iMagazine

Gorące miejsca dla wybranych – RetroNews nr 03

30/08/2017, 10:00 · · · 0

Połowa 2006 roku. Miesięcznik „Twoja komórka”1, który nomen omen uwielbiałem czytać, donosi o zbliżającej się rewolucji związanej z pracą na mieście. A właściwie z płatnym, publicznym dostępem do Internetu, którego protoplastą były kafejki internetowe.

Hotspot w dosłownym tłumaczeniu oznacza „gorące miejsce”

Kafejki kontra restauracyjny luksus

Redaktor miesięcznika zadaje w jedynym ze śródtytułów pytanie:

Kawiarnie internetowe odchodzą do lamusa?

Uwiarygadniając dalej swoją tezę w słowach:

Grupa stałych klientów kawiarni internetowych coraz bardziej się kurczy. […] Do tej pory rozwój hotspotów w Polsce był ograniczonych wysokimi cenami. Dziś coraz więcej osób stać na zakup komputera przenośnego, a co za tym idzie korzystania z hotspotów.

Jedenaście lat temu powody pracy na mieście nie zawsze były jednak odmienne od tych dzisiejszych:

O wiele przyjemniej jest usiąść sobie z własnym notebookiem w przytulnej restauracji lub kawiarni i napawać się dobrodziejstwami szybkiego, bezprzewodowego Internetu […] niż siedząc w dusznej i zadymionej kawiarni internetowej.

Kawiarenki internetowe to nie jest mityczny frazes, który nigdy nie istniał. Te słowa kieruję głównie do młodszych czytelników iMagazine. Były to czasy, gdy nikt nawet nie marzył o szerokopasmowym LTE za czterdzieści złotych miesięcznie. Prawie bez limitów. Oj nie. Wówczas hotspot o ile w ogóle pojawiał się gdzieś w formie, którą znamy dziś, to stanowił:

Wyjątek dla lokali, którym zależy na przyciągnięciu do siebie gości. Takie miejsca dość często oferują swoim klientom bezpłatny dostęp, co wydaje się najkorzystniejszym rozwiązaniem. […] Płatny dostęp w hotspocie może być: Jednorazowy na określony czas, wielorazowy z limitem czasowym lub abonamentowy z limitem przesyłu danych.

Najbardziej paradoksalna jest teza, którą autor stawia na koniec tekstu. Dotyczy bezpieczeństwa i brzmi:

Korzystanie z Internetu w hotspocie jest o wiele bezpieczniejsze niż korzystanie z Sieci w kawiarni internetowej. Przede wszystkim dzieje się tak głównie dlatego, że korzystamy z własnego komputera.

Retrospektywa

Podsumujmy. Od końca. Dziś korzystanie z publicznych hotspotów odradzam nawet największemu wrogowi. Nigdy nie wiemy, z jakim urządzeniem i do kogo należącym się łączymy. To zdecydowanie najmniej bezpieczny sposób korzystania z Sieci w miejskiej dżungli. Dziś jednak mamy iPady z modemami LTE lub wbudowanymi kartami SIM, o których ponad dekadę temu mogliśmy jedynie pomarzyć. Ba, wg mnie niewielu miało odwagę mieć takie marzenia. Podobnie jak fantazje o tetheringu czy innej formie udostępniania internetu z naszego smartfona.

A co z tymi kafejkami, zapytacie? Były wiecznie zatłoczone, wiecznie duszne i zazwyczaj pełne tytoniowego smrodu. Pożółkłe, kineskopowe monitory oraz skrzynki, skrywające moc obliczeniową mniejsza niż ta, którą mieszczą dziś smart watche lub lodówki z funkcją smart. Najczęściej takie miejsca łączono od razu z punktami ksero. Studenci oblegali je od rana do późnej nocy. Płacili, bo nie mieli wyjścia. Na koniec małe wspomnienie. Pamiętam, choć dziś stronię od niego na kilka kilometrów, jak do Polski zawitał McDonalds a kilka lat później, jego lokale oferowały punkty darmowego dostępu do Internetu. To chyba jedna z pierwszych, większych sieciówek, która oferowała tego typu usługę. Koniunktura napędzała się sama.

Jakie są Wasze wspomnienia związane z kawiarenkami internetowymi?

  1. Twoja Komórka, 06/2005, str. 16-17.
0

Krzysztof Kołacz

Pasjonat Apple. Redaktor iMagazine.pl. Test Manager w Miquido. Co-organizer Mobiconf. Mówca publiczny. Perfekcjonista. www.krzysztofkolacz.pl


Dodaj komentarz