Samsung Galaxy Note8 – udany powrót

30/04/2018, 17:23 · · · 1

W ubiegłym roku krótko było nam dane cieszyć się nowościami z serii Note Samsunga. Po poważnych problemach technicznych wszystkie egzemplarze zostały wycofane, a poprawiona wersja nie zyskała nigdy popularności. Note8 może być wielkim powrotem – to pierwszy smartfon z Androidem, którym byłbym gotów zastąpić swojego iPhone’a.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 11/2017


Minęły czasy, gdy Samsung kojarzył się z trzeszczącym plastikiem i mniej lub bardziej udanym naśladownictwem Apple. Firma wypracowała własne wzornictwo flagowych smartfonów, dalekie od innych urządzeń na rynku (aczkolwiek powielane przez niektórych producentów), a jakość materiałów i oprogramowania została podniesiona do bardzo wysokiego poziomu. Nie jest tajemnicą, że Samsung dystansuje się od Google, rozwijając intensywnie swoje alternatywy usług, a także rozbudowując nakładkę na Androida, Samsung Experience, która coraz bardziej różni się od czystego systemu i promuje własne rozwiązania. Nie jest to okupione spadkiem wydajności czy ograniczeniem funkcjonalności urządzenia – czasy lagującego i pstrokatego TouchWiza minęły. Teraz jest schludnie, szybko i wygodnie. Jednocześnie Samsung oferuje integrację smartfonów z innymi urządzeniami: akcesoriami Gear (czyli goglami VR, smartwatchami i opaskami fitness), komputerami i telewizorami. Brzmi znajomo, szczególnie dla użytkownika Apple. Nie dziwcie się więc, że z Note8 zamiast iPhone’a czułem się bardzo dobrze.

Zaprezentowane wraz z premierą Galaxy S8 wzornictwo natychmiast mnie kupiło. Zaokrąglone narożniki ekranu, wąskie ramki oraz subtelne zakrzywienie wyświetlacza na krawędziach są praktyczne, a przy tym wyglądają niesamowicie minimalistycznie i nowocześnie. Note8 również został zaprojektowany w ten sposób, choć różni się delikatnie od S8 oraz S8+. Bryła urządzenia jest bardziej kanciasta, a rogi ekranu są wyraźnie mniej zaokrąglone, na dole mamy też miejsce na rysik. Ostatnim z detali jest podwójny obiektyw aparatu z tyłu. Pozostałe elementy wyglądają jednak tak samo, jak w innych flagowcach: ramkę zrobiono z błyszczącej stali nierdzewnej, a tył i przód pokryto taflami szkła. Sposób, w jaki zwężają się krawędzie, potęguje złudzenie smukłości urządzenia. Fakt, jest ono bardzo zgrabne, ale nie aż tak, jak wygląda. Do komunikacji wykorzystano USB-C, z obsługą pamięci zewnętrznych (w komplecie jest nawet adapter na USB-A) oraz mini Jack. Na dolnej krawędzi umieszczono tylko jeden głośnik, który, choć gra głośno i wyraźnie, to jednak może być dość łatwo zasłonięty podczas oglądania czegokolwiek. Zwężenie ramek ekranu wymusiło natomiast przeniesienie czytnika linii papilarnych na tył urządzenia, obok obiektywów. Mam spore dłonie, bez trudu więc do niego sięgałem, ale rozumiem osoby, które mogą mieć z tym problem. Obok czytnika i obiektywów jest też czujnik tętna. Nad ekranem mamy natomiast kamerę do rozmów i selfie, czujnik światła i odległości, a także diodę podczerwoną i skaner tęczówki oka. Układ bocznych przycisków jest niemal standardowy, regulację głośności i blokadę ekranu umieszczono na obu bokach, a dodatkowo pod głośnością znalazł się przycisk do wywoływania asystenta Bixby (z którym, pomimo wielu negatywnych opinii, nawet się polubiłem). Wymiary urządzenia, choć duże, na co dzień nie przeszkadzają. Zastosowanie ekranu o proporcjach 18,5:9 w połączeniu z bardzo wąskimi ramkami pozwoliło na znacznie zmniejszenie wymiarów obudowy oraz pewniejsze trzymanie urządzenia w jednej dłoni.

Głównym elementem Note’a jest ekran, który został zaprojektowany nie tylko po to, by dawać przestrzeń do pracy, ale też po to, by zwyczajnie robić wrażenie. Pierwsze eksperymenty z zakrzywieniem ekranu w Note4 mi się nie podobały, oprogramowanie nie wykrywało bowiem prawidłowo przypadkowego dotyku, a dodatkowa przestrzeń nie była zagospodarowana w żaden sensowny sposób. Note8 robi to natomiast dobrze: zakrzywienie jest subtelne i nie tyle służy do wyświetlania określonych informacji, co raczej potęguje wrażenie bezramkowości. Ponadto idealnie nadaje się do schowania przycisku wysuwanego panelu z aplikacjami, kontaktami, kalendarzem lub innymi aplikacjami (do gustu przypadł mi szczególnie plan dnia z rozpisanymi spotkaniami i zadaniami). Pomimo ogromnej przekątnej, równej 6,3 cala, urządzenie jest bardzo poręczne – wszystko dzięki proporcjom ekranu. Rozdzielczość, wynosząca 2960 × 1440 pikseli, to aż nadto dla mojego oka, ale domyślny tryb pracy to Full HD+ (czyli 2220 × 1080 pikseli). Ten daje wystarczającą ostrość nawet drobnego tekstu, a także powoduje mniejsze obciążenie procesora (a tym samym ogranicza zużycie baterii). Pełna rozdzielczość przyda się na pewno do VR, natomiast korzystając z niej na co dzień, nie odczułem żadnej różnicy względem standardowego Full HD+. Co ciekawe, jest też opcja obniżenia rozdzielczości nawet do 1480 × 720 pikseli, ale w tym przypadku spadek jakości obrazu jest już zauważalny. Na pochwałę zasługuje też jakość wyświetlanych kolorów: Super AMOLED perfekcyjnie radzi sobie z czernią (co akurat jest dość oczywiste), ale i całą paletę barw wyświetla w bardzo miły dla oka sposób. Jest soczyście, ale nie przesadnie jaskrawo, ekran zdecydowanie nie męczy wzroku. Sposób wyświetlania można dostosować, wybierając jedną z proponowanych konfiguracji, więc jeśli komuś zależy na stonowanych barwach, bez trudu je ustawi. Nie pominięto też ograniczenia emisji światła niebieskiego po zachodzie słońca, telefon automatycznie ociepla kolorystykę wyświetlacza. Funkcja działa dobrze, chociaż domyślne ustawienia zdecydowanie zbyt mocno zażółcają obraz i trzeba je ręcznie wyregulować. Ekran jest włączony przez cały czas, po zablokowaniu wyświetla godzinę, ikony powiadomień, kalendarz lub notatki, na dole natomiast jest zawsze pokazany przycisk Home. O ile nie mam wątpliwości, że nie ma to niemal żadnego wpływu na baterię, to zastanawia mnie to, czy po kilku miesiącach nie powstaną w ten sposób wypalenia, szczególnie w miejscu ekranowego przycisku. Always On Display to też kwestia estetyki – osobiście zdecydowanie wolę takie rozwiązanie niż odpustową, migającą diodę powiadomień, AOD ponadto może aktywować się tylko w wyznaczonych godzinach, a poza nimi być wygaszony (aczkolwiek przycisk na dole jest zawsze wyświetlany).

Nakładka Samsung Experience skutecznie maskuje Androida w wersji 7.1. Oczywiście, użytkownicy systemu Google nie będą mieli najmniejszych problemów z odnalezieniem się, bo wszystko jest tam, gdzie można się tego spodziewać, Samsung wdrożył jednak wiele autorskich pomysłów, porządkujących Androida i rozszerzających jego możliwości już po wyjęciu z pudełka. Jest przede wszystkim ładniej – menu uporządkowano w bardziej logiczny sposób, a standardowe elementy w postaci ikon, widżetów i tapet są zdecydowanie ciekawsze. Wprowadzono też tak niezbędne elementy, jak dostosowanie aplikacji do nietypowego formatu ekranu – dzieje się to automatycznie, program pokazuje po prostu więcej informacji. Nie spotkałem się z żadną aplikacją, która nie mogłaby się w ten sposób uruchomić. Samsung wprowadził własną przeglądarkę plików, aplikację do maila, notatek, przeglądania zdjęć i internetu. Każda z nich działa lepiej od odpowiedników Google, dając też większe możliwości. Mocno polubiłem się z samsungowym mailem, który pozwala szybko wyszukiwać wiadomości i komfortowo je przeglądać. Równie dużą sympatią darzę klawiaturę ekranową Samsunga – ma doskonałe rozmieszczenie przycisków, a po wciśnięciu każdego z nich odczuwamy lekką wibrację, przypominającą działaniem Taptic Engine z urządzeń Apple. Informacja zwrotna podczas pisania na ekranie jest niezmiernie istotna, a ta forma wydaje mi się o wiele lepsza niż dźwięk klawisza. Nie zabrakło trybu dzielonego ekranu, który na ogromnym ekranie Note’a i w połączeniu z rysikiem sprawdza się świetnie. Da się również otworzyć aplikację jako okno, ale to akurat w ogóle się nie sprawdza – na ekranie marnuje się wtedy dużo miejsca. Mamy też App Drawer wysuwany gestem wykonywanym w dół lub w górę z dowolnego miejsca głównego ekranu, centrum powiadomień otwieramy natomiast, przesuwając palcem wskazującym po skanerze linii papilarnych – wydawało się mi to przekombinowane, a okazało się jednym z największych udogodnień. Jest tryb obsługi jedną dłonią, który zmniejsza interfejs i przesuwa go w stronę jednego z dolnych narożników – włączamy go gestem, błyskawicznie i równie łatwo wyłączamy, gdy przestaje być potrzebny. Samsung zaprojektował interfejs Note’a ze świadomością, że obsługa dużego ekranu bywa problematyczna. I to po prostu czuć. Nigdy jeszcze korzystanie z dużego telefonu nie było dla mnie aż tak wygodne.

Choć asystent Google działa całkiem dobrze, Samsung postanowił zaproponować swoje rozwiązanie. Bixby, bo tak je nazwano, jest połączeniem agregatora różnego rodzaju treści, bieżących informacji, sugestii i danych kontekstowych. Na jego ekranie widnieją informacje o aktywności fizycznej, planowanych spotkaniach, pogodzie, wyświetlane są też sugerowane aplikacje czy ostatnie zdjęcia. Dodatkowo asystenta można wywołać specjalnym przyciskiem lub głosowo z dowolnego miejsca systemu i nie tylko zapytać go o określoną rzecz, ale też nawiązać do tego, co jest wyświetlane na ekranie. Odwoływanie się do zawartości ekranu nie zawsze działa dobrze, podobnie jak Bixby Vision, czyli tryb aparatu, w którym możliwa jest analiza obrazu z kamery. Mam na uwadze to, że Samsung dopiero zaczyna, dlatego też nie traktuję tego jako szczególną wadę. Bixby to obecnie niezbyt dopracowany dodatek, który powie mi, czy warto zabrać ze sobą parasol, ale nie spodziewam się po nim wiele więcej.

Aparat w telefonie to jeden z najważniejszych elementów, w Note8 potraktowano go bardzo poważnie. Podobnie jak w innych flagowcach tak i tu zastosowano podwójny obiektyw, by uzyskać efekt małej głębi ostrości oraz zapewnić dwukrotny zoom (oba obiektywy są stałoogniskowe). Jeden z nich jest szerokokątny i ma światło F1.7, drugi natomiast, o większym zbliżeniu, F2.4, oba zaś mają matrycę o rozdzielczości 12 megapikseli i optyczną stabilizację obrazu. Robiłem zdjęcia w różnych warunkach, od zamkniętej, oświetlonej sztucznym światłem hali sportowej, przez fotki z bliska w słoneczny dzień, po nocne panoramy miasta. Zdjęcia w dobrych warunkach oświetleniowych, zarówno przy świetle naturalnym, jak i sztucznym, wychodzą doskonale. Są ostre, a odwzorowanie barw prawidłowe, choć w porównaniu do iPhone’a 7 niektóre zdjęcia są odrobinę chłodniejsze (nie na tyle jednak, by można było je uznać za złe. Po zmroku jest świetnie, szczególnie gdy fotografujemy krajobrazy, smartfon radzi sobie natomiast gorzej przy sztucznym, zwłaszcza sodowym świetle ulicznym, które podkreśla występowanie widocznych szumów. Nie ma za to problemów z ostrością i to w jakichkolwiek warunkach – optyczna stabilizacja obrazu się sprawdza, pozwalając robić wyraźne zdjęcia nawet po zmroku. Równie dobrze jest z wideo, płynność nagrań nie pozostawia nic do życzenia, mamy do wyboru prędkość 30 bądź 60 klatek na sekundę, w rozdzielczości do 4K (aczkolwiek włączenie najwyższej rozdzielczości wyklucza nagrywanie w 60 klatkach). Samsung wziął pod uwagę też to, że większość osób ogląda zrobione zdjęcia wyłącznie na smartfonie, pozwolił więc robić je w proporcjach 18,5:9. Aparat ma kilka trybów pracy, oprócz automatycznego jest też tryb manualny, z zapisem do RAW, panorama czy tryb portretowy. Zdjęcia wykonywane z jego pomocą wyglądają zazwyczaj naturalnie, cyfrowe wyodrębnianie tła nie zawsze jednak działa idealnie na krawędziach. Nie przeszkadzało mi to czerpać z tego trybu chyba najwięcej frajdy spośród wszystkich, które były dostępne w smartfonie.

Choć wydajność topowych smartfonów zawsze jest wysoka, to Note8 podnosi poprzeczkę do niespotykanego dotąd poziomu. Zastosowano ośmiordzeniowy procesor Exynos 8895, z czterema rdzeniami o taktowaniu 2,3 GHz oraz z czterema o taktowaniu 1,7 GHz, a także układ graficzny Mali-G71 MP20. Nie mam zamiaru analizować tego, jak sprawdzają się względem innych układów i procesorów, faktem jest, że mocy nie brakuje absolutnie nigdzie. System nie laguje, aplikacje wczytują się niemal natychmiast, a najbardziej wymagające gry nie są w stanie wywołać choćby najmniejszego klatkowania. Praca z wieloma aplikacjami to bajka – smartfon ma aż 6 GB pamięci RAM, programy więc długo pozostają aktywne w tle, podobnie wygląda kwestia otwierania kilkudziesięciu kart w przeglądarce (nawet ociężałe Chrome działa sprawnie). Na dane mamy 64 GB pamięci wewnętrznej, które dodatkowo można rozszerzyć o 256 GB za pomocą karty micro SD. Z uwagi na zastosowanie hybrydowego gniazda dual SIM karta pamięci może być stosowana zamiennie z drugim SIM, dlatego też, jeśli korzystamy z dwóch operatorów, to rozszerzenie pamięci nie będzie już możliwe.

Odręczne pisanie wydaje się w dobie komputerów zanikającą sztuką. Sam ręcznie składam tylko podpisy, natomiast wszystkie notatki i teksty tworzę wyłącznie na komputerach, głównie za pomocą klawiatury, a nie rysika. Note8 podchodzi do tematu zupełnie inaczej niż pozostali producenci flagowych smartfonów. Co więcej, to chyba jedyny smartfon, w którym ten element jest wciąż rozwijany i udoskonalany. Jednocześnie całkowicie można się bez niego obyć i korzystać z telefonu wyłącznie za pomocą palców. Do czego więc nam rysik? Po wysunięciu z obudowy automatycznie przechodzimy do tworzenia notatki odręcznej, choć równie dobrze można to wyłączyć i uruchamiać program samemu. Aplikacja notatek jest bardzo rozbudowana, bo umożliwia zarówno wprowadzanie tekstu za pomocą klawiatury, jak i rysika, z pozostawianiem notatki w postaci odręcznego pisma bądź rozpoznaje je i przetwarza na tekst. Do dyspozycji jest też kilka narzędzi do rysowania, od markera, po pędzel. Ekran smartfona jest wystarczająco duży, by na nim notować, a rysik daje wystarczającą precyzję, by rysować nawet drobne detale. S-Pen jest aktywny, ma 4096 stopni nacisku, a po zbliżeniu go do ekranu jest wyświetlany aktualnie wskazywany punkt. Dzięki temu można na przykład powiększyć miniaturę zdjęcia bez otwierania go lub podejrzeć akcję, która zostanie wykonana po wciśnięciu danego elementu interfejsu. S-Pen ma też AirView, czyli podręczne menu rozwijane za pomocą przycisku na rysiku bądź z zawieszonej na ekranie ikony. Zawiera ono funkcje związane z rysikiem: zrzut zaznaczonego obszaru ekranu, lupa, szybkie notatki czy tłumaczenie. Przydatne okazuje się też zminimalizowanie aktywnej aplikacji do narożnika ekranu i wracanie do niej po przesunięciu nad jej miniaturę rysika. Korzystałem z tego choćby do przepisywania danych ze zdjęcia wizytówki do wiadomości.

Note8 sprawia wrażenie telefonu przeznaczonego przede wszystkim do pracy, ale jego możliwości multimedialne są ogromne. W komplecie dostajemy dokanałowe, przewodowe słuchawki AKG, z pilotem pozwalającym na sterowanie muzyką, w tym również na regulację głośności. Brzmią całkiem dobrze, choć brzmieniu brakuje detali, a środkowe pasma są zauważalnie za ciche. To miły dodatek, choć osobiście wolałbym bardziej klasyczny zestaw douszny, który lepiej sprawdziłby się podczas prowadzenia rozmów (dokanałówki dają wrażenie bycia pod wodą, gdy słyszymy swój głos). Zrobiono je z bardzo dobrych materiałów, przewód się nie plącze, a słuchawki są małe i dobrze leżą w uchu. Oglądanie filmów z YouTube’a na ekranie Note’a to czysta przyjemność. Aplikacja oferuje nawet rozszerzenie obrazu na pełny ekran, obcinając górę i dół. Oglądanie w ten sposób jest zaskakująco przyjemne, szkoda jednak, że nie da się wymusić włączania tego formatu automatycznie. Note8 służył mi też do oglądania seriali na Netfliksie, głównie w trasie, gdy miałem dłuższą chwilę na odpoczynek. Nie pozwoliłbym sobie na to, gdyby nie mocna bateria – ta pozwalała mi na cały dzień bardzo intensywnego używania smartfona, z robieniem zdjęć, odpisywaniem na maile, około trzema godzinami rozmów i używaniem nawigacji – wszystko to z uwzględnieniem przeciętnego zasięgu w trasie. Przy lżejszym obchodzeniu się z telefonem akumulator wystarcza na niemal dwa dni (ładowanie drugiego dnia około godziny 18). Sposób korzystania z telefonu jest jednak tak indywidualną sprawą, że równie dobrze można wyciągnąć z tego akumulatora pewnie dwukrotnie dłuższy czas. Dla porównania mój iPhone 7 przy równie intensywnym używaniu pada około godziny 15. Akumulator można naładować w czasie poniżej dwóch godzin ładowarką przewodową bądź też indukcyjnie. Note8 jest też bezpieczny i to nie tylko dlatego, że nie wybucha. Skaner linii papilarnych jest aktywny, wystarczy więc go dotknąć, by odblokować telefon, nie ma potrzeby wybudzać wcześniej ekranu. Drugim zabezpieczeniem biometrycznym jest skaner tęczówki oka, ten jednak okazał się średnio przydatny. Co prawda telefon odblokowywał się praktycznie za każdym razem, gdy skierowałem go na swoją twarz, ale nie działał już po zeskanowaniu twarzy w okularach korekcyjnych i zdjęciu ich z nosa.

Wraz z Note8 testowałem też DeX, czyli stację dokującą, podpinaną do monitora i pozwalającą używać smartfona w sposób podobny do tego, w jaki obsługujemy stacjonarny komputer. Podobny, bo nie identyczny – interfejs wygląda na pierwszy rzut oka jak system na PC, różnice pomiędzy nim a macOS czy Windowsem są jednak kolosalne. Nawet podłączenie DeX-a do monitora i telefonu nie jest oczywiste. Korzystam z 27-calowego Eizo z portem USB-C, który nie tylko zasila podłączone urządzenie, ale też przesyła obraz i dźwięk. DeX ma port USB-C i HDMI, ten pierwszy służy jednak jedynie do zasilania, musiałem więc skorzystać z kabla HDMI, a zasilanie podpiąć osobno. Oprócz wspomnianych złącz przystawka ma też Ethernet oraz dwa porty USB-A do podłączenia akcesoriów. Podłączałem do nich zarówno klawiaturę i mysz, jak i dyski czy… iPoda Shuffle pierwszej generacji, każdy sprzęt działał bez najmniejszego problemu (iPod był widziany jako dysk). Przechodzenie pomiędzy trybem telefonu a DeX trwa kilkanaście sekund, podczas których z telefonem nie możemy nic zrobić. Interfejs systemu jest bardzo prosty: główny widok stanowi typowy pulpit z kilkoma ikonami aplikacji, w lewym dolnym rogu mamy przycisk prowadzący do App Drawera, a po prawej znajdują się ikony powiadomień i zegar. Na dole wyświetlają się też otwarte programy. Korzystanie z DeX-a zacząłem od poszukiwań opcji zmiany wielkości interfejsu, na dużym monitorze wszystko jest bowiem ogromne. Bezskutecznie niestety – nie ma takiej opcji, więc do rozmiaru wszystkiego trzeba się przyzwyczaić. Aplikacje systemowe mają dostosowany do pracy na monitorze wygląd, w mailu widać więc dodatkową kolumnę z katalogami, a przeglądarka internetowa pokazuje więcej treści i to w wersji pełnej, a nie mobilnej. Oprogramowanie firm trzecich działa z DeX-em różnie, okno YouTube’a da się dowolnie rozciągać, ale już Foursquare i Instagram działają tylko w jednym ustawieniu, odwzorowując dokładnie interfejs na smartfonie. Praca na wielu oknach, z opcją przeciągania plików i wywoływaniem menu dodatkowych opcji prawym przyciskiem, bardzo przyspiesza wykonywanie różnych czynności, które na smartfonie trwają wieki (mowa choćby o dodanie wielu plików z kilku źródeł do maila i wysłanie go, mając jednocześnie otwartego w tle PDF-a). Wszystkiemu brak nieco intuicyjności. Pozycja i rozmiar okien nie są zapamiętywane, po ponownym uruchomieniu trafiają one więc w domyślne miejsce. Sporo zastrzeżeń mam też do przycisku Cofnij w lewym górnym rogu okna. Działa on tak samo, jak przycisk w smartfonie, z równie dużą niepewnością korzystałem więc z niego, zastanawiając się, czy tym razem cofnie mnie o poziom wyżej w aplikacji, czy też zupełnie ją wyłączy. DeX nie daje możliwości komputera, ale oferuje komfort pracy na dużym ekranie. Całkiem sprawnie działa systemowe wyszukiwanie, które służyło mi zarówno do znajdowania kontaktów, jak i uruchamiania aplikacji. W przypadku prowadzenia rozmów jesteśmy automatycznie przełączani na zestaw głośnomówiący telefonu. Moi rozmówcy zauważali, że brzmię nieco inaczej niż gdy rozmawiam bez podpiętego DeX-a, różnica wynikała jednak głównie z większej odległości trzymania telefonu od siebie.

Testowanie Note’a było serią zaskoczeń i to spowodowanych nawet nie samym urządzeniem (które jest świetne), ale i dojrzałym podejściem Samsunga do tego, jakie są obecnie wymagania użytkowników. Nie ma tu nic zbędnego, sprawiającego wrażenie zrobionego na szybko. Note8 wygląda nowocześnie i oferuje wszystko, czego można spodziewać się po smartfonie w 2017 roku. Ekran czyni go pięknym, a rysik – unikalnym. Cena zaś najdroższym Androidem na rynku.




Ocena iMagazine: 5.5/6 5.5/6

1

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac