Problem z klawiaturami w MacBookach Pro

18/10/2017, 12:54 · · · 26

Wczoraj pojawił się artykuł Casey Johnston na temat jego MacBooka Pro oraz problemów z klawiaturą, których doświadcza1. W dużym skrócie, to co się w tej kwestii obecnie dzieje, to paranoja – nie dość, że godzinami przesiaduje z Geniusem w Apple Store, żeby zdiagnozować problem, to otrzymuje w odpowiedzi przepraszające i bezsensowne tłumaczenia, a koszt naprawienia skutków dostania się brudu pod klawisze oscyluje w rejonie 700 USD. Absurd.

Problem z klawiszami w MacBookach 12″ i w obu rozmiarach MacBooków Pro wynika z faktu, że Apple zastosowało bardzo mały skok klawisza. Jak połączymy to z drugim faktem, że przestrzeń wokół klawiszy, a obudową (top case) jest mikroskopijna, to mamy problem. Objawia się on tym, że jeśli coś się dostanie pod klawisz, to przestaje on prawidłowo funkcjonować. Mała przestrzeń wokół niego z kolei nie pozwala „wygrzebać” tego brudu. Klawisza też nie można zdemontować bez ryzyka połamania mechanizmu motylkowego, bo jest tak bardzo delikatny, że się łamie częściej niż nie. „Mówi się”, że jeszcze nikomu nie udało się zdemontować klawisza Spacji bez jego uszkodzenia. Co więcej – wspomniana przestrzeń wokół klawiszy jest tak mała, że pisząc na niej w pełnym słońcu, w ciepłe dni (w Polsce), klawisze się rozszerzają (lub mechanizm pod nimi) i zaczynają się „kleić”, co wpływa na ich pracę.

Kiedyś, jak brud dostał się do mojej mechanicznej klawiatury, to brałem odpowiednie narzędzie – najczęściej własne palce, bo nie chciało mi się szukać tego właściwego – i demontowałem klawisz, po czym usuwałem brud spod niego. W moich późniejszych laptopach wystarczało go wydmuchać, do czego nie potrzebowałem nawet sprężonego powietrza. Apple jednak przygotowało specjalną procedurę dla posiadaczy MacBooków i MacBooków Pro, która wymaga paru bardzo specyficznych umiejętności, w tym trzymanie MacBook pod kątem 75°… Niezależnie od tej instrukcji, z raportów użytkowników z problemami wynika, że to rzadko kiedy działa.

Osobiście piszę na tej klawiaturze od końca 2016 roku, czyli blisko rok, i jeszcze nie miałem z nią żadnych problemów2, ale jednocześnie jestem świadomy, że mogę je mieć. Same doświadczenia z pisania mam pozytywne – nie przeszkadza mi mały skok klawisza, jak niektórym – i aby to doświadczenie zachować na desktopie, dokupiłem tą nową Apple Magic Keyboard (która ma ciut większy skok klawisza). Dodatkowo źle na moją świadomość wpływa fakt, że Apple nie wymieni lub naprawi mi niesprawnego klawisza, ale będzie musiało wymienić cały top case. To tak duży bullshit, że nie rozumiem jak to w ogóle przeszło w firmie.

Klawiatura obecna w tej generacji MacBooków Pro została źle zaprojektowana i nawet wstawienie gumowych odbojników w 2017 roku nie pomaga. To jest dla mnie o tyle zadziwiające, że firma z Cupertino dotychczas miała jedne z najlepszych klawiatur na świecie, również pod względem niezawodności. Mam wrażenie, że w Apple obecnie brakuje osoby, która powiedziałaby „tysiąc razy ‚nie’ dla każdego ‚tak’”, zamiast tysiąc razy „tak” na każdy durny wymysł Ive’a lub osoby odpowiedzialnej za zły design3.

Brakuje Steve’a.

Chociaż… problemu kurzących się matryc w iMakach nadal nie rozwiązano…

Uaktualnienie

Poprawiłem odmianę imienia Casey, która jest oczywiście kobietą, a nie mężczyzną – bardzo przepraszam za błąd.

  1. Podobnych jest mnóstwo w internatach.
  2. Odpukowałem w niemalowane.
  3. Przypominam, że design to również jak coś działa, a nie tylko jak wygląda.
26

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.