze, nawet gdy jedynym źródłem światła w mieszkaniu są dwie 20 W żarówki w kuchni, oddalone o 5-7 metrów od mojej twarzy, a ja jestem odwrócony do nich tyłem. To chyba najwygodniejsza metoda i polecam korzystanie właśnie z niej.

Niestety, skaner odcisków palców jest umiejscowiony obok aparatu. Ten drugi jest na środku pleców, więc siłą rzeczy to najpierw jego upaćkam odciskami zanim przesunę palec w bok. Do tego, przy znacznej wysokości Galaxy S8+, wymagana jest niezła gimnastyka palca wskazującego u prawej ręki (tylko z tego jednego korzystam). Nie wiem skąd wzięła się decyzja o umiejscowieniu czytnika w tym miejscu, ale to spora wada i równie dobrze mogli w ogóle go nie dodawać. Nie jest to ani wygodne, ani praktyczne. Podejrzewam, że oryginalnie planowali go umieścić w miejscu gdzie jest przycisk Home na przedniej ściance, ale ostatecznie im się to nie udało i „na szybko” znaleźli dla niego dom obok obiektywu.

Aparat

Niestety nie miałem okazji spędzić z aparatem tyle czasu, ile bym chciał, ale nie ukrywam, że zaskoczył mnie fakt, że Samsung nie poświęcił mu większej uwagi podczas prezentacji. Aparat od strony sprzętowej faktycznie się nie zmienił, ale wygląda na to, że są poprawki software’owe. To oznacza, że teoretycznie mogłoby one trafić również do poprzednika – to byłby miły gest dla użytkowników od producenta i liczę na to, że to zrobią.

Balans bieli niestety nadal nie działa idealnie w niektórych sytuacjach, ale akurat to dotyczy większość aparatów na rynku, a dla osób, które chcą wyciągnąć każdy ostatni piksel ze zdjęć nadal dostępny jest tryb RAW. Skoro w moim zeszłorocznym porównaniu Galaxy S7 Edge był na równi z iPhonem 7+, to wygląda na to, że w tym roku S8 ciut wyprzedza iPhone’a. Nie jest to różnica rzucająca na kolana, ale firma ewidentnie stara się w tym względzie.

Nie rozumiem jednak dlaczego nie poszli dalej i nie eksperymentują z dwoma obiektywami. Miałem przyjemność doświadczyć takowych zarówno w LG G5 jak i w iPhonie 7+ i bardzo sobie takie rozwiązanie cenię. LG zresztą wyciągnęło lekcję z G5-tki i do tegorocznej G6-tki montują dwie takie same matryce, ale różne obiektywy – szeroki kąt i ultraszeroki kąt (w odróżnieniu od iPhone’a, który daje szeroki kąt i standard). Szkoda, bo pomimo że główny aparat jest więcej niż bardzo dobry, to brakuje mi drugiego szkła – bardzo sobie to rozwiązanie cenię i sprawdziło się znakomicie podczas ostatnich wakacji dla luźnych, rodzinnych zdjęć.

Głośnik i słuchawki AKG

Prawdopodobnie największą wadą Galaxy S8 i S8+ jest fakt, że telefon posiada tylko jeden głośnik. Gra z dołu, a po podbicie głośności zaczyna niemiłosiernie masakrować jakość dźwięku. Do niedawna każdy iPhone tak miał i o ile HTC ze swoimi dwoma głośnikami historycznie przodowało w jakości, to wielu producentów obecnie stosuje dwa głośniki, z czego jeden z nich umieszczony jest w miejscu głośniczka tradycyjnie tylko do rozmów. Duży minus dla osób oglądających często wideo lub słuchających audio bez korzystani ze słuchawek.

Skoro jesteśmy w temacie, to muszę bardzo pochwalić AKG, które Samsung dostarcza w pudełku. Normalnie warte są kilkaset złotych i to czuć. Porównałem je do AirPodsów podłączonych do iPhone’a poprzez BT – tak, wiem, że to średnio dobre zestawienie, ze względu na różnice w technologiach – i muszę powiedzieć, że są lepsze pod prawie każdym względem. Dół jest mocniejszy – nieznacznie, na szczęście; bas nie jest nienaturalnie wzmocniony jak w Beatsach – a środkowe i wysokie tony przekazują zdecydowanie więcej informacji niż AirPodsy. Maksymalny poziom dźwięku jest bardzo zbliżony w obu przypadkach, czyli za głośny, abym z niego chciał korzystać. W praktyce, na ulicy przy dużym ruchu i sporym hałasie, dźwięk mam ustawiony dwie do czterech kresek od maksimum.

Samsung Themes oferują mnogość opcji zmiany wyglądu UI, ale domyślna podobała mi się najbardziej. Zmiany dotyczą tapety, ikon i kilku innych elementów.

Wygoda używania

Telefon ma pionowy wymiar zbliżony do iPhone’a 7+, którego używam na co dzień i który jest mi dobrze znany. Nie ukrywam, że nie przepadam za tym formatem. Galaxy S8+ ratuje poniekąd sytuacje, ponieważ jest węższy, co powoduje, że znacznie wygodniej trzyma się go w ręce, szczególnie jednej. Tak, potrafię go obsługiwać jedną ręką, chociaż brak Reachability powoduje, że muszę niewygodnie przesuwać go w dłoni, aby dosięgnąć powiadomień. Jest za to tryb jednoręczny, ale ten moim zdaniem – powtarzam to rokrocznie – jest nieużywalny. Po prostu mój mózg go nie potrafi przetworzyć.

Telefony noszę zawsze w przednich kieszeniach jeansów. Uda nasze nie są płaskie z przodu, więc odczuwam dyskomfort przy zbyt szerokich telefonach, na przykład przy Nexusie 4, który też był dosyć gruby, co pogarszało sprawę. S8+ jest stosunkowo cienki i przy okazji węższy, a to powoduje, że najzwyczajniej na świecie leży tam wygodniej.

Gdybym miał osobiście wybierać między S8 i S8+, to zdecydowanie wziąłbym model z 5,8” ekranem – daje wystarczająco dużo miejsca na ekranie (a nawet więcej), a jest poręczniejszy.

Bateria

Nie wiedziałem kompletnie czego się spodziewać, więc próbowałem kilku różnych testów. Przede wszystkim odtworzyłem swoje ustawienia z Nexusa 6, który ma prawie wszystko co mój iPhone, z wyjątkiem poczty na Gmailu. Przez pierwsze dni starałem się wykonywać te same czynności i spędzać tak samo czas jak na iPhonie – mniej więcej po równo. Siłą rzeczy nie mierzyłem każdej czynności ze stoperem w ręku. Realnie, przez pierwsze dwa dni Galaxy S8+ wytrzymywał tyle samo co mój iPhone 7+, a na koniec dnia miałem w rejonie 63% (iPhone kilka punktów więcej, chociaż nie jest nowy i ma podłączonego Apple Watcha). Biorąc pod uwagę, że to pierwsze dni, to spodziewam się wyrównania po tygodniu lub dwóch, jak już Android skończy robić to co robi. Realnie, S8+ wytrzymuje mi dwa pełne dni bez ładowania, od 6:00 rano do 22:00 następnego dnia i jeszcze mam trochę zapasu. Przy hardcore’owym użytkowaniu spodziewam się, że wystarczy na pełną dobę i przynajmniej 5-6 godzin Androidowego SoT1. Ostrzegam, że nie korzystam ze SnapChata – ten program nie wchodzi do mojego repertuaru.

Dla mnie te wartości są więcej niż wystarczające. Miałem też dwa dni, w których telefon miał zapalony ekran przez jedynie półtorej godziny z delikatnym okładem, gdy korzystałem bardzo dużo z komputera, i wynik był dla mnie imponujący:

Pytania i odpowiedzi

To trudne pytanie, bo software to bardzo indywidualna sprawa. Pod tym względem jest jak własnoręcznie złożony składak – wszystko można w nim skonfigurować lub zmienić – ale jednocześnie opakowany w świetny design. Pod względem hardware’u – tego co widzimy na zewnątrz uważam że pod niektórymi względami jest lepszy od iPhone’a. Ekran to pierwszy przykład – jest genialny. Brak ramek to również krok do przodu. Wątpię, aby Apple kiedykolwiek zdecydowało się na zagięty ekran w miejsca, w których zniekształca to treść – da się do tego przyzwyczaić, ale osobiście wolałbym, jak już wspominałem, płaski. Brakuje mi też przyłożenia się do takich detali jak chociażby porty – te na dolnej części ramki nie mają wspólnej płaszczyzny i wyglądają jakby każdy trafił tam, gdzie dany inżynier go umieścił.

Patrząc jednak całościowo na Galaxy S8, jako smartfona, uważam że pod względem sumy jego części, jest lepszy od iPhone’a, pomimo że pierwsze testy i benchmarki wskazują na to, że zarówno Snapdragonowi jak i Exynnosowi brakuje wydajności A10. W praktyce, nie zauważyłem specjalnych spowolnień. Niestety, Samsung niedługo mi go odbiera, więc nie jestem w stanie powiedzieć co będzie się działo po miesiącu lub dwóch – historycznie niektórzy już po takim czasie zauważyli wyrażne spadki w wydajności.

Obecnie korzystam tylko i wyłącznie ze skanera tęczówki i miałem problem z odczytaniem oka jedynie w bardzo nietypowych sytuacjach – na pełnym słońcu oraz przy prawie całkowitej ciemności. Zaskoczył mnie fakt, że przy 1-2 żarówkach w mieszkaniu, przed snem, potrafił się odblokować bez wahania.

Skanowanie tęczówki oka.

SGS7 nie zrobił na mnie większego wrażenia. Wizualnie mi się zupełnie nie podobał, a wręcz uważałem go za jednego z najbrzydszych telefonów na rynku, co jest całkowitym przeciwieństwem do S8. Nie wahałbym się ani sekundy.

Ani razu nie miałem sytuacji, w której wywołałbym na ekranie jakiekolwiek przypadkowe kliknięcie przez trzymanie telefonu za brzegi ekranu (w przeciwieństwie do S7, gdzie zdarzało mi się to co „kilkanaście sekund”). Przez „ani razu” mam na myśli zero. Zilch. Zip. Nada.

Z tym jest ciekawa sprawa, bo drugiego dnia, jak byłem z telefonem na dworze, na pełnym słońcu przy 21° C w cieniu, ramka telefonu rozgrzała się do temperatury przekraczającej 50-60°. Czujniki wskazywały, że najgorętszy podzespół miał 56° C, co oznaczało, że brzegi telefonu mogły mieć w rejonie 70 stopni – było w każdym razie na tyle gorąco, że parzył mnie w dłonie i nie byłem go w stanie utrzymać. Odstawiłem go do mieszkania na dwie godziny i potem ta sytuacja już się nie powtórzyła. Podejrzewam, że akurat Android coś indeksował w tle, a słońce mu nie pomagało i stąd taka sytuacja. Realnie rzecz biorąc nie przejmowałbym się tym, chyba że zacznie się znowu powtarzać (ale to jeszcze nie miało miejsca).

Jakość spasowania szkła z metalową ramką jest wzorowa.

Podsumowanie

Galaxy S8 jest bez wątpienia jednym z najciekawszych telefonów obecnie na rynku, a pod względem swojego designu deklasuje większość rywali. Ma oczywiście wady – to naturalne – ale kierunek obrany przez firmę coraz bardziej przypada mi do gustu. Niech świadczy o tym fakt, że po raz pierwszy nie mam zastrzeżeń do nakładki Samsunga, chociaż mnogość opcji jest momentami dezorientująca i skończyło się na tym, że większość funkcji zostawiłem na ustawieniach domyślnych. Prawdopodobnie wyciągnąłbym jeszcze więcej wydajności lub czasu pracy na jednym ładowaniu z telefonu, gdybym lepiej poznał te wszystkie tryby „Performance” czy „Battery Saver”, ale skoro po całym dniu pozostaje mi 60-70% baterii, a gry nie spowalniają, to nie widziałem sensu. Osobiście dla mnie, tych funkcji mogłoby nie być, ale rozumiem, że typowe użytkownik Androida ma inne potrzeby i nie tylko lubi, ale wręcz uzależniony jest od posiadania pełnej kontroli nad wszystkim. Sam wolę po prostu korzystać z urządzenia, a ono ma mi w tym nie przeszkadzać, a wręcz to ułatwiać. Ma być transparentne.

No i z takim ekranem, zaczyna powoli takim być.

Ocena

Nigdy nie spodziewałem się, że tak wysoko ocenię Galaxy S8. To telefon, którego nie wstydziłbym się używać na co dzień i nie miałbym oporów przed tym, gdyby Android oferował oprogramowanie i dostęp do ekosystemu, które używam na co dzień. Spełnia więc prawie wszystkie moje oczekiwania, poza jednym: nie ma iOS-a. Ale jeśli pominąć tę „drobnostkę”, jest to obecnie najciekawszy i najładniejszy Android na rynku.

  1. Screen On Time.

Design: 5/6
Jakość wykonania: 5.5/6
Oprogramowanie: 5/6
Wydajność: 5/6 5.5/6

9

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, człowiek – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.

morid1n

  • Joe Black

    W kwestii mnogości tych funkcji, owszem na początku wydaje się to przygniatające. Ale jeżeli raz a dobrze usiądziemy i to skonfigurujemy to zauważymy tego zalet..

  • Joe Black

    Zdziwiło mnie to że autor jest zdziwiony że przycisk wstecz jest po prawej stronie itd.
    Po pierwsze od początku androidowych smartphonów był taki układ (dopiero później inni producenci kombinowali ze zmianą tego)
    Po drugie większość ludzi jest praworęczna, ja wiem że na IOS przycisk wstecz jest inny..
    Ale zastanówmy się, ile razy włączamy w każdej aplikacji multitasking dwuklikiem na IOS a ile razy chcemy cofnąć?
    Znam takich ludzi (głównie kobiety) które w ogóle nie używają multitaskingu aby przełączyć się między aplikacjami tylko guzik home i włączają nowa aplikacje, zresztą nie raz widziałem jak wziąłem koleżanki telefon i zobaczyłem że nie zamyka aplikacji z multitaskingu:)
    Przycisk „wstecz” siłą rzeczy jest częściej używane niż przycisk wywołania multitaskingu, a ludzi praworęcznych jest więcej więc musi być on po prawej stronie aby łatwiej obsłużyć jak się używa jednej ręki

Jeśli chcesz wesprzeć redakcję iMagazine, podoba Ci się nasza praca, to zapraszamy do iMag Weekly

dołącz

W archiwum iMag Weekly znajdziecie ponad 500 felietonów, artykułów, recenzji, opisów, przepisów oraz relacji z podróży – w sumie do przeczytania jest ponad 500 tysięcy słów. Wykupienie dostępu do niego jest „dożywotnie” (czyli tak długo jak będzie funkcjonował iMagazine) i wystarczy to zrobić raz. Nasz tygodnik był wydawany do dnia 27/01/2017.

Osoby, które miały wykupioną jakąkolwiek subskrypcję otrzymały pełny dostęp do archiwum.