iMagazine

LaCie DJI Copilot – backup bez komputera

17/12/2018, 09:20 · · · 0

Backup na smartfonie to nie problem – wystarczy Wi-Fi, by przesłać dane do chmury. Gdy jednak jest ich dużo, a na dodatek korzystamy ze sprzętu, który nie łączy się bezpośrednio z siecią, robi się trudniej. By nie musieć nosić ze sobą wszędzie komputera, LaCie opracowało prostsze rozwiązanie.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2018


Dysk do backupu powinien spełniać trzy podstawowe wymagania: być pojemny, niezawodny i dostępny zawsze, gdy go potrzebujemy. Dwa pierwsze wydają się łatwe do spełnienia, bo dużych dysków mamy na rynku mnóstwo i niemal zawsze są na tyle dobrej jakości, że nie utracimy przez nie danych. Dostęp do pamięci wydaje się znacznie trudniejszy, bo pamięci o dużej pojemności mają zazwyczaj złącze USB, czasem zdarzają się też przeznaczone do smartfonów pendrive’y z Lightning, micro USB oraz USB-C. Są też mniej popularne rozwiązania w postaci czytników kart do smartfonów, dzięki którym przerzucimy dane na urządzenie, które zawsze mamy ze sobą, ale tu ogranicza nas pamięć wewnętrzna telefonu i prędkość, często mniejsza niż przy transferze do komputera. LaCie podjęło współpracę z jednym z najbardziej rozpoznawalnych producentów dronów, DJI, i opracowało dysk właśnie dla nich przeznaczony, choć prócz nazwy nic nie wskazuje na to, by Copilot (bo tak nazywa się testowane urządzenie) był do nich specjalnie dostosowany.

Podczas gdy coraz więcej firm decyduje się na wykorzystanie SSD, sercem Copilota jest HDD o pojemności 2 TB. Zamknięto go w plastikowej obudowie otoczonej warstwą grubej gumy, amortyzującej uderzenia. Może się to okazać niewystarczające w przypadku upadków z większych wysokości, a także w sytuacji, gdy zostanie trafiony w nieosłoniętą część. Na płaskiej części obudowy ukryto monochromatyczny wyświetlacz, który umożliwia odczytanie poziomu naładowania akumulatora, wolnego miejsca oraz aktualnie podłączonych nośników. Pojawiają się na nim też komunikaty o statusie kopiowania danych i uśpieniu. Do sterowania przeznaczono zaledwie jeden przycisk, który w zależności od długości przyciśnięcia, wywołuje inną czynność (rozpoznawane jest tylko krótkie i długie przyciśnięcie, sterowanie nie jest na szczęście zbyt skomplikowane). Na jednej z krawędzi umieszczono wszystkie złącza komunikacyjne oraz port ładowania. Jest więc USB-C, USB-A, czytnik kart SD oraz micro USB, do którego można podłączyć przedłużacz z Lightning, USB-C bądź kolejnym micro USB. Kabelek ten jest o tyle wygodny, że można owinąć go wokół dysku tak, że nie wystaje z gumowej osłony. Porty są w zagłębieniu, co utrudnia trochę korzystanie z nich (zwłaszcza w sytuacji, gdy używamy kilku nośników jednocześnie), ale umieszczenie ich w ten sposób pozwoliło też dodać zaślepkę, ograniczającą dostawanie się do nich kurzu. Jakość materiałów jest bardzo dobra, choć gumowa osłona błyskawicznie zbiera brud i nie daje się łatwo wyczyścić.

By przygotować Copilota do pracy, trzeba go naładować. Urządzenie ma dużą ładowarkę, która ładuje je w około trzy godziny. Można też podłączyć je do ładowania przez USB-C za pomocą innej ładowarki, ale wtedy proces trwa znacznie dłużej. Długość pracy na jednym ładowaniu trudno ocenić, bo wiele zależy od tego, co podłączamy do dysku i ile danych jest do przesłania. Bez większego problemu akumulator wystarczy do pobrania danych z kilkunastu kart SD o pojemności 32 GB. Dysk może służyć za powerbank, choć z uwagi na to, że nie ładuje smartfona zbyt szybko, potraktowałbym to wyłącznie jako awaryjne źródło energii. Obsługa urządzenia jest prosta – po podłączeniu nośnika danych na ekranie wyświetla się pytanie, czy skopiować z niego dane na dysk. Jeśli to potwierdzimy, na ekranie pokaże się pasek postępu (przydałby się też szacowany czas, tego niestety brakuje), a na koniec wyświetlone zostanie podsumowanie z informacją, ile miejsca jeszcze zostało. Aplikacja na smartfony i tablety pozwala na podstawowe zarządzanie danymi. Możemy z niej przeglądać zdjęcia i to komfortowo, bo choć potrafią otwierać się powoli, to wyświetlają się w pełnej rozdzielczości i opatrzone są też danymi EXIF.

Przenoszenie danych ze smartfona na dysk nie jest ani zbyt szybkie, ani wygodne, aplikacja nie pozwala tego zautomatyzować, a przenoszenie wymaga zaznaczenia konkretnych zdjęć (nie da się tego robić całymi albumami). Niewątpliwą zaletą jest natomiast podgląd na iOS-ie danych na nośnikach podłączonych do Copilota, pełni on więc funkcję nie tylko zewnętrznej pamięci, ale i adaptera na USB-A, USB-C i czytnika kart SD. Na komputerze dane podzielone są na katalogi, ale opisane są wyłącznie datą i godziną, nie zaś typem nośnika, z którego pochodzą. Zdecydowanie prościej jest wykorzystać do importu systemowe Zdjęcia czy Lightrooma. Prędkość dysku jest niezła, choć zewnętrzne SSD przyzwyczajają do znacznie szybszych transferów. Test wykonałem na MacBooku Pro 13″ z końca 2016 roku, z portami USB-C o przepustowości 10 Gb/s. Blackmagic Disk Speed Test wykazał, że prędkość zapisu i odczytu danych jest niemal taka sama (odpowiednio 123,1 MB/s oraz 123,8 MB/s). Standardowo też, wykonałem test kopiowania wielu małych (1000 plików o wielkości 1,1 MB) i jednego dużego pliku (o wielkości 2,53 GB). Transfer małych plików z komputera na dysk trwał 68 sekund, w drugą stronę natomiast zajął 23 sekundy. W przypadku dużego pliku czasy te wyniosły odpowiednio 2 minuty i 49 sekund przy kopiowaniu na dysk i 1 minutę i 49 sekund w drugą stronę.

DJI Copilot nie przytłacza nadmiarem funkcji, ale ze swojej roli wywiązuje się świetnie. Kopiowanie danych z kart pamięci i pendrive’ów na dysk jest tak proste, jak to tylko możliwe, działa też bezbłędnie. Jako urządzenie przenośne jest trochę uciążliwy, bo waży sporo i zajmuje niemało miejsca, szkoda też, że LaCie nie opracowało wariantu z SSD, który byłby odporniejszy na uszkodzenia i szybszy.


Ocena iMagazine: 5/6 5/6

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o