iMagazine

Maciej Kranz, o budowaniu internetu rzeczy

10/10/2017, 19:05 · · · 5

Maciej Kranz to Polak od lat mieszkający i pracujący w Krzemowej Dolinie. Swoje 30-letnie doświadczenie w branży rozwiązań sieciowych wykorzystuje obecnie na stanowisku wiceprezesa i szefa działu technologii korporacyjnych Cisco. W swojej najnowszej książce, „Building the Internet of Things”, oferuje decydentom biznesowym praktyczne rady dotyczące tego, jak i dlaczego należy obecnie wdrażać internet rzeczy.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2017


Dominik Łada – Jak to jest, że Polak jest wiceprezesem Cisco?

Maciej Kranz – To może powiem trochę o mojej historii. Studiowałem na warszawskiej SGPiS (dawna nazwa SGH, przyp. red.) handel zagraniczny. Nie skończyłem go, bo w 1988 roku dostałem praktykę w IBM i wyjechałem do USA. Po 2,5 roku razem z żoną przenieśliśmy się do Doliny Krzemowej. Pracowałem w 3Com, paru startupach i w końcu trafiłem do Cisco. Na początku zajmowałem się tam budowaniem różnych biznesów. W pewnym momencie uznaliśmy, że chcemy coś zrobić z internetem rzeczy i budować ten rynek. Wtedy zacząłem prowadzić pierwszy w Cisco dział zajmujący się tą tematyką. A potem zająłem się innowacją – budowaniem nowych biznesów z klientami i partnerami.

DŁ – To w końcu internet rzeczy czy internet wszechrzeczy?

MK – Jedno i drugie (śmiech).

DŁ – Jaka jest poprawna definicja?

MK – Po prostu internet rzeczy.

DŁ – To skąd się wzięło określenie internet wszechrzeczy?

MK – Chcieliśmy przekazać, że to, że wszystkie rzeczy łączą się i komunikują ze sobą, to jest tylko pierwszy krok – połączone urządzenia są podstawą „digital transformation”. Po czasie doszliśmy jednak do wniosku, że możemy to samo przekazać, używając definicji „internet rzeczy”.

DŁ – Dla zwykłego Kowalskiego internet rzeczy to są urządzenia przede wszystkim związane z inteligentnym domem, czyli na przykład sterowanie oświetleniem, termostatami, włączanie z poziomu telefonu automatycznego podlewania w ogródku. Tego typu rozwiązania.

MK – Też to wszystko mam (śmiech).

DŁ – Natomiast jak rozmawiamy, to przedstawiasz internet rzeczy kompletnie z drugiej strony. Nieoczywistej dla zwykłego użytkownika.

MK – Faktycznie, jak się powszechnie rozmawia, to internet rzeczy to są te przykładowe „połączone lodówki”. Jest to trochę nieporozumienie. Internet rzeczy dzieje się przede wszystkim w biznesie. Wiele startupów koncentruje się na idei inteligentnego domu. Większość producentów ma w swojej ofercie tego typu rozwiązania. Rzeczywiście, jeśli podłączysz do internetu pralkę czy lodówkę, to jest to nawet przydatne. Można je zdalnie monitorować. Jeszcze nie jesteśmy jednak na etapie, że te wszystkie wspomniane urządzenia same się ze sobą komunikują. Są już wstępnie wprowadzane pierwsze na rynku zastosowania, takie jak zajmowanie się starszymi ludźmi czy ochrona domu, ale nie jest to nadal rozwiązanie na masową skalę. Wydaje mi się, że za parę lat to się rzeczywiście stanie.

DŁ – Jaka jest przyszłość?

MK – Myślę, że już nawet za pięć lat będziemy używali takich systemów, które będą powszechne. Wierzę w to, że potrzebne są nowe modele biznesowe, których jeszcze nie mamy, a które spowodują, że ludzie chętnie będą instalować tego typu rozwiązania i nie tylko dlatego, że będą im się fajnie, automatycznie zamykały żaluzje. Do tej pory jeszcze nie widziałem takich pomysłów.

DŁ – Czy mamy się bać tego internetu rzeczy?

MK – Ja bym się nie bał. Widzę teraz, na przykładzie zastosowań w przemyśle, że bardzo dużo ciekawych tematów się toczy. Na przykład ulepszanie procesów. Dawałem ciekawy przykład Harleya-Davidsona, który dzięki wprowadzeniu internetu rzeczy do procesu produkcyjnego doprowadził do skrócenia produkcji customizowanych modeli z 18 miesięcy do 2 tygodni, bez podnoszenia cen i zwiększania kosztów produkcji względem podstawowego modelu. Kolejny przykład to zastosowania w rolnictwie, tak zwane precyzyjne rolnictwo (precise agriculture), gdzie można zmniejszać zużycie wody, żeby na przykład pomidory, które produkujesz, były rzeczywiście świeże i dojrzałe, gdy je zrywasz. Jak widzisz, będzie dużo ciekawych zastosowań, z których będziemy wszyscy korzystali.

DŁ – Z tego, co opowiadasz, to robi się trochę taki skynet

MK – Masz rację… internet rzeczy to nie jest to, że te wszystkie urządzenia łączą się ze sobą. To chodzi o to, że jest wymiana danych między nimi i te dane wykorzystujemy. Na przykład wchodzimy do sklepu i za pomocą swojego telefonu możemy „przymierzyć” nowe ubranie czy też dostajemy 20% zniżki na buty, bo byliśmy w tym samym miejscu niedawno i robiliśmy zakupy. Wydaje mi się, że będzie dużo bardzo ciekawych zastosowań.

DŁ – Czyli definicję internetu rzeczy traktujesz dużo szerzej.

MK – Internet rzeczy jest tą podstawą, platformą, którą wykorzystujemy do zbierania danych, które wszystkie urządzenia generują. Sztuczna inteligencja, „deep learning”, ML, VR, to wszystko polega na tym, że wszystko jest ze sobą połączone.

DŁ – Dlatego powstała książka „Building the Internet of Things”?

MK – Tak. Za dużo według mnie koncentrowaliśmy się na tym, jaka wspaniała będzie przyszłość, jakie wspaniałe są te urządzenia ze sobą połączone, a za mało na tym, aby to wszystko miało sens. Dlatego ta książka jest takim praktycznym podręcznikiem dla ludzi, którzy prowadzą biznes, hotele, szpitale, i coś słyszeli na temat internetu rzeczy, ale nie bardzo wiedzą, od czego zacząć i co z tym zrobić. Starałem się dać im dużo przykładów, jak ich koledzy stosują internet rzeczy, co robić, a czego nie. Uważam, że każda firma powinna zacząć podróż w internet rzeczy. To nie jest kwestia, że połączysz ze sobą wszystkie rzeczy, to jest to, że dzięki temu będziesz mógł zacząć stosować AI czy zupełnie nowe technologie, które zmienią Twoją firmę, relacje z klientami i model biznesowy. Jeśli teraz nie zaczniesz, to będziesz do tyłu.

DŁ – Czyli napisałeś książkę, bo takiej nie było. Tak jak z iMagazine – zacząłem go wydawać, bo nie było takiego magazynu na rynku.

MK – Dokładnie tak, ale na początku nie myślałem o tym, aby napisać książkę.

DŁ – Twoja książka to bardzo duży sukces. Jest bestselerem.

MK – Stała się bestselerem i byłem zaskoczony, że aż tyle osób ją doceniło, bo nie jest to książka dla masowego odbiorcy. Jednak trafiła na prestiżową listę „New York Times” [https://www.nytimes.com/books/best-sellers/2016/12/11/business-books/]. W „Fortune” trafiła też na listę 10 książek, które powinien przeczytać każdy przedsiębiorca [http://fortune.com/2016/12/23/business-books-2017/]. To ewidentnie odzwierciedla, że jest rzeczywista potrzeba, że ludzie i firmy chcą stosować tę technologię dla korzyści biznesowych. Jest to pierwsza książka, która podeszła do internetu rzeczy z tego punktu widzenia.

DŁ – Kończąc, muszę się spytać… jesteśmy po wyborach. W Polsce już jakiś czas, a w USA świeżo. Pojawił się ostatnio temat banu dla imigrantów. Cisco, jak bardzo dużo firm z Krzemowej Doliny, opiera swoją siłę i wiedzę na pracy inżynierów z różnych krajów. W tej sytuacji niewątpliwie stanowi to problem. Macie jakiś pomysł, jak to rozwiązać?

MK – Odpowiem nie z punktu widzenia Cisco, ale osobistego. Jak patrzymy na statystyki, duża część firm z listy Fortune500 czy startupów została założona przez imigrantów lub dzieci imigrantów. Cały system technologii Doliny Krzemowej jest oparty na tym, że jest otwarty dla wszystkich, niezależnie, gdzie się urodzili, żeby mieli możliwość realizować swoje marzenia i rzeczywiście budować coś fajnego. Wydaje mi się, że niezależnie kim jesteś, gdzie się urodziłeś, jaki masz kolor skóry, w co wierzysz, ważne jest, abyśmy utrzymali tego typu podejście. I to nie tylko jeśli chodzi o Dolinę Krzemową, ale na całym świecie. Wydaje mi się, że jest to podstawą do tego, abyśmy dalej się rozwijali, technologię i biznesy. Mam nadzieję, że ta koncepcja nadal będzie istniała…

DŁ – Bardzo dziękuję, że udało nam się porozmawiać.


Mamy dla Was niespodziankę.

Specjalnie dla czytelników iMagazine, Maciej Kranz przekazał egzemplarz swojej książki „Building the Internet of Things”, która jest obecnie bestsellerem na liście Amazona.

Książka oczywiście jest z autografem autora.

Aby ją zdobyć, napiszcie w komentarzach do końca dzisiejszego dnia (23:59 10.10.2017), czym dla Was jest Internet of Things.

Wygrywa najlepszy, zdaniem redakcji, wpis.

5

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, fanatyk sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, poza tym ma świra na punkcie fotografii, dobrej kuchni, swojej żony oraz synów – Franka i Leona. Współzałożyciel i „rednacz” iMagazine – @dominiklada


Dodaj komentarz

Niwa rozrastającego się – właśnie w tej chwili – „digitalnego świata”, która zredefiniuje rolę narzędzi w biznesie i człowieka w… jego codziennym życiu.
Dla najbliższych dwóch dekad powinna być tym, czym internet dla dwóch ostatnich.

ichief napisał(a):

Przewertowałem SJP i słowo „Niwa” jakoś nijak mi tu nie pasuje.

Dominik Łada napisał(a):

Gratuluję, komisyjnie (w składzie ja i Paweł Hać) wybraliśmy Twój wpis. Odezwę się na maila z rejestracji i ustalimy gdzie wysłać Ci książkę.

Krzysiek napisał(a):

Internet of Things to przyszłość. To trochę nowy język, który będzie dostępny i dla ludzi i dla maszyn i połączy wszystko w spójny organizm. Nie wiem czy to straszne, czy super, ale osobiście w kwestii smart home póki co jestem wielkim fanem:)

Paweł Nyczaj napisał(a):

Czy ta książka pojawi się jako ebook po polsku w sklepie iBooks?