Zanik kultury, nie tylko w kinie

03/01/2018, 10:37 · · · 17

Miałem przyjemność ponownie udać się do IMAX – tego nowego, we Wroclavii – na Star Wars: The Last Jedi. Przy okazji obejrzeliśmy też Morderstwo w Orient Ekspressie, ale nie będę teraz pisał o tych filmach, a o ludziach, którzy je przyszli oglądać.

Kultura a kino

O kulturze w kinie miałem okazję pisać na razie jednokrotnie, a w życiu miałem tylko trzy przypadki skandalicznego dla mnie zachowania. Każdy z nich zawsze wydawał się tym najgorszym i podobnie było we wrocławskim Cinema City.

Po seansie Star Wars: The Last Jedi, mieliśmy mniej więcej pół godziny do Morderstwa w Orient Ekspressie, więc wykorzystaliśmy go, aby kupić napoje i rozprostować nogi. Nigdy nie kupuję popcornu, chipsów, nachosów, ani nic innego co pachnie, szeleści lub hałasuje – skoro nie chcę, aby inni psuli mi wizyty w kinie, to ja również tego nie robię innym. Przyznam się do jednego wyjątku, kiedy byłem tak głodny, że nie mogłem się oprzeć paczce M&Ms, ale jeśli dobrze pamiętam, to skończyłem ją jeść jeszcze podczas reklam. Spotkałem się niestety z ludźmi z pełnymi zestawami z McDonalds, kanapkami z Subwaya i podobnymi wyczynami. Serio – nie róbcie tego. Te nachosy i popcorn jakoś zniosę, ale nie przesadzajcie – jak chcecie konsumować śmierdzące żarło, to zróbcie to przed seansem albo w domu przed telewizorem, a nie w kinie.

Wracając jednak do wydarzeń z pierwszego dnia 2018 roku…

Na salę zawsze się ktoś spóźnia. Przeważnie dzieje się to jeszcze w trakcie reklam i zwiastunów. To pierwsze mi nie przeszkadza, ale to drugie już delikatnie tak – lubię oglądać zwiastuny. Widzowie tym razem jednak przeszli samych siebie…

Najpierw wparowały trzy pary, w odstępach kilkuminutowych, dosłownie na minuty przed rozpoczęciem filmu, kiedy było już ciemno i z latarkami szukali swoich rzędów, mimo że te były widoczne przez magię podświetlanych numerków. Świecili tym latarkami wszędzie, tylko nie po swoich oczach. Potem zaczęło się przeciskanie pomiędzy ludźmi, którzy już się dawno rozsiedli, co zaowocowało rozsypanym popcornem na długości kilku ładnych metrów, podeptanymi stopami (były piski oburzenia) i ogólnym niezadowoleniem ludzi, którzy dotarli na czas. Przypomnę, że reklamy i zwiastuny trwały blisko pół godziny…

Na deser jednak pojawiła się młoda parka, w rejonie 20-23 lat, która rozpoczęła poszukiwania swojego rzędu. Nie dość, że nie potrafili go znaleźć, to nie wiedzieli nawet, jakie mają miejsca. Przy okazji zasłonili mi blisko pół ekranu.

– Tutaj kochanie. Szósty rząd. – donośnie oznajmił młodzieniec z fryzurą stylizowaną przez godzinę.

– Nie buziaczku! Ósmy! – odkrzyknęła blondynka, ewidentnie uważająca się za celebrytkę.

– Pokaż bilety misiaczku! – odpowiedział, wpadając na genialny pomysł.

Wtrącę się tutaj i podpowiem, że film już leciał dobre 10-15 minut, czyli parka celebrytów spóźniła się o jakieś trzy kwadranse, na sali było ciemno i każdy już był skupiony na akcji.

– Przepraszam! – wrzasnęła na pełny regulator – Czy tutaj jest rząd 6? – zapytała.

– Tutaj są gigantyczne, świecące numerki, oznaczające numery rzędów. Ten jest siódmy. – odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby, wskazując na podłogę i tracąc zupełnie wątek z Hrabią na dworcu czy w barze (nie wiem gdzie był, bo go przegapiłem).

Widocznie to była jedna z ich pierwszych randek, bo jej partnerowi ewidentnie nie spodobał się mój zirytowany ton.

– A może trochę grzeczniej?!? – niemalże krzyknął w moją stronę.

– Proszę pana, stoicie na środku przejścia, blokujecie ekran, gadacie na pełny regulator i przeszkadzacie w oglądaniu filmu wszystkim na sali. – syknąłem, już nieźle wkurzony.

– Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na „ty” – odpowiedział, zaskoczony słowami, które popłynęły z jego ust.

Nie pozostało mi już nic innego, jak pogratulować mu inteligencji. W międzyczasie jego partnerka znalazła ich miejsca, które były zajęte przez kogoś innego, co oczywiście wywołało kolejne zamieszanie i jeszcze więcej rozsypanego popcornu. To wszystko w sumie trwało z dobre pięć minut…


Kultura ludzi leci na łeb na szyję, nie tylko w kinie. Jeśli zrobię coś złego – zajadę komuś drogę, wpadnę na innego pieszego – to po prostu przyznaję się do winy. Potrafię ją dostrzec. Uśmiecham się przy okazji przepraszająco i czasami w takim samym geście unoszę rękę. To dla mnie całkowicie naturalne. U innych natomiast zauważam, że zwrócenie uwagi kończy się agresją. Coraz większą. A to wciśnie hamulec w podłogę celowo, pomimo że wymusił na mnie pierwszeństwo. A to zwyzywa mnie od takich i owakich. Nawet spotkałem dzisiaj rano kobietę, która jechała pod prąd i oczekiwała, że to ja cofnę się na wstecznym 100 metrów, aby mogła przejechać. Nie potrafiła niestety zrozumieć, że jest to ulica jednokierunkowa. Nie miała też pojęcia najmniejszego jak jechać na biegu wstecznym…

Ręce opadają.

17

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.