iMagazine

TP-Link Archer C5400X – czterordzeniowy… router

19/12/2018, 10:26 · · · 0

Sprzęt dla graczy można poznać z daleka: nie dość, że świeci, to obowiązkowo wygląda jak wyobrażenie statku kosmicznego z końca lat 90. TP-Link nie wyłamał się z tego trendu, C5400X jest więc nie tylko doskonały technicznie, ale też zwyczajnie brzydki.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2018


TP-Link ma duże doświadczenie w produkcji routerów, ale dotąd nie stworzył żadnego, który byłby przeznaczony dla graczy. Archer C5400X to nie tylko najnowszy, ale też jeden z najlepszych routerów w ofercie firmy, zbliżony konstrukcją oraz wyglądem do modeli C5400, C4000 czy AC7200. Urządzenie wyróżnia się rozmiarem oraz ośmioma antenami, skierowanymi ku górze. W tym, przeciwieństwie do pozostałych routerów, nie da się ich złożyć ani nawet lekko przechylić, by zmieścić go choćby w szafce (a przydałoby się, bo ma z nimi ponad 18 cm wysokości). Jedynym rozwiązaniem jest postawienie go na widoku, jego wątpliwa estetyka przypomina więc o sobie codziennie. Wielka obudowa pozwoliła jednak zmieścić mnóstwo portów i złącz w taki sposób, by ze sobą wzajemnie nie kolidowały i były łatwo dostępne. Na jednej krawędzi mamy zatem włącznik, osiem gniazd LAN oraz jedno WAN, na sąsiedniej zaś znalazły się dwa porty USB-A 3.0. To dla mnie aż nadto, ale wiem, że bez trudu inni znajdą dla nich zastosowanie. Kolejna krawędź skrywa znacznie mniejsze przyciski służące do włączania bądź wyłączania Wi-Fi, a także do parowania przez WPS i wyłączania diody. Na górze obudowy umieszczono podświetlane logo producenta, które pełni też funkcję wskaźnika statusu routera (przydatnego właściwie jedynie podczas konfiguracji). Da się je całkowicie wyłączyć bądź też ustalić, w jakich godzinach ma się świecić (co podkreśla, jak ważny jest to element). Od strony jakości wykonania nie sposób mieć żadnych zastrzeżenia, matowy plastik jest niezłej jakości, a w utrzymaniu będzie zdecydowanie łatwiejszy niż błyszcząca obudowa.

Proces konfiguracji routera jest wzorowy: wystarczy aplikacja na smartfona, by wykryć router i się do niego zalogować, po chwili mamy też ustawione własne nazwy sieci i hasła. Główny ekran aplikacji daje podgląd najważniejszych parametrów sieci, czyli stanu połączenia z internetem, liczby podłączonych urządzeń, prędkości połączenia oraz statusu sieci bezprzewodowych. Zakładka „Klienci” pozwala zarządzać urządzeniami w sieci, czyli podejrzeć ich nazwę, aktualną prędkość transferu danych, sposób połączenia, datę dołączenia do sieci oraz adresy IP i MAC. Co więcej, każdy sprzęt da się przypisać do profilu członka rodziny, dzięki czemu można bezpośrednio z routera zablokować wybranym osobom dostęp do określonego typu zawartości (nie tylko treści dla dorosłych, ale też portali społecznościowych, płatnych witryn, rozmów wideo czy gier) oraz do konkretnych witryn, w tym samym miejscu można też określić dzienny limit korzystania z internetu oraz godziny, w których zostanie on odcięty. Uważam, że to nie tylko przydatne narzędzie dla rodziców, ale też prosty sposób na świadome filtrowanie treści, które sami przeglądamy (bez trudu da się bowiem odciąć sobie choćby dostęp do Facebooka czy Twittera na iPhonie w godzinach pracy). Router oferuje też ochronę antywirusową, na którą składa się filtrowanie treści (na podstawie bazy Trend Micro), ochronę przed atakami oraz kwarantannę urządzeń. QOS umożliwia natomiast przypisanie priorytetu do danego typu aktywności, jaką może być pobieranie danych, transmisja strumieniowa czy granie. Aplikacja na iOS pozwala również na szybką diagnostykę sieci, zmianę haseł i nazw sieci czy też zmianę trybu pracy urządzenia. TP-Link wykonał świetną pracę podczas opracowywania tego programu, większość użytkowników nie odczuje potrzeby, by korzystać kiedykolwiek z przeglądarki do obsługi routera.

Dla tych, którzy kupili C5400X nie tylko ze względu na jego wygląd i parametry (bo trzeba przyznać, że cztery rdzenie o taktowaniu 1,8 GHz i 1 GB pamięci RAM w routerze robią wrażenie), stworzono zdecydowanie bardziej rozbudowany interfejs przeglądarkowy. Logujemy się do niego z dowolnego miejsca, bo wykorzystuje on konto TP-Link, nie ma potrzeby, byśmy byli w tej samej sieci, co router. Podstawowy wariant interfejsu pokazuje niemal to samo, co aplikacja, ale z menu po lewej możemy rozwinąć kilka dodatkowych opcji (jak choćby konfigurację dostępu do podłączonych dysków USB przez protokół SMB lub FTP czy serwer drukarek). Zaawansowane ustawienia są dużo bardziej rozbudowane, nawet panel podsumowania wyświetla znacznie bardziej szczegółowe dane (jest nawet informacja o obciążeniu poszczególnych rdzeni i wykorzystaniu pamięci RAM). Router pozwala na agregację WAN oraz LAN (za pomocą oznaczonych par portów), wykorzystanie serwera DHCP oraz konfigurację statycznego routingu. Przeglądarka daje dostęp do bardziej rozbudowanych ustawień sieci bezprzewodowej (są dla niej na przykład dostępne harmonogramy pracy) i zabezpieczeń (firewalla oraz białej i czarnej listy urządzeń). Mamy też rozbudowane menu przekierowania portów oraz konfiguracji serwera VPN. W opcjach zaawansowanych portów USB jest też opcja wykorzystania podpiętego dysku jako Time Machine, co z pewnością jest wygodniejszą opcją niż ręczne podpinanie dysku do komputera. Na pochwałę zasługuje przejrzystość interfejsu – nie dość, że jest bardzo czytelny, to dodatkowo nie ma tu właściwie żadnych zbędnych opcji. Owszem, zaawansowane menu jest ubogie w opisy, ale skierowane jest do tych użytkowników, którzy ich nie potrzebują.

Po co właściwie w routerze duża moc obliczeniowa? Okazuje się, że mocny procesor się przydaje, zwłaszcza jeśli urządzenie ma obsługiwać naraz wiele połączeń i zarządzać nimi tak, by zoptymalizować prędkość transmisji danych. Router tworzy jednocześnie trzy sieci bezprzewodowe (jedną na częstotliwości 2,4 GHz oraz dwie na 5 GHz), co ma służyć przypisaniu do nich określonych grup urządzeń. Producent zaleca, by jedną z nich przeznaczyć do gier (choć może być to inna, priorytetowa funkcja), by odciążyć ją od mniej ważnego ruchu. Jedną z najlepszych funkcji jest Smart Connect, czyli automatyczne przydzielanie urządzenia do danego pasma, zgodnie z generowanym ruchem. Przyda się to zwłaszcza wtedy, gdy z routera korzysta wiele osób bądź też są do niego podpinane stale nowe urządzenia. Jest to też bardzo wygodne na co dzień, bo widzę tylko jedną nazwę sieci, a nie trzy. Kolejną technologią optymalizującą wydajność sieci jest Airtime Fairness, czyli przydzielanie większej ilości pakietów klientom mogącym komunikować się z większą prędkością. Router też reguluje automatycznie siłę sygnału i kierunek transmisji, by zwiększyć zasięg sieci. Jest to zauważalne w porównaniu do routera bez tej funkcji, ale zasięg nie jest znacznie większy – wciąż wystarczy kilka większych przeszkód bądź cienkich ścian, by zablokować transmisję danych.

TP-Link stworzył urządzenie równie brzydkie, co wydajne. Archer C5400X nie jest piękny, ale nadrabia doskonałym interfejsem, wygodą obsługi, mnogością funkcji i szybkością. Przełączyłem swoje PS4 z kabla na Wi-Fi i nie odczułem żadnej różnicy w komforcie grania online (a szybkie FPS-y pokroju Call of Duty natychmiast dają do zrozumienia graczowi, że z jego połączeniem jest coś nie tak), co więcej, sieć nie była w tym czasie w żaden sposób sztucznie odciążona. Sklasyfikowanie C5400X jako sprzętu dla graczy uważam jednak za spore niedopowiedzenie, bo sprawdzi się w każdym domu, niezależnie od tego, do czego wykorzystujemy sieć. Pozostaje jedynie pytanie, czy aby na pewno taki wachlarz funkcji jest nam potrzebny, bo to nie tylko jeden z najlepszych, ale też najdroższych routerów TP-Linka.


Ocena iMagazine: 5/6 5/6

0

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o