iMagazine

Przemyślenia po WWDC 2018

05/06/2018, 15:52 · · · 13

Po raz pierwszy od dawna było bardzo mało przecieków na temat tego, czego mogliśmy się spodziewać na keynote otwierającym WWDC 2018. Pomimo, że była to miła odmiana od poprzednich lat, to nadal Mark Gurman oraz paru innych osobników zdradziło nam parę informacji, które zostały potwierdzone. Jedna z nich, która ma się pojawić dopiero w 2019 roku – możliwość uruchamiania aplikacji z iOS na macOS – została nawet potwierdzona na scenie, co mnie bardzo zaskoczyło. Ale jak było z resztą?


Brak sprzętu, tylko software

To nie pierwszy raz nie zobaczyliśmy nowego hardware’u na WWDC i zapewnie nie ostatni. Osobiście nie jestem temu przeciwny – to przecież konferencja przede wszystkim dla deweloperów, chociaż otwierający keynote jednak jest przeznaczony głównie dla konsumentów. Niestety, nie miałem jeszcze okazji obejrzeć drugiego keynote’u – Platform State of the Union – przeznaczone właśnie dla developerów, ale już widziałem, że jest kilka dużych zmian, które zajmą czas niektórym na wiele miesięcy.

Apple ewidentnie przystopowało z ilością nowych funkcji we wszystkich swoich OS – te które pokazano na scenie miały znacznie mniejszą skalę niż w poprzednich latach – więc liczę na to, że nadgonią przy okazji zaległości, jak chociażby z Messages in iCloud, które nie wszystkim działają tak, jak powinny. Spodziewałem się tego, ale pomimo tego firma wprowadziła sporą ilość nowości do wszystkich systemów operacyjnych, przy czym subiektywnie oceniam, że to watchOS otrzymał najwięcej miłości. Zaskoczył mnie też fakt, że macOS jednak nie zmierza ku Dolinie Śmierci, a nowa pustynne krajobrazy Mojave (którego częścią jest Dolina Śmierci nota bene), zmieniające się w zależności od pory dnia, traktuję bardzo pozytywnie. To pierwszy wyraźny sygnał od wielu miesięcy, że Apple robi coś poza mówieniem o tym, jak kocha macOS.

Chronologiczne wrażenia…

Wielka Migracja Developus Tritorapsus

Wstęp do samego keynote’a, w którym przedstawiono dewelopera w formie odcinka dokumentu Błękitnej Planety, był genialny – ubawiłem się przy nim setnie, chociaż mam cztery zastrzeżenia. Użyto w nim słów „temple” (z ang. świątynia), „pilgrimage” (z ang. pielgrzymka) oraz „king developer” (z ang. deweloper-król, w odniesieniu do Craiga Federighi), co tylko wyzwoli większą falę hate’u w odniesieniu do Apple i użytkowników jego sprzętu – już mamy wystarczająco dużo oskarżeń o „kult” itp. Chociaż może jestem po prostu zbyt przewrażliwiony – może Apple po prostu sarkastycznie pokazuje swój dystans do siebie, co zresztą kilkukrotnie zademonstrowali podczas samego keynote’a. Moje ostatnie zastrzeżenie jest już czysto techniczne – o ile głos narratora (rzekomo jest to Stephen Fry, która stara się go naśladować) jest pełen odpowiedniej powagi, która zestawiona z treścią tylko potęguje komizm całego klipu, to nie jest to David Attenborough. Szkoda.

AR

O ile linijka w rzeczywistości rozszerzonej może w określonych sytuacjach być bardzo pomocna – kobiety w końcu będą wiedziały, że 30 centymetrów to w rzeczywistości 12 centymetrów – to jest to nadal coś, co nie ma większego sensu, a przynajmniej dopóki wykorzystywane są do tego celu tablety czy smartfony. Dajcie mi okulary w stylu HoloLens, to zaczniemy gadać.

Mam też swoje wątpliwości co do nowego standardu USDZ, co pięknie ilustruje XKCD.

Siri i automatyzacja

O ile wszyscy wiemy jak bardzo Siri jest słaba w porównaniu z konkurencją, a Apple nie pokazał niczego, co sugerowałoby, że znacząco się poprawi w najbliższej przyszłości, to inwestycja w program Workflow się opłaciła. Wykorzystano jego fundamenty do automatyzowania Siri, co jest absolutnym mistrzostwem świata. Teraz tylko liczę na to, że ta technologia trafi wszędzie, również do aplikacji Home.

CarPlay

Dodano wsparcie dla nawigacji trzecich. Jest Waze, jest impreza.

Animoji i Memoji

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zachwycony. Rozpoznawanie języka i tworzenie własnych memoji będzie boskie. Na tyle, że dostanę od wielu z was bana na Twitterze. Na szczęście mam kontrakt podpisany z żoną „do śmierci”, więc ona bana mi nie da. Chyba. Nie da, prawda?

watchOS 5

Niestety stało się to, czego się obawiałem – watchOS 5 nie będzie wspierał Apple Watch Series 0, czyli tych pierwszej generacji (czyli mojego!). To zmartwi mnie mniej, jeśli na jesieni pokażą następcę, który wnosi coś więcej niż nowe „bebechy” – liczę na zmianę designu, lepszy ekran, itp. – ponieważ i tak planuję przesiąść się na Series 4. Jeśli zmiany nie będą tak duże, jak oczekuję, to rozważę po prostu Series 3 – powinien być tańszy. Problemem jest to, że gdzieś z tyłu głowy świta mi głupi pomysł kupienia modelu ceramicznego w kolorze białym – wygląda bosko!

Jeśli chodzi o nowości w watchOS 5, to wprowadzają naprawdę sporo potrzebnych elementów, szczególnie deweloperom. Z ciekawością będę obserwował szczególnie Overcast, ponieważ jest potencjał na sensowną aplikację ze względu na uwolnienie odtwarzanie audio w tle. Jeśli to się nie stanie, to autentycznie rozważam przesiadkę na aplikację Podcasts Apple’a, które otrzymała sync pomiędzy urządzeniami, rozszerzone wsparcie na Apple Watchu oraz wsparcie dla rozdziałów.

tvOS

Tak, są nowe wygaszacze ekranu, tym razem nagrane z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) oraz opcja wyświetlenia nazwy rejonu świata, gdzie zostały nakręcone. To zasługuje na oklaski – korzystam z Apple TV codziennie i uwielbiam patrzeć na te screensavery.

Oczywiście cała reszta jest kompletnie bez znacznie, włączając w to fakt, że Apple TV 4K jest jednym urządzeniem na rynku wspierającym jednocześnie Dolby Vision i Dolby Atmos. Bez znaczenia jest też fakt, że właściciele filmów kupionych w iTunes dostaną darmowy upgrade swoich filmów do Atmos. Bez znaczenia? Tak! Bo nie mam telewizora 4K HDR, wzmacniacza wspierającego Atmos, ani systemu audio 7.2, co oznacza, że jeśli to ma mieć znaczenie, to na mojej karcie pojawi się gigantyczne obciążenie i nie będzie to zakup nowego samochodu. Ech…

Mojave (/moʊˈhɑːvi; moł-ha-wi)

Nie zawsze korzystam z wszystkich nowości, które pojawiają się w macOS, ale w tym roku będzie kilka, których nie mogę się doczekać. Tryb ciemny będzie oczywiście boski, ale nie bez znaczenia będzie Continuity Camera, pozwalające nam wywoływać robienie zdjęcia iPhone’em, aby to natychmiast trafiło do odpowiedniego miejsca na macOS – tak, to obsługuje też skanowanie dokumentów. Istotne dla mnie są też delikatne zmiany w Finderze, które zdecydowanie ułatwią mi życie (szczególnie sidebar) oraz nowe narzędzia do robienia screenshotów. No i Home oraz Safari! Zespołowi odpowiedzialnemu za przeglądarkę internetu Apple’a należą się ogromne brawa za to, że wytrwale dążą do tego, żeby dbać o nasze bezpieczeństwo i prywatność w sieci. Oczywiście nie możemy przejść obojętnie obok faktu, że ten jeden jedyny deweloper, który przez wiele lat utrzymywał Mac App Store przy życiu, w końcu został wsparcie całego zespołu. Najbardziej jednak mnie interesują zmiany w sandboxingu, które umożliwią istnienie takich aplikacji jak Transmit czy BBEdit w Mac App Store.

Te wszystkie zmiany – małe i duże – dają mi nadzieję, że macOS ma jeszcze długie życie przed sobą, w formie mi odpowiadającej. Teraz czekam, aż dział odpowiedzialny za Maki się obudzi i stworzy coś mniej niszowego, które będzie spełniało moje potrzeby.

Pozytywnie

Szału nie było, ale ogólny klimat i odczucia po keynote mam szalenie pozytywne, więc liczę na to, że to będzie dobra jesień pod względem software’owym. Apple zdaje się, że skorygowało swój kurs i będzie poświęcało odpowiednio dużo uwagi miejscom, które dotychczas zaniedbywało.

13

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.