iMagazine

Hyundai IONIQ Hybrid vs Toyota Prius

27/07/2017, 18:00 · · · 0

Na palcach jednej ręki można wymienić producentów, którzy w swojej ofercie nie mają samochodów z napędem hybrydowym. Z każdym rokiem przybywa takich aut i moim zdaniem w końcu na tym polu zaczęło robić się ciekawie. Do tej pory hybryda kojarzyła się głównie z Toyotą Prius, kilka miesięcy temu pojawił się jednak model, który może śmiało z Japończykiem konkurować.

Tym modelem jest IONIQ ze stajni koreańskiego Hyundaia – pierwsza seryjnie produkowana hybryda tego producenta. Tak naprawdę IONIQ to jeden model, ale w trzech wersjach: hybrydowej, hybrydzie typu plug-in oraz w pełni elektrycznej. Miałem okazję (i tej wersji dotyczy ten tekst) jeździć hybrydą, ale mogę zdradzić, że za jakiś czas wsiądę również do auta elektrycznego. Chociaż to Toyota króluje na rynku hybryd, inni producenci starają się ją dogonić, wprowadzając do sprzedaży swoje modele. Japoński koncern niemal każdy swój samochód może zaoferować z napędem hybrydowym i na pewno jest to godny gratulacji wyczyn. Niewątpliwie najpopularniejszą na świecie hybrydą jest Prius, od którego tak naprawdę cała ta rewolucja się zaczęła.

Na rynku mamy teraz czwartą generację Priusa. Jest to auto… kontrowersyjne. Choć bryła od kilku generacji pozostaje podobna, to ten model zdecydowanie się wyróżnia na tle swoich poprzedników. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem go na materiałach prasowych wiele miesięcy temu, to trochę się w nim zakochałem. Było to zauroczenie niezrozumiałe, ale chyba takie są najlepsze. Niestety, czasami przy bliższym poznaniu okazuje się, że jest to tylko zauroczenie i o żadnej miłości nie może być mowy. Tak właśnie było ze mną i z Priusem.

 

Odwrotnie stało się w przypadku IONIQ. Na zdjęciach i filmach wyglądał zwyczajnie. Ot, kolejny ładny samochodzik i nic specjalnego mnie w nim nie urzekło. Gdy jednak się do niego zbliżyć, nieco z nim „porozmawiać”, „posłuchać go”, dochodzimy do wniosku, że to bardzo fajna maszyna, która zdecydowanie zasługuje na naszą uwagę. Nagle okazuje się, że ładna, ale przeciętna dziewczyna jest pod wieloma względami lepsza od popularnej i krzykliwej królowej szkolnych korytarzy.

Wygląd zewnętrzny

Bryła obu aut jest do siebie dość podobna. Co prawda Hyundai ma linię nadwozia zbliżoną bardziej do poprzedniej generacji Priusa, ale nie można powiedzieć, że są to całkowicie inne samochody. Nie można nie pomyśleć, że Toyota poszła w nieco inną stronę. Dominuje tu swego rodzaju futuryzm i odwaga. Widać, że Japończycy nie boją się urzeczywistniać swoich nieco odjechanych pomysłów. Mam wrażenie, że większości Polaków to auto się nie spodoba, ale to jest chyba głównie związane z naszą mentalnością. Wszak na Zachodzie jest tego modelu na pęczki, choć zastanawiam się, czy faktycznie Europejczykom i Amerykanom aż tak się on podoba, czy może po prostu chcą być na czasie i koniecznie muszą mieć hybrydowy samochód – a wiadomo, że jak hybryda, to Toyota. Mam jednak nadzieję, że chcąc kupić sobie taki napęd, zwrócą swój wzrok w kierunku Hyundaia. IONIQ, w przeciwieństwie to Priusa, nie krzyczy, że namalował go Picasso po butelce spirytusu rektyfikowanego. Nie, tu jest delikatniej, ze smakiem. Jak po lampce wina.

Prius to już inny stan umysłu, jeśli chodzi o wnętrze.

W Toyocie najbardziej w oczy rzucają się tylne lampy, które niezapalone są jeszcze do zaakceptowania, w nocy jednakże widać, że kogoś mocno poniosła fantazja. Hyundai już nie jest tak bardzo futurystyczny. Owszem, widać, że mamy tu do czynienia z nowoczesnym autem, można się nim jednak bezproblemowo wtopić w tłum. Mnie się to podoba. Oba modele mają jedną wspólną cechę, która mnie osobiście irytuje. Mianowicie, podzieloną na dwie części tylną szybę. Dolna część jest praktycznie pionowa, a górna skośna. Dzieli je tylny „spoiler“. Zdaję sobie sprawę, że jest to związane z aerodynamiką pojazdu, ale w kiepską pogodę dolna szyba niemal natychmiastowo jest cała ufajdolona i kompletnie nic przez nią nie widać. Co się tyczy górnej, to Prius przynajmniej ma wycieraczkę – przeraźliwie małą i niemal nic nieczyszczącą, ale ma – natomiast w IONIQ jej brak.

 

Wnętrze

Tym razem zacznijmy od Koreańczyka. Tak naprawdę, jak wsiadamy to tego auta, to poczujemy się jak w niemal każdym innym, normalnym samochodzie. Wszystko stonowane i ładnie poukładane. Bardzo podobają mi się wnętrza w obecnych generacjach Hyundaia, gdyż całość jest naprawdę uporządkowana i ma się wrażenie, że nic nie jest tu przypadkowe i znajduje się w dokładnie takim miejscu, w jakim powinno. Hyundai odszedł od krzykliwych kształtów i dziwnych pomysłów. Cieszę się, że postawiono na intuicyjne rozwiązania. Dodatkowym plusem są materiały, gdyż te użyte tutaj, są dobrej jakości. Oczywiście nie jest to najwyższa półka plastików, ale nie są one tak bardzo trzeszczące, jak na przykład w modelu Tucson. Skórzana tapicerka również jest dość przyjemna – a w jednej z opcji wyposażenia znajdziemy tu również wentylowane fotele, niezwykle przydatne w trakcie upałów. Pozycja za kierownicą jest wygodna, mamy dobry dostęp do wszystkich funkcji na desce rozdzielczej oraz do zegarów, które znajdują się na „tradycyjnym” miejscu. Nad głową jest sporo miejsca, zarówno z przodu, jak i z tyłu, autem powinny więc wygodnie przemieszczać się zarówno osoby niższe, jak i wyższe – chociaż na tylnej kanapie lepiej, by siadały osoby niższego wzrostu. Nadwozie Hyundaia jest o 6 cm szersze od Toyoty, dlatego trochę wygodniej się w nim siedziało. Niby nie jest to znacząca różnica, ale jednak miało to wpływ.

Prius to już inny stan umysłu, jeśli chodzi o wnętrze. W tej generacji jest na pewno lepiej niż w poprzednich, gdyż cały kokpit nie jest już taki zabudowany i można się tu poczuć znacznie swobodniej. To, co rzuca się w oczy w pierwszej kolejności, to zegary na środku deski rozdzielczej. Są one w całości elektroniczne – podobnie jak w IONIQ – tutaj nie ma w nich wskazówek. Za kierownicą jednak znajduje się HUD, który bardzo pomaga podczas jazdy. Umiejscowienia wszystkich przycisków i przełączników nie nazwałbym nieintuicyjnym, choć sporo rzeczy nie jest tam, gdzie bym się ich spodziewał – na przykład włącznik podgrzewania foteli, do którego muszę się przechylić do przodu i sięgnąć głęboko pod zegary. Jeśli lubimy design Toyoty, to w Priusie poczujemy się dobrze i swojsko.

Niestety, czasami przy bliższym poznaniu okazuje się, że jest to tylko zauroczenie i o żadnej miłości nie może być mowy.

Dla mnie to wnętrze jest ciekawe, ale chyba jednak IONIQ bardziej do mnie przemówił. Prius ma bardzo „ciekawy” drążek zmiany biegów, który właściwie jest joystickiem, znajdującym się nie pomiędzy fotelami, a na przednim panelu poniżej wyświetlacza. Przyznam szczerze, że początkowo miałem problem z jego obsługą, choć dość szybko się przyzwyczaiłem. Miałem okazję jechać dwoma egzemplarzami Priusa. Jeden miał ciemną tapicerkę, a drugi jasną. Ta pierwsza była przeraźliwie nudna i smutna. Jeśli decydowalibyście się na ten samochód, to bierzcie wersję z jasnobeżową tapicerką, gdyż ona fajnie ze sobą kontrastuje i po prostu jest pogodniejsza. W wersji ciemniejszej czułem się przygnębiony. Sam do końca nie wiem, dlaczego. Niestety, jakość wykończenia pozostawia trochę do życzenia (rym celowy). Miejscami w dotyku mamy naprawdę kiepski plastik, który na dodatek wyglądał trochę jak łazienkowa mydelniczka. Fuj. No i ten połysk, który tu nie pasował. Kolejny fuj. Oba samochody miały jedną ciekawą rzecz – choć nieprzydatną dla właścicieli iPhone’ów – czyli półeczkę na telefon z ładowaniem indukcyjnym. IONIQ dodatkowo przy podłokietniku miał szczelinę, do której możemy włożyć sobie tablet, by się ładował (kablem) w podróży. Nie spotkałem się z tym jeszcze wcześniej i muszę przyznać, że mała, ale bardzo fajna rzecz.

 

Jazda

Napiszę bez owijania w bawełnę, że Hyundaiem jeździło mi się znacznie lepiej. Auto jest dla mnie wygodniejsze, lepiej się prowadzi i ma o wiele lepszą skrzynię. Co tu dużo mówić, dwusprzęgłowy automat DCT kontra bezstopniowe e-CVT, które niesamowicie mnie drażni. Dodatkowo IONIQ ma również tryb sportowy i po przejściu w niego auto było naprawdę zwrotne i dynamiczne jak na warunki miejskie. O Priusie nie mogę tego powiedzieć. Żeby jednak nie było, że nie ma on plusów, to przyznam, że sam układ hybrydowy jest nieco bardziej dopracowany. Objawiało się to przede wszystkim tym, że w IONIQ, gdy tylko trochę mocniej musnąłem pedał gazu, to załączał się silnik spalinowy. Trzeba było naprawdę uważać przy ruszaniu i trochę mi zajęło odpowiednie wyczucie pedałów. W Toyocie nie były one już tak delikatne i można było nieco szybciej ruszać spod świateł. Ale oba auta służą raczej do bardzo spokojnego poruszania się, aniżeli do ekstremalnej jazdy.

Spalanie

O to chyba chodzi w hybrydach – by paliły nam jak najmniej paliwa. Skupmy się na jeździe po mieście, gdyż głównie do tego one służą i sam chciałem jak najwięcej z nich wycisnąć właśnie w takich warunkach. Wyniki nie są jednak zachwycające. Wiele się naczytałem o tym, jak to można zejść do 3,5 l/100 km w Toyocie. Podobno bez problemów. Albo miałem trefny egzemplarz, albo źle jeżdżę, ale mnie się nie udało (pomimo wszelkich starań) zejść poniżej 5 litrów na setkę. Najdziwniejsze jest jednak to, że jakiś czas później, w Toyocie C-HR, która ma ten sam układ hybrydowy, co Prius, udało mi się bez większych starań zejść do 4,5 l/100 km. Dokładnie tyle, ile miałem w IONIQ – i to przy zwykłej, spokojnej jeździe, bez przejmowania się zbytnio zasadami ecodrivingu. Oczywiście przy większych prędkościach na autostradzie lub dynamicznej jeździe wartości te dochodziły nawet do 8 litrów. Jeżeli chodzi o jazdę po mieście, to dla mnie o wiele lepiej wypada tu Hyundai. Na dodatek jego skrzynia sprawia, że po prostu jeździ się nim przyjemniej. Będzie o tym w osobnym tekście, ale wspomniana Toyota C-HR jest równie przyjemna w prowadzeniu, choć tak wiele ją łączy z Priusem.

Ceny

Tu również króluje Hyundai. Ceny IONIQ w wersji hybrydowej zaczynają się od 93 300 PLN. Toyotę Prius możemy nabyć od 119 900 PLN. Tyle na ten temat.

Podsumowanie

W Priusie jakiś czas temu się zauroczyłem, jednak szybko okazało się, że nie będzie z tego nic więcej niż przelotny romans. IONIQ natomiast skradł mi serce i sprawił, że czas razem spędzony będę długo wspominał. To dopiero pierwsza generacja tego samochodu, a już bardzo mocno depcze po piętach flagowej hybrydzie Toyoty.

Napiszę bez owijania w bawełnę, że Hyundaiem jeździło mi się znacznie lepiej.

Mam wrażenie, że jeśli Koreańczycy dokładnie przeanalizują swój model i postarają się wyeliminować jak największą liczbę jego wad w kolejnej generacji, to Hyundai może dać nam najlepszą hybrydę na rynku. Oba samochody są warte polecenia, zależy jednak, czego kto potrzebuje. IONIQ u mnie zwyciężył nowoczesnością, z naciskiem na prostotę, skrzynią biegów i dobrym prowadzeniem. Prius to z kolei auto szalone pod względem designu, które spodoba się ludziom odważnym. Niestety, żaden z nich nie należy do samochodów wykonanych z bardzo wysokiej jakości materiałów, gdyż odbiłoby się to znacząco na cenach, które i tak nie należą do najniższych – zwłaszcza u Toyoty. Na dodatek oba pojazdy mają beznadziejną widoczność z tyłu, gdy chcemy zaparkować lub wycofać. Dlatego nawet nie bierzcie pod uwagę wersji bez kamery cofania.

Drżyj Toyoto Prius, bo masz naprawdę poważnego konkurenta, który w wielu kluczowych sprawach jest zwyczajnie od Ciebie lepszy.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 6/2016


Toyota Prius: 4/6
Hyundai IONIQ: 4.5/6 4.3/6


Jan Urbanowicz

Do niedawna każda wolna chwila w kinie, teraz głównie na świeżym powietrzu, siłowni i gdzie tylko się da aktywnie spędzać czas i pokonywać zły cukier. Diabetyk z dobrze wyrównaną chorobą. #aktywniezcukrzycą


Dodaj komentarz